02.05.2014

Jak wyglądało życie towarzyskie w XIX wieku

Kilka dni temu na blogu Esa Czyta miałam okazję obejrzeć bardzo ciekawą recenzję książki Agnieszki Lisak Życie towarzyskie w XIX wieku. Zachęcona pozytywną opinią Esy postanowiłam sama po nią sięgnąć i tym samym powiększyć nieco zasób mojej wiedzy na temat rozrywek ludzi w tamtym czasie. Niestety, po jej przeczytaniu mam dość mieszane uczucia. Jeśli jesteście ciekawi dlaczego, zapraszam do dalszej lektury! 

Źródło obrazka.

Z wydawnictwem Bellona miałam wcześniej do czynienia dwukrotnie: zachęcona bardzo interesującymi Kobietami w życiu Mickiewicza Sławomira Kopra, sięgnęłam następnie po Życie prywatne i erotyczne starożytnych Greków i Rzymian tego samego autora. Co tam znalazłam? Na 16 rozdziałów tylko 3 dotyczyły bezpośrednio tematu zawartego w tytule, reszta natomiast była zbiorem historii w typie romansu Heleny i Parysa (co tam, że to nie historia, tylko literatura) oraz Cezara i Kleopatry, czyli tego, co opisane zostało już dziesiątki razy i na dziesiątki sposobów. Warto dodać, że Koper nie krył przy tym swojego lekceważącego stosunku do opisywanych bohaterów (zwłaszcza kobiet), a po przeczytaniu stwierdzenia, że Odyseusz po powrocie na Itakę, zachował się jak ostatni prostak, postanowiłam już nigdy więcej nie sięgnąć po książkę wydawnictwa, które pozwala na serwowanie swoim czytelnikom takich rarytasów. 

William Etty Przygotowania do balu przebierańców, 1833

A jednak, jako że o samej Agnieszce Lisak, jak i pisanych przez nią książkach, słyszałam dotychczas same dobre rzeczy, postanowiłam dać Bellonie jeszcze jedną szansę. Po wypożyczeniu książki od razu spodobała mi się okładka z fragmentem obrazu Renoira. Niestety, po otwarciu książki już nie było tak kolorowo. Jest ona ilustrowana, ale zamieszczonych obrazów jest mało i - o zgrozo - nie są podpisane. Co jednak najbardziej mnie zastanowiło, to fakt, że chociaż tytuł mówi o całym XIX wieku, niemal wszystkie zamieszczone obrazy pochodzą z jego końca (głównie z lat 90). Czego jednak osoba mniej zaznajomiona z tematem raczej nie zauważy, bo, jak napisałam, nikt nie raczył ich podpisać. 

Charles Edouard Boutibonne Panie grające w bilard, 1869

Książka podzielona jest na kilkanaście rozdziałów, z których każdy traktuje o innym wymiarze życia towarzyskiego w XIX wieku: dowiemy się z nich, jak przebiegał XIX-wieczny bal i spotkanie w salonie, czym były spotkania kurtuazyjne i w co bawiono się podczas większych zabaw.  Główny nacisk kładzie tu autorka jednak na drugą połowę wieku, co widać chociażby po zamieszczonych cytatach - są to m. in. Boy-Żeleński, Helena Modrzejewska czy Magdalena Samozwaniec. Również cytowane przez nią fragmenty z gazet najczęściej pochodzą z II połowy wieku. Mnie osobiście trochę to rozczarowało, bo wydaje mi się, że to życie towarzyskie w Polsce było jednak nieco inne na początku i końcu wieku. Co istotne, w swojej książce autorka skupia się przede wszystkim na życiu towarzyskim w Krakowie. Nie dziwi to oczywiście, biorąc pod uwagę fakt, że przy jej tworzeniu korzystała głównie z zasobów Biblioteki Jagiellońskiej. Dzięki temu zresztą udało jej się dotrzeć do wielu ciekawych regulaminów, zamieszczanych w gazetach porad, ogłoszeń i  dowcipów, co pozwala  przyjrzeć się życiu w XIX wieku z bardziej bezpośredniej perspektywy. 

Rogelio de Egusquiza Koniec balu, ok. 1879

Tym, co niezwykle mnie tu jednak drażniło, był sposób omawiania przez autorkę tematu mody - nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mówiąc o modzie XIX wieku, pisze jedynie o strojach noszonych  w jego ostatnich dziesięcioleciach. Wspomina o krynolinach, turniurach i dziennych sukniach szczelnie zasłaniających dekolt. Generalizowanie ówczesnej mody widać w jej opisie XIX-wiecznej damy na spacerze, która trzyma w dłoni jedwabne sznureczki woreczka à la Pompadour z kremowej lub popielatej irchy, zdobionej paciorkami w secesyjne motywy ornitologiczne. Jej twarz zaś zakrywała tiulowa woalka, zwisająca z wielkiego kapelusza ze strusim piórem czy też rajskim ptakiem. Jest to oczywiście piękny i bardzo malowniczy opis, wyraźnie jednak wskazuje on na lata 90, co w samym tekście nie zostało zaznaczone. To po prostu uniwersalna kobieta z XIX wiekuJeśli autorka wspomina już o zmianach w modzie, robi to jedynie w stosunku do początku XX wieku (bardzo dokładny opis noszonych wówczas fryzur). To, jak bardzo zmieniła się moda w obrębie samego wieku XIX, zostaje tu zaś całkowicie pominięte. Rozumiem, że nie jest to książka o historii ubioru, niemniej takie zabiegi trochę mi przeszkadzały. 

Pierre-August Renoir Bal w Bougival, 1882

Tym jednak, co najbardziej irytowało mnie podczas lektury tej książki i sprawiło, że nie byłam w stanie skupić się na przyswajaniu zawartych w niej informacji, był styl pisania Agnieszki Lisak. Wydawca już na wstępie informuje nas, że taka już autorki natura, że lubi pośmiać się z przodków, a nieobecni jak zawsze nie mają racji. Jeszcze lepiej jednak, gdy można pośmiać się z nich razem z czytelnikami. Dla mnie  była to wiadomość  dość zniechęcająca - tego typu książki czyta się raczej po to, żeby poznać życie w dawnych epokach, a nie po to, żeby się z tego życia wyśmiewać. Niby mottem publikacji jest zdanie samej autorki, że najwspanialszy rodzaj podróży to podróż w czasie, ale ja podczas lektury miałam wrażenie, że jej celem jest raczej pokazanie czytelnikowi, że życie w XIX wieku było nudne, a ówcześni ludzie infantylni. Zdaje się ona przy tym nie dbać o jakikolwiek obiektywizm - każde zdanie zwierające informację na temat danego zjawiska, ma jednocześnie zawartą opinię autorki na jego temat, jak chociażby w stwierdzeniu, że na początku XX wieku kapelusze były wielkie niczym koła od wozu, a na nich sadzono cały ogród botaniczny. Miejscami miałam wrażenie, że nie ogranicza się ona do śmiania z samych przodków. Stwierdzenie, że w trosce o zdrowie czytelnika podaje XIX-wieczną receptę na walkę z rakiem, polegającą na zgnieceniu w dłoni kreta i zakopaniu go w ziemi, być może miało być zabawne, ale ja osobiście poczułam się nieco zniesmaczona. Książka ta jest przy tym napisana w sposób dość chaotyczny - na tyle, że niejednokrotnie w dwóch różnych miejscach serwowana nam jest ta sama anegdota (na przykład o kupowaniu zdjęcia cyrkówki). 

Henri Gervex Powrót z balu

Chociaż wiele zawartych w Życiu towarzyskim w XIX wieku informacji było naprawdę ciekawych, sposób, w jaki zostały podane, zupełnie do mnie nie przemawia. Lubię kiedy książki są pisane lekko i z poczuciem humoru, tutaj jednak poczucie humoru autorki zdało mi się raczej ironią i niezrozumiałą dla mnie pogardą dla ludzi, o których pisze. Miałam wrażenie, że postrzega ich życie w sposób zbyt współczesny, w żaden sposób nie próbując go zrozumieć - ale jest to oczywiście tylko moja subiektywna opinia. A Wy, czytaliście może tę książkę? Jestem bardzo ciekawa, jakie jest Wasze zdanie na jej temat! 

Pozdrawiam, 
Gabrielle 


44 komentarze:

  1. O nie, a ja miałam nadzieję na porządną lekturę. Chciałam przeczytać tę książkę już dawno, ale skoro autorka w taki sposób podchodzi do XIX-wiecznego społeczeństwa to chyba szkoda czasu. :/ A zgnieciony kret to już w ogóle jakaś porażka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie sama byłam tym zdziwiona, bo dotychczas słyszałam o tej autorce same dobre rzeczy. Myślę, że gdyby tytuł tej książki brzmiał "Życie towarzyskie w Krakowie w II połowie XIX wieku", byłby bliższy prawdzie co do jej zawartości. Ale i tak najgorsze były chyba te ironiczne komentarze.

      Usuń
  2. Ja się dopiero przymierzam do przeczytania tej książki. Agnieszka Lisak sama prowadzi bloga, czasami tam zaglądam, chociaż informacji tam nie za wiele, miałam nadzieję że w książce będzie ich więcej.

    A mnie ten zgnieciony kret akurat rozbawił. Jak można wierzyć, że coś takiego cokolwiek wyleczy. Błagam, przecież z takich poglądów można się tylko śmiać.
    No, ale każdy ma inne poczucie humoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja wcale nie twierdzę, że zgnieciony kret nie był zabawny. Uważam, że zabawne nie było stwierdzenie autorki, że zamieszcza tę poradę "w trosce o zdrowie czytelnika". Rozumiem, że to miało być żartobliwe, ale jakoś wydało mi się nie na miejscu. Ale oczywiście każdy ma inne poczucie humoru :)

      Usuń
    2. Fakt, autorka jakby nie do końca wierzyła w wiedzę i inteligencję współczesnych ludzi. Ale z drugiej strony przypomniała mi się niedawna sprawa tej zagłodzonej dziewczynki. Matka pielęgniarka (z tego co podały media). Chcemy, czy nie ludzka głupota była, jest i będzie na tym świecie. Niestety.

      Usuń
    3. I to już naprawdę nie jest śmieszne. :/

      Usuń
    4. No właśnie, współczesnym ludziom też często brakuje inteligencji - to nie była przecież tylko domena ludzi w XIX wieku, jak można pomyśleć, czytając tę książkę.

      Usuń
  3. Niedawno, kiedy spotkałam się ze swoją przyjaciółką, zastanawiałyśmy się nad fenomenem Kopra i tego, że jego książki są tak chętnie wydawane (nawet w paczkach po kilka sztuk), a pisze przecież marnie. Przyjaciółka oceniła go na 2 (w skali do 10), ja dałam mu 5, bo do tej pory czytałam pół książki i nie wspominałam tego źle. I opowiedziałam jej o Agnieszce Lisak i jej książce "Miłość, kobieta i małżeństwo w XIX wieku", której małe fragmenty wykorzystałam nawet w pracy magisterskiej (jednak pod względem zawartych ciekawostek jest bardzo dobra :)), ale treść jest kompletnie zagmatwana, wskutek czego np. o pracy kobiet autorka pisze w rozdziałach tyczących się zamążpójścia, pojedynków, antykoncepcji etc. Poza tym wartość merytoryczna, jak piszesz, jest mocno dyskusyjna i szczerze mówiąc, gdyby nie te ciekawe anegdotki zebrane w jednym miejscu już dawno bym się jej pozbyła. W każdym razie nie jest to książka, którą poleciłabym komukolwiek, a już na pewno nie ludziom, którzy o XIX wieku nie mają pojęcia, bo tylko utrwala stereotypy i schematyczne myślenie o czasach naszych pra pra przodków.
    A co do Kopra - po tym spotkaniu z przyjaciółką - sięgnęłam po niego (Życie prywatne elit artystycznych w II RP) i nie wiem czy autor zasługuję chociażby na dwóję. Każda z wypowiedzi jest nacechowana jego prywatnymi spostrzeżeniami, co mi bardzo przeszkadza w wyrobieniu sobie opinii o opisywanych przez niego osobach, bo Koper już z góry sugeruje, że są dobre, albo złe. Strasznie mnie to wkurza. A jego prostackie wtręty, to zupełnie inna historia. W całej książce aż się od nich roi, ale końcowy przebił wszystko (chodzi o musical Polonez wystawiany w USA): "Krytyka Poloneza schlastała, i ja bym pewnie zrąbał, gdybym wtedy pisywał w Nowym Jorku". Szok, co nie? Język, składnia, fakt, że ma to być książka historyczna. Naprawdę, jak Boga kocham, nie sięgnę już po tego typu wydawnictwa. Wolę "tradycyjne", naukowe wydania, które może czasem trącą nudą, ale wiem, że są fachowo przygotowane, a autor zrobił wszystko, żeby jak najwierniej przybliżyć opisywane zagadnienie. To tyle w temacie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emnildo, sama lepiej bym tego nie ujęła! Też jestem zdziwiona popularnością książek tak Kopra, jak Lisak. Wydaje mi się, że Bellona postawiła na wydawanie książek pseudo-historycznych, które mają skupiać się na skandalach i erotyce - wiadomo, to się najlepiej sprzedaje. I faktycznie, laik pewnie się na to złapie, ale ktoś, kto ma jakąś wiedzę z zakresu historii, zauważy, że wiele informacji zawartych w tych książkach to po prostu stek bzdur (jak to miałam przy lekturze "Życia prywatnego i erotycznego..."). Także książka pani Lisak w wielu miejscach nie jest merytoryczna - nie tylko, jeśli chodzi o stroje, ale i o opisywane zjawiska (pisze np o francuzomanii, która w XIX wieku zmusiła szlachciców do zrzucenia kontuszy. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że miało to miejsce nie w XIX, a już w XVIII wieku). To przykre, bo te książki czytane są przede wszystkim przez ludzi, którzy nie mają zbyt dużej historycznej wiedzy. A one, zamiast uczyć ich czegokolwiek, jedynie, tak jak powiedziałaś, utrwalają stereotypy. Też zdecydowanie wolę już sięgać po książki może i nudne, ale przynajmniej takie, którym na pewno mogę zaufać :)

      Usuń
  4. Jak dobrze w końcu zobaczyć opinię zgadzającą się z moją! Wszędzie widziałam tylko pozytywne komentarze i czułam się trochę dziwnie, gdy sama nie byłam zadowolona książką ,,Miłość, kobieta i małżeństwo w XIX wieku". Może dowiedziałam się kilku rzeczy, ale sposób pisania pani Lisak mnie nie usatysfakcjonował. Miałam takie samo wrażenie jak Ty, a mianowicie, że autorka po prostu wyśmiewa się z dawnych obyczajów, przez całe rozdziały podkreślając brak higieny i sarkastycznie oceniając nieszczęśliwe małżeństwa. A szkoda, można było, z takimi możliwościami i ciekawymi źródłami, opisać to rzetelnie i ciekawie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że się zrozumiałyśmy w tym względzie! Też byłam trochę zaniepokojona moją oceną tej książki, bo do tej pory spotkałam się jedynie z jej pozytywnymi recenzjami. Sam temat zawiera naprawdę ogromny potencjał i szkoda, że autorka potraktowała go w sposób tak pobieżny i miejscami nie do końca merytoryczny. I że, zamiast pisać o całym XIX wieku, skupiła się jedynie na jego drugiej połowie. Gdyby dopisała w tytule, że książka ta będzie dotyczyć jedynie pewnego okresu w XIX wieku, nic złego by się przecież nie stało, wręcz przeciwnie. Dokładnie. Jakoś trudno uwierzyć mi, że ta pani naprawdę uważa za najpiękniejsze podróże w czasie. No chyba, że faktycznie bawi ją spoglądanie na przodków z wyższością człowieka XXI wieku. Ale książki pisanej przez kogoś takiego chyba nie powinno się traktować zbyt poważnie - dla mnie książka opisująca historię nie musi być zabawna czy szokująca. Ważne, żeby była rzetelna i jak najbardziej obiektywna :)

      Usuń
  5. Jak dawno nie było u Ciebie posta o książce! O publikacjach Lisak słyszałam, ale jakoś nie ciągnęło mnie do nich. Też nie lubię, gdy autor książki o dawnych ludziach / biografii nie lubi osób, o których pisze i traktuje ich nieobiektywnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, chociaż czytam ich mnóstwo, to jakoś nie lubię o nich pisać. No i nigdy nie wiem, jakie wstawić obrazki - bo niestety nie potrafię robić takich pięknych zdjęć jak Ty! :) To ironiczne i pogardliwe podejście właśnie mnie zdziwiło, bo tej autorce spodziewałam się czegoś wręcz odwrotnego :)

      Usuń
  6. No tak, dzieł sprzed około 150 lat nie trzeba najwyraźniej podpisywać... Nie lubię takiego niechlujstwa. A co do samej autorki - jeśli ta pani nie umie pisać rzetelnie i poważnie, to tak samo traktowałabym jej książkę. Najwyraźniej nie zależało jej na tym, by ludzie ocenili ją na serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - po co rozdrabniać się na lata, kiedy wystarczy napisać, że wszystkie pochodzą z XIX wieku? W dodatku w większości nie są one nawet polskie, a książka ta dotyczy tylko i wyłącznie życia towarzyskiego w Polsce :)

      Usuń
  7. Lubię ironię. Ciepłą. Jeśli już coś ostrzejszego, to sarkazm, ale w żadnym wypadku wulgarność, która się pod nimi podszywa. Pani Lisak sięga raczej po chłodne tony, do tego faktycznie, bywa zwyczajnie niestrawna. Jej "Miłość..." zawiera sporo informacji, ale czyta się kiepsko. Tu z tego, co widzę jest podobnie ;)

    Dziwi mnie tylko, że tyle osób spotykało się z pozytywnymi opiniami. Ja natykałam się na same negatywy hahah

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo Ci zazdroszczę - gdybym wcześniej natknęła się na jakieś negatywne opinie, na pewno bym po tę książkę nie sięgnęła :) Ja też lubię ciepłą ironię i sarkazm, i masz rację, że tu tego w tej formie właśnie nie było :)

      Usuń
    2. Ale babola zrobiłam - nie "pod nimi" tylko "pod nie" heheheh

      Usuń
    3. Haha, nic nie zauważyłam :D

      Usuń
  8. Ja również zawiodłam się na książkach od Bellony. Do Kopra można jeszcze dorzucić panią Kienzler, która w ciągu ostatnich kilku lat napisała kilkanaście książek, czytałam jedną- bardzo słabą, po resztę z pewnością nie sięgnę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O pani Kienzler nie słyszałam! Ale Koper też ma w swoim dorobku chyba kilkanaście książek - o antyku, XIX wieku, dwudziestoleciu... już patrząc na sam jego dorobek literacki można dojść do wniosku, że coś tu jest nie tak :)

      Usuń
  9. W Bellonie wręcz produkują książki. Tutaj dorobek p. Kienzler (warto przeczytać pierwsza opinie): http://ksiazki.wp.pl/aid,2411,nazwisko,Iwona-Kienzler,autor.html?ticaid=112a7b

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dodać, nic ująć. Mnie osobiście bardzo intrygują tytuły tych książek: piszą je różni autorzy, a wszystkie tytuły jakby na jedno kopyto: u Kopra "Kobiety w życiu Mickiewicza", u Kienzler "Kobiety w życiu Zygmunta Augusta", u Lisak "Miłość staropolska. Obyczaje, intrygi, skandale". Widać, że wydawnictwo jest nastawione na tanią sensację, w końcu nic nie jest chyba bardziej poczytnego od książek o zabarwieniu erotycznym.

      Usuń
  10. Nie znam książki, nie znam autorki, ale też zastanawiała mnie masowość książek pana Kopra. I właśnie ona była powodem tego, iż do nich nie sięgnęłam. A twoje uwagi na temat książki to cenna informacja i przestroga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że okazały się dla Ciebie przydatne! Też zastanawia mnie masowość jego książek - przecież tego typu książki, żeby były naprawdę merytoryczne, wymagają ogromnego nakładu pracy i czasu.

      Usuń
  11. Mam te ksiazke. Gdzieś lezy. Nie czytałam jej, w sumie kupilam ja dla opisów bali a i byla przeceniona. NIe lubie tego wydawnictwa, ile na byle jakość i taki samych wydaje autorów. Kopra jeda zaczełam czytać, nawet nie pamietam co to bylo ale nie dałam rady, Pani Kienzler, pisze chaotycznie, z naciskiem na sex, w obu brak merytorycznośći. Mialam jeszcze z tej serii ksiazke kobiety sarmatyzmu jakos tak, dno totalne bo to taki zbior z lektur szkolnych i z tego powstala ksiazka, spisałam tylko bibliografie i to wszytsko.
    Niestety, nie kazdy moze pisac ksiazki, nie kazdy moze tanczyć, tak jak nie kazdy zostanie prezydentem ale za to kazdy moze wyprodukowac bubel.
    Wrzucając kamyczek do ogródka to czytam teraz Botanike Duszy E. Gilbert i co tam widze? ... że w roku 1808 zakładano krynoliny! Ręce opadają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się zgadzamy - podpisuję się pod każdym Twoim zdaniem. O Botanice duszy nigdy nie słyszałam... i chyba się z tego nawet cieszę. Krynoliny w 1808? Rozumiem, że ktoś myli rogówkę z krynoliną, ale przecież początek XIX wieku wręcz słynie z braku stelaży! A może tylko tak mi się wydaje :)

      Usuń
    2. Botanika Duszy to nowa powieść E. Gilbert, polecam ją, mi się ją dobrze czyta, tylko trzeba uważać na takie "kwiatki". Książka obraca się wśród roślin, botaników, ogrodów, całej tej manii tworzenia ogrodów a w tym główna bohaterka, która chce być botanikiem. Rzecz dzieje się na początku XIX wieku to łatwo zrozumieć jaką sytuację miała kobieta która chciała zostać botanikiem.
      Myślę, że to tłumacz nawalił, zazwyczaj jeśli piszą pettitcoat - to może oni tłumaczą to jako krynolina, mi to ciężko zrozumieć, jeśli jest się tłumaczem to sięga się do słowników, podręczników z danej dziedziny skoro nie wiem lub nie jestem pewna. Sama autorka, przeszła gruntowne studia przygotowując się do napisania tej książki.

      http://pasje-fascynacje-mola-ksiazkowego.blogspot.com/2014/04/botanika-duszy-elizabeth-gilbert.html

      Usuń
    3. Niestety, bardzo często nie możemy liczyć w Polsce (i pewnie nie tylko) na miarodajne tłumaczenia. Nigdy nie zapomnę, jak namęczyłam się z czytaniem biografii Marii Antoniny, gdzie oprócz nielogicznych zdań co i rusz przewijała się jakaś turniura albo krynolina. Chociaż w biografii Izabeli Czartoryskiej też w jednym miejscu pojawiła się właśnie krynolina :)

      Usuń
  12. Przeczytałam pierwsze zdanie i pomyślałam: "O fajnie, książka o życiu towarzyskim w XIX wieku pewnie będzie ciekawa. Jak znajdę gdzieś to przeczytam." Jednak po przeczytaniu do końca posta i komentarzy chyba się nie zdecyduję. Ostatnio bardziej interesuje mnie pierwsza połowa XIX wieku, a poza tym nie lubię kiedy ktoś naśmiewa się z dawnych obyczajów czy próbuje wmówić, że ludzie żyjący wiek czy kilka wieków temu byli dziwni, nienormalni czy też gorsi od nas. A co do wydawnictwa Bellona, jakieś pór roku temu czytałam "Wielką armię" autorstwa Roberta Bieleckiego i nie narzekam. Bardzo dużo ciekawych informacji, mnóstwo reprodukcji obrazów i rycin, wszystkie podpisane, ponad 500 stron przeczytałam w trzy dni ;) Co prawda książka została wydana w 1995 więc może wydawnictwo teraz się popsuło. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że można na ten temat znaleźć lepsze i bardziej merytoryczne opracowania, a jeśli nie - od czego są dawne pamiętniki :) Też zdecydowanie preferuję jego pierwszą połowę :)

      Usuń
  13. Posiadam dwie książki Agnieszki Lisak, tą i "Miłość kobieta i małżeństwo w XIX wieku" i powiem ci osobiście, że je lubię ;) Ale mam nieco inne podejście do nich: lubię otrzymywać ciężkie tematy (historia takim niestety jest) w atrakcyjnej formie, i tu mi to całkowicie odpowiadało, także gdy chodzi o warstwę językową, nawet protekcjonalizm wobec społeczeństwa XIX wieku ;) Co do skupienia się na źródłach z schyłku wieku - absolutnie to rozumiem, rozumiałam i przyjełam za coś naturalnego - po prostu takich źródeł było najwięcej dostępnych ;)
    Co do mody - pani Agnieszka - niestety - nie jest ekspertem akurat w tym temacie, szczególnie przy turniurach jej się mieszało ;) Ale i tak, biorąc pod uwagę ilość polskich wydawnictw z zakresu historii obyczajów i życia codziennego z XIX wieku - nie mamy co narzekać, musimy się cieszyć ze jest COKOLWIEK ;)
    Pozdrawiam serdecznie Gabrysiu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, przecież każdy ma inny gust i każdy oczekuje od takiej książki czegoś innego :) Dla mnie ta forma była nieatrakcyjna właśnie poprzez podejście autorki do tematu i przez jej styl pisania, ale tak jak napisałam, jest to tylko moja subiektywna opinia. I nie uważam, że powinniśmy cieszyć się z czegokolwiek - właśnie dlatego, że tych książek jest tak mało, powinny być one jak najbardziej rzetelne, jeśli chodzi o warstwę merytoryczną. Być może i źródeł ze schyłku wieku jest najwięcej, ale nie sądzę, żeby można było narzekać na ich brak, jeśli chodzi o jego pierwszą połowę. A nie sądzę, żeby życie towarzyskie w pierwszych i ostatnich latach XIX wieku wyglądało tak samo :) Wiem, że pani Lisak nie jest ekspertem w dziedzinie mody, jednak skoro już pisze o niej w swojej książce, której tytuł wskazuje na cały XIX wiek, powinna zaznaczyć jakoś zmiany zachodzące na tym tle w jego obrębie, a nie skupiać się tylko na przełomie XIX i XX wieku. Jest to dla mnie tym bardziej niezrozumiałe, że jeśli chodzi o modę, to źródeł dotyczących XIX wieku jest naprawdę bardzo dużo, nie tylko w kontekście jego drugiej połowy :)

      Usuń
  14. Oj, działo się w tamtych czasach, działo się...
    Piszesz, że niezbyt spodobało Ci się ujęcie przez autorkę tematyki dziewiętnastowiecznej mody. A może ostatnie dziesięciolecia byly akurat tym, co Tygryski lubią najbardziej?... Wiadomo, że autora takiej książki obowiązuje obiektywizm i realne spojrzenie na przedstawiany świat, ale jeśli coś bardziej przyciąga jego uwagę, a coś mniej, łatwo to w publikacji wyłapać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tu jest to bardzo wyraźne, że autorka sympatyzuje przede wszystkim z drugą połową wieku. I pewnie gdyby w kręgu moich zainteresowań też była właśnie ta druga, w ogóle by mi to nie przeszkadzało :)

      Usuń
  15. No i kolejna taka książka, ktorą teraz chcę mieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem bardzo ciekawa, jak Ci się spodoba :)

      Usuń
  16. Ooo... niedawno moja koleżanka namawiała mnie do jej przeczytania, ale odmówiłam ze względu na brak czasu. Ostatnio dużo biegam w związku z szytą suknią. Będę musiała się za nią zabrać gdy ten cały bałagan się skończy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie mogę się doczekać Twojej sukni! Udało Ci się wybronić bieli? :)

      Usuń
    2. Tak :) Może nie do końca biel, ale jasny beż lub ecru. Jak to bywa z często z mamami moja wszystko przekręciła. Krawcowa nie miała na myśli całej sukni w kolorze bordo tylko wstążki jako dodatki :) Jak to usłyszałam to kamień spadł mi z serca :) A co do sukni to przez moją kochaną mamę myślałam, że uszyje mi tę spacerową suknię co jej zdjęcie ci wysłałam. Była według mnie najprostsza do uszycia. A tu okazało się, że ta co wydawała się najtrudniejsza jest dla krawcowej najprostsza i będę miała suknię wieczorową :) Bardzo się cieszę bo jest o wiele ładniejsza od pierwszej wersji :) Teraz muszę dokupić już tylko ostatni materiał. Wczoraj kupując 30 m bordowej lamówki, sprzedawczyni patrzała się na mnie jak na wariatkę :)

      Usuń
    3. Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie to cieszy! Połączenie ecru materiałów i bordowych dodatków z pewnością będzie wyglądać wspaniale. Czy to będzie ta sama epoka, z której miała być suknia dzienna? I kiedy będzie można zobaczyć ją na Tobie? :)

      Usuń
    4. Tak, jak się nie mylę to pierwowzór pochodzi z 1867 roku. Ale nie jestem na sto procent pewna.
      Myślę, że jeszcze jakiś miesiąc muszę poczekać :) W piątek zawożę krawcowej materiały i bierze się do pracy :)

      Usuń
    5. Ach, to będziesz miała krynolinę pod spodem? Nie mogę się doczekać efektów! :)

      Usuń
    6. Tak, będzie krynolina:) A sukienka będzie beżowo- bordowa :) Materiał właśnie dziś powędrował do krawcowej :)

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger