26.10.2014

Rewolucjonistki i rojalistki. Moda czasu Wielkiej Rewolucji Francuskiej (1789-1794)

Wielka Rewolucja Francuska, za której rozpoczęcie uważa się zdobycie Bastylii 14 lipca 1789 roku, jest chyba jednym z najważniejszych wydarzeń XVIII wieku. Jednym z tych, które doprowadziły nie tylko do ogromnych zmian w społeczeństwie, ale i w sposobie myślenia ówczesnych ludzi. Do dziś budzi skrajne emocje - jedni uważają ją za hańbę w dziejach Francji, inni za wydarzenie okrutne, lecz nieuniknione. Dziś jednak nie zamierzam wchodzić w te spory, lecz omówić jedną z dziedzin, na którą także miała niezaprzeczalny wpływ - modę. 

Marie Victoire Lemoine Portret kobiety, ok. 1789

Kiedy rewolucja rozpoczęła się w 1789 roku, wywróciła francuską drabinę społeczną do góry nogami. Francja podzieliła się na dwa obozy - rojalistów (zwolenników monarchii, którzy, od strony, po której zasiadali w czasie obrad Zgromadzenia Narodowego, nazwani zostali prawicą) oraz rewolucjonistów (zwolenników rewolucji i przemian, którzy w czasie obrad Zgromadzenia zasiadali po lewej stronie sali, nazywani więc byli lewicą). Dużym błędem byłoby jednak uznanie, że rojalistami byli tylko arystokraci i duchowieństwo, rewolucjonistami zaś tylko i wyłącznie sankiuloci, a więc najbardziej uciśniony lud Paryża - robotnicy i rzemieślnicy. Do obozu rewolucjonistów przeszło bowiem wielu przedstawicieli pierwszego stanu, z księciem Filipem Orleańskim (teraz każącym nazywać siebie Filipem Równość) na czele. Na samym zaś czele polityków pro-rewolucyjnych stała tak naprawdę burżuazja (przede wszystkim prawnicy) - i to właśnie ta warstwa okazała się największym triumfatorem rewolucji. 

Louis Leopold Boilly L'invintation en retour.  Przykład mody mieszczańskiej w 1789 roku.

Na samym początku rewolucji, a więc w 1789 roku, wbrew temu, co można by przypuszczać, politycy prawicy i lewicy wcale nie byli do siebie nastawieni wrogo - spotykali się w tych samych salonach, gdzie dyskutowali o zmianach, jakich wymaga francuskie społeczeństwo. Konflikt między nimi narastał stopniowo, a największy rozłam spowodowało dopiero obalenie monarchii w 1792 roku i zgilotynowanie króla. Konflikty narastały jednak także wewnątrz samych stronnictw - w lewicy nastąpił rozłam na sympatyzujących z sankiulotami jakobinów i bardziej umiarkowanych żyrondystów. Ci drudzy w 1793 wywołali wojnę domową, po czym część ich członków zostało aresztowanych i skazanych na śmierć. Nastąpił wówczas początek terroru jakobinów z Robespierre'm na czele, który zakończył w 1794 przewrót termidoriański, w którym to wzięli udział przede wszystkim ocaleli żyrondyści. Nie oznacza to oczywiście, że we Francji z dnia na dzień nastąpił pokój i zgoda, ale o tym więcej postaram się napisać w jednym z następnym postów. 

Louis Leopold Boilly Kobieta przed toaletką, 1790

Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, czas rewolucji nie wprowadził do mody właściwie żadnych nowych krojów - to, co noszono w ciągu tych pięciu lat, było tak naprawdę kontynuacją tego wszystkiego, do czego moda dążyła od początku lat 1780. Największa zmiana w modzie nastąpiła tak naprawdę w jej wymiarze społecznym - ubiór całkowicie się ujednolicił, szlachcianki i mieszczanki nosiły tak naprawdę takie same stroje. Były one niezwykle proste, skromne i zachowawcze, pozbawione jakiejkolwiek ekstrawagancji. Wraz ze zniesieniem dworu w zapomnienie odeszła jedna z najważniejszych sukien tamtego stulecia, a więc robe de cour - suknia dworska, symbol władzy i splendoru arystokracji. O ile na pierwszych posiedzeniach Stanów Generalnych arystokraci starali się jeszcze podkreślić swoją przynależność klasową za pomocą bogatego stroju, o tyle wraz ze wzmaganiem się represji luksusowe ubrania i dodatki straciły swoją rację bytu. Wiązało się to przede wszystkim z tym, że większość dawnych arystokratów straciła swoje majątki lub musiała uciekać za granicę, gdzie bardzo często zmuszona była wieść skromny i niepozorny żywot. 


Louis Leopold Boilly Portret Julie, żony artysty, lata 1790

W czasach rewolucji bielizna dążyła do jak największego uproszczenia. W dalszym ciągu pozostawał wypychający tył spódnicy cul,  jednak był on dużo mniejszy niż ten noszony w latach 80. W zapomnienie całkowicie odszedł panier. Coraz popularniejszy stawał się nowy typ sznurówki, który pojawił się już w połowie lat 1780. Sznurówka ta, chociaż w dalszym ciągu nadawała sylwetce kształt odwróconego stożka, miała już jednak oddzielne miseczki na biust, co nadawało noszonym wówczas sukniom całkowicie nowy wygląd. Wraz z upływem lat stawała się ona coraz krótsza, aż mniej więcej w połowie lat 1790 całkowicie zatraciła swoją stożkową formę. W czasie rewolucji wiele kobiet, szczególnie w stroju domowym, w ogóle rezygnowało z noszenia jakiegokolwiek gorsetu. Poniżej - przykładowy gorset w kształcie stożka z oddzielnymi miseczkami:

Sznurówka, czwarta ćwierć XVIII wieku (źr.)

Na poniższej rycinie można natomiast zobaczyć kobietę ubraną w prosty żakiet i spódnicę. Autor rysunku bardzo mocno zaznaczył kształt jej biustu, co może wskazywać właśnie na obecność pod spodem nowego typu gorsetu. 

Rycina z 1789 roku (źr.)

Na poniższym obrazie Davida także dobrze widać, że biust markizy d'Orvilliers nie jest już spłaszczony za pomocą gorsetu, lecz bardzo mocno odznacza się pod osłaniającą dekolt chemisette. Albo więc ma ona na sobie nowy typ gorsetu, albo też nie ma go wcale. 


Jacques-Louis David Markiza d'Orvilliers, 1790

W czasie rewolucji doszło do niemal całkowitej maskulinizacji ubioru kobiecego. Miało to bardzo duży związek z neoklasycyzmem, który, narodziwszy się ok. lat 1760, stopniowo zaczął ogarniać coraz więcej umysłów ówczesnych ludzi, a który na piedestale stawiał właśnie mężczyznę i wszystko to, co męskie. Była to wyraźna opozycja w stosunku do całej kultury rokoka, która w centrum stawiała kobietę i kobiecość (na tyle, że ówcześni mężczyźni w wyglądzie swojego stroju inspirowali się własnie ubiorem kobiecym). Kobiety czasu rewolucji elementy swojego stroju czerpały więc właśnie z ówczesnego ubioru mężczyzn, przede wszystkim wojskowego - triumfy święciły więc płaszcze-redingoty i żakiety z (fałszywymi najczęściej) kamizelkami (fr. gilet), ozdobione podwójnymi rzędami guzików i postawionymi kołnierzami. Elementem obowiązkowym każdej stylizacji była niezwykle obszerna chusta okrywająca dekolt i szyję. Była ona jednak nie tylko nawiązaniem do męskiej mody, lecz przede podkreśleniem cnotliwości i skromności, która miała cechować kobiety doby rewolucji. Poniżej - żakiet kobiecy i kamizelka o typowych cechach ówczesnej mody męskiej:

Żakiet, ok. 1790 (źr.)


Ówczesne żakiety bardzo często były mocno wycięte z przodu, co zwiastowało już nadejście mody na talię umieszczoną wysoko pod biustem: 

Żakiet i spódnica z ok. 1790 roku (źr.)

Poniżej - redingote inspirowany męskim płaszczem podróżnym. Tkanina w najmodniejszy wówczas wzór - wąskie, pionowe paski:

Redingote, ok. 1790 (źr.)

W czasie rewolucji doszło też do swego rodzaju ludomanii. Ci, którzy chcieli afiszować się ze swoimi pro-rewolucyjnymi poglądami, na siłę starali się nadać swojemu stroju charakter ludowy, czyli sankiulocki. Podstawą stroju sankiuloty była koszula i długie, proste spodnie, sankiulotki natomiast - wiązany z przodu żakiet i spódnica. Wszystkie te elementy znalazły więc odbicie w obowiązującej modzie, co widać na przykład w popularności owego wiązanego z przodu żakiecika z długimi rękawami na ówczesnych rycinach. Poniżej - typowy ubiór przedstawicieli najniższych warstw społecznych Paryża:


Ubiór noszony przez przedstawicieli prostego ludu, tzw. sankiulotów (źr.)

Innym nawiązaniem do ubioru noszonego przez prosty lud były proste, najczęściej białe suknie z założonym na nie żakiecikiem bez rękawów, bardzo często utrzymanym w kontrastującym kolorze. 

Rycina z 1791 roku (źr.)

Owe proste suknie spodnie były oczywiście nową odmianą sukien-koszulek, zwanych chemise. Chociaż spopularyzowane zostały przez Marię Antoninę już na początku lat 80, w latach 90 całkowicie zatraciły swój rojalistyczny charakter (dlatego nie nazywamy ich już chemise a la reine) - ich prostota idealnie pokrywała się z ideami rewolucjonistów. Nowy typ chemise niewiele miał jednak wspólnego z luźną koszulą - suknie te najczęściej były odcinane w talii, ich tył był dopasowany, a dekolt szczelnie ukryty pod fichu. Najczęściej zaopatrzone były w długie, wąskie rękawy i szarfę przewiązaną w talii. Ten nowy typ sukni chemise, jak można wywnioskować po podpisach umieszczanych pod rycinami, nazywany był fourreau.

Rycina z lipca 1790 roku (źr.)

O tym, że chemise stała się niejako symbolem rewolucji, może świadczyć portret namalowany przez Davida, na którym Lucyle Desmoulins, żyrondystka, pozuje w jej bardziej niezobowiązującej wersji - z krótkimi rękawami, bez fichu, z szarfą w kolorze rewolucyjnej czerwieni. Szarfa ta umieszczona jest dość wysoko - o ile jednak w czasie rewolucji talia wędrowała jeszcze od swego naturalnego miejsca pod biust, o tyle już w 1795 ustali się jej miejsce właśnie pod biustem. Suknia ta prostotą swego kroju nawiązywała do rzymskich tunik, co nadawało jej bardzo wówczas pożądany, republikański charakter. Największe triumfy święcić będzie jednak dopiero w okresie dyrektoriatu, a więc już po zakończeniu rewolucji. 

Jacques Louis David Camille Desmoulins z żoną i synem, 1792

Obok sukni-koszulki w dalszym ciągu popularne były suknie tradycyjne, przede wszystkim angielska turecka - jednak już nie luźna, lecz bardzo mocno dopasowana, bazująca na kroju sukni angielskiej. Najpopularniejsze suknie były otwarte z przodu, co charakteryzowało także także ówczesne żakiety. To właśnie ten krój przeważa na rycinach z 1789-1793 roku. Poniżej - suknia angielska z 1792 roku: 

Rycina z 1792 roku (źr.)

Suknie w czasie rewolucji szyte były najczęściej z materiałów lekkich i jasnych, a prym wiodła oczywiście bawełna. Najpopularniejszym wzorem były, jak już to wcześniej napisałam, pionowe i wąskie paseczki w kontrastowych kolorach, noszone zarówno przez kobiety, jak i przez mężczyzn. Innym popularnym wzorem były niewielkie kropeczki. W zapomnienie niemal całkowicie odeszły natomiast wzory kwiatowe. 


Żakiet typu pierrot, ok. 1790

Rewolucyjność stroju podkreślały oczywiście jego kolory. Jak wiadomo, kolorami rewolucji były biały, czerwony i niebieski - niebieski i czerwony były barwami herbowymi Paryża, biel natomiast, kolor dynastii Bourbonów, dodany został nich dopiero w 1789 roku. Do kolorów rojalistycznych należały zaś podobno czerń, żółć, zieleń i fiolet. Poniżej - niezwykle pro-rewolucyjna stylizacja z 1789 roku, uszyta z materiału w biało-niebiesko-czerwone paski:

Rycina z listopada 1789 roku (źr.)

Co jednak bardzo ważne, akcenty rewolucyjne w stroju kobiecym nie były żadnym odgórnym nakazem, działacze rewolucyjni bowiem nie zawracali sobie zbytnio głowy ubiorem kobiet i nie był on wówczas w żaden sposób odgórnie regulowany. To same kobiety, bardzo często będące aktywnymi działaczkami politycznymi, stylizowały swój strój na rewolucyjny. Obowiązek noszenia trójkolorowych kokard przez kobiety wszedł dopiero w 1793 roku - na osobiste życzenie rewolucjonistek, i była to tak naprawdę jedyna ingerencja mężczyzn w modę kobiecą w ciągu całej rewolucji. 


Rycina przedstawiająca suknię turecką z 1792 roku (źr.)


Na początku lat 1790 peruki oraz puder do włosów zniknęły już niemal całkowicie - ich używanie mogło sugerować tęsknotę za starym porządkiem, czego afiszowanie było dość ryzykownym pomysłem. Modne były włosy ułożone w luźne, niedbałe loki, ułożone w niskie pouf lub całkowicie rozpuszczone. Bardzo popularna wśród rewolucjonistek była prosta grzywka - nosiła ją między innymi pani Roland, czołowa działaczka Żyrondy. Najmodniejsze nakrycia głowy natomiast nawiązywały swym krojem do czapek frygijskich, chyba najpopularniejszego atrybutu rewolucji. Najpopularniejsze były kapelusze o niedużym rondzie i bardzo wydłużonym czubku. Modny był również kapelusz Pamela, którego nazwa nawiązuje do imienia głównej bohaterki powieści Pamela, czyli cnota nagrodzona, która propagowała nowy wizerunek kobiety - pełnej typowo mieszczańskich cnót, skromnej i pokornie oddanej mężowi. 


Portret pani Roland nieznanego artysty, ok. 1790

W czasie rewolucji noszenie okazałej biżuterii było w bardzo złym guście. Kto był patriotą, ten powinien był raczej oddać swe kosztowności państwu. Przykład temu dała grupa jedenastu żon i córek pro-rewolucyjnych artystów, które 7 września 1791 roku publicznie oddały swe kosztowności Zgromadzeniu Narodowemu. Z biżuterii nadal popularne były jednak okrągłe kolczyki creole. Po zgilotynowaniu pary królewskiej rewolucjonistki nosiły podobno kolczyki z wizerunkami króla i królowej podwieszonymi pod miniaturowe gilotyny, rojaliści zaś nosili naszyjniki zaopatrzone w przedstawiające ich miniatury, utrzymane najczęściej w antykizującym stylu. Poniższy portret pochodzi już co prawda z 1795 roku, ale bardzo dobrze, tak sądzę, oddaje ducha mody rojalistycznej po śmierci Ludwika XVI - Maria Teresa, jego córka, ubrana jest w tradycyjną round gown w kolorze żałobnej czerni. Na białym tle jej chusty można zobaczyć kameę przedstawiającą profilowe wizerunki jej rodziców. 

Heinrich Fuger Maria Teresa, 1785

Chociaż w czasie rewolucji Francuzów ogarnęła całkowita antykomania, a, jak napisał Jan Baszkiewicz, odrzucenie motywu antycznego wiązało się z odrzuceniem rewolucji, to w modzie kobiecej inspiracje antykiem stały się widoczne tak naprawdę dopiero po jej zakończeniu. Moda rewolucyjna była bowiem bardzo dość zachowawcza, a stroje w stylu antycznym w dalszym ciągu traktowane były jedynie jako kostiumy zakładane tylko w czasie rewolucyjnych świąt. W ubiorze codziennym nawiązania antyczne widoczne były albo w detalach (takich jak szarfa ozdobiona postaciami nawiązującymi do greckiego malarstwa wazowego) albo tylko i wyłącznie w samej nazwie. Jak w poniższej sukni w typie chemise z ryciny z 1789 roku, która nazwana została właśnie jako koszulka w stylu greckim. 


Rycina z października 1789 (źr.)

Rewolucja, chociaż trwała stosunkowo krótko, bo jedynie pięć lat, była okresem niezwykle skomplikowanym, jeśli chodzi o noszony wówczas ubiór. Przyznam szczerze, że patrząc na niektóre ryciny, nie jestem w stanie określić, jak dany ubiór mógł być właściwie uszyty i jak wyglądał w rzeczywistości. Ogólnie rzecz biorąc był to jednak okres przede wszystkim żakietów i jednoczęściowych sukien, okres prostoty i bardzo dużej zachowawczości. Chociaż pod względem estetycznym moda ta nie zawsze do mnie przemawia, uważam ją za niezwykle ciekawą właśnie ze względu na kontekst historyczny. Jestem bardzo ciekawa, co Wy o niej myślicie! 

Pozdrawiam, 
Gabrielle 

...
Wybrana bibliografia: 
Jan Baszkiewicz i Stefan Meller Rewolucja francuska 1789-1794. Społeczeństwo obywatelskie 
Ewa Letkiewicz Klejnoty w osiemnastowiecznej Polsce
Ewa Orlińska-Mianowska Modny świat osiemnastego i początku dziewiętnastego wieku 
Francois Boucher Historia mody 
Moda. Historia od XVIII do XX wieku wyd. TASCHEN 

18 komentarzy:

  1. Ciekawy temat!
    Końcówka XVIII wieku, jeżeli chodzi o modę, jest bardzo groteskowa. Cóż z tego, że w zapomnienie poszły wysokie fryzury, jeżeli panie lubowały się w ogromnych kapeluszach?
    Lata 90. to okres przejściowy; pomost łączący modę rokoka i empire, stąd wychodzą takie specyficzne kombinacje, które mi raczej nie przypadają do gustu, choć kilka strojów jest naprawdę bardzo ładnych.
    Zainteresowały mnie te kolczyki, o których wspomniałaś, te miniaturowe gilotynki. Szkoda, że panie niechętnie pozowały w nich do obrazów (podobnie rzecz ma się z muszkami, kolorowym pudrem do włosów i awangardowymi ozdobami koafiur), przynajmniej ja się na taki nie natknęłam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie rokoko znikało z mody stopniowo, i właściwie już od lat 70 można upatrywać jego stopniowy zanik. A i wielkie kapelusze w latach 90 raczej nie były już aż tak popularne, chociaż rzeczywiście, niektóre są niesamowicie groteskowe :D Zgadzam się, niektóre kombinacje są tak bardzo specyficzne, że właściwie można się zdziwić, że to się mogło komuś podobać. Ale wiele ówczesnych strojów było naprawdę, na przykład te suknie tureckie :) Niestety, gilotynek też nigdy nie widziałam, myślę, że jakby już były, to na jakiejś miniaturze, poszukam :)

      Usuń
  2. Przyznam, że coraz bardziej zaczynam lubić końcówkę 18 wieku (żakieciki ,,macaroni" są takie urocze!), a to głównie za sprawą tego portretu http://www.pinterest.com/pin/310678074269056383/ Te żakiety! Chcę uszyć ten strój na zimę z grubego aksamitu, w sumie mógłby się nadać nawet jako riding habit :D Bardzo podoba mi się ten post, po okropnie napisanych tematach w podręcznikach, to wypoczynek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo, Karolino! Też uwielbiam te żakiety! Powiedz, jaką masz definicję żakietu macaroni? Bo ja się spotkałam z nią tylko przy tym żakiecie z mocno wyciętym z przodu i zastanawiam się, do czego ją odnieść :)

      Usuń
    2. http://1.bp.blogspot.com/-mVkA2mZRegs/VEonpeRzUMI/AAAAAAAALa8/G04b1PaYTz8/s1600/90's%2B(1).jpg gdzieś czytałam, że to jest macaroni i przystałam na to, za mało źródeł niestety :(

      Usuń
    3. Właśnie też trafiłam na tę informację tylko przy tym żakieciku. I zastanawiam się, czy chodzi o wzór materiału, czy krój.

      Usuń
    4. To może chodzić właśnie o te wąskie paseczki, bo w sztuce prehistorycznej malowidła skalne utworzone z takich paseczków też nazywamy właśnie "macaroni". Albo ze stylem ubierania nazywanym wówczas "macaroni", który cechował się niezwykłą ekstrawagancją: http://en.wikipedia.org/wiki/Macaroni_(fashion) Ale patrząc na całokształt ówczesnej mody, ja osobiście nie widzę w nim nic ekstrawaganckiego :)

      Usuń
  3. Ja uwielbiam żakieciki. Co ciekawe, we współczesnych nie chodzę, nawet nie posiadam żadnego w swojej szafie, ale taki osiemnastowieczny to bym założyła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo podobnie! Też nie przepadam za współczesnymi żakietami, ale te z XVIII wieku uwielbiam :)

      Usuń
  4. No i cóż. Trzeba to napisać: taka krwawa historia, ale moda za to ogromnie ciekawa! Nie będę ukrywać, że mi osobiście podoba się przede wszystkim ten pociąg do podkradania pomysłów na stylizację z męskiej szafy ;) No, lubię ogromnie i już :D

    Można w sumie to ująć jednym słowem: ferment. Czasem przy fermentowaniu wychodzi jakiś niestrawny twór, jak te kolczyki-gilotynki, a czasami bardzo smakowity trunek. Paseczki są boskie, uwielbiam ten wzór w tym wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie same odczucia, co Ty! Ogólnie zawsze bardzo interesuje mnie moda w czasach różnych zawirowań, właściwie chyba najbardziej. Nawet, jeśli czasem bywa niestrawna, to i tak jest niesamowicie interesująca. Też uwielbiam te paseczki :)

      Usuń
  5. Zjednolicenie strojów musiało być dość nieprzyjemne dla kobiet z wyższych sfer... można wiele pisać o równości, ale dziś też nie byłoby to miłe, przynajmniej dla większości takich samozwańczych 'lepszych'. Co innego kobiety biedniejsze - z pewnością poczuły się dowartościowane :) Pytanie tylko, czy to dowartościowanie trwałe i poprawne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ujednolicenie następowało stopniowo, nie było w żaden sposób odgórnie dyktowane. Zaczęło się właściwie wtedy, kiedy arystokratki zaczęły przerzucać się na proste kroje i bawełnę, a więc mniej więcej od lat 1770. Ale w czasie rewolucji rzeczywiście miało to nieco inny wymiar, chociaż myślę, że wtedy nie był dla nich najtrudniejszy fakt ujednolicenia strojów, raczej samo to, że w jakiś sposób przestali być arystokratami, no i że w większości utracili swoje posiadłości i majątki.

      Usuń
  6. Super Gabrielle! A i niezły miałaś pomysł z umieszczeniem na dole bibliografii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Postanowiłam zacząć ją umieszczać, żeby nie było, że do wszystkich tych wniosków dochodzę sama :D W zrozumieniu wielu zagadnień pomagają mi konkretne książki, więc chyba nie w porządku byłoby o tym nie wspomnieć :)

      Usuń
  7. Ten pierwszy portret jest jednym z moich ulubionych z tego okresu - ona jest taka śliczna. Sam temat jest niesamowicie fascynujący, nawet nie spodziewałam się że te wzajemne wpływy sięgają aż tak głęboko - dzięki ci z bibliografię, w wolnej chwili chyba sięgnę po Baszkiewicza i Mellera.
    Ten pierrot prześladuje mnie od dawna - ale chyba bym zwariowała próbując dopasować paski... A ten pierwszy z 1790 nosiłabym chętnie na co dzień, cudeńko <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam ten portret! Temat rewolucji i jej związków z kobiecością i modą w ogóle jest pasjonujący i niezwykle złożony! Polecam przede wszystkim "Społeczeństwo obywatelskie", ta książka to prawdziwa skarbnica wiedzy! :)

      Usuń
  8. Aspekty historyczne bardzo ciekawe tak samo modowe. Łykam to jak smaczne cukierki Gabi :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger