18.11.2016

Jeden dzień w Warszawie

Akcja "Zainspiruj się XVIII wiekiem", w ramach której chciałabym pokazać, w jaki sposób można inspirować się kulturą oświecenia we współczesnym świecie, zmotywowała mnie do tego, żeby pomimo niesprzyjającej listopadowej pogody wybrać się na jeden dzień do Warszawy i zwiedzić Pałac na Wodzie,którego, aż wstyd się przyznać, jeszcze nie miałam okazji zwiedzić. Samo podróżowanie, jak i zwiedzanie (czy to pałaców, czy muzeów), mają bardzo wiele wspólnego z XVIII wiekiem, więc jeśli ktoś ma ochotę poczuć nieco klimat oświecenia, na jego liście działań zdecydowanie nie może ich zabraknąć! 


Co podróże mają wspólnego z oświeceniem? To, że właśnie w XVIII wieku zrobiły  się one niezwykłe modne. Ludzie stawali się coraz bardziej mobilni - obowiązkowym punktem wykształcenia młodego mężczyzny było odbycie tzw. grand tour, czyli podróży po najważniejszych europejskich miastach w celu zdobycia wiedzy i poszerzenia horyzontów. Podróżować zaczęły również same kobiety - dzięki rozległej sieci powiązań i znajomości wielkie damy wszędzie były "u siebie". Bardzo chętnie podróżowały zarówno po własnym kraju, jak i za granicę. Podróżowanie nie mogło odbywać się bez zwiedzania słynnych rezydencji, w których właściciele bardzo często urządzali prawdziwe galerie sztuki. W XVIII wieku powstawały również samodzielne muzea - w Polsce pierwszym tego typu obiektem była Świątynia Sybilli utworzona przez Izabelę Czartoryską, w której podziwiać można było jej kolekcję pamiątek związanych z historią Polski. 


Świątynia Sybilli na rycinie z początku XIX wieku (źr.)

Warszawa to zdecydowanie najbardziej "oświeceniowe" polskie miasto. O Stanisławie Auguście możemy powiedzieć wiele złych rzeczy, ale jego wkład w rozwój sztuki i kultury jest nie do przecenienia. Z oświeceniową Warszawą związane są również takie postacie jak Izabela Czartoryska, Elżbieta Lubomirska, Stanisław Kostka Potocki czy wreszcie książę Józef Poniatowski - w XVIII wieku słynny głównie z hucznych zabaw organizowanych w Pałacu pod Blachą, ale zabawa jest przecież nieodłączną częścią kultury tego stulecia. Pomimo więc, że Warszawa więc dziś na skroś współczesna, myślę, że idąc przez Stare Miasto czy przechadzając się po wspaniałych apartamentach Zamku Królewskiego, ciągle jeszcze można tam poczuć klimat tej epoki. 


Sam park łazienkowski to zdecydowanie jedno z tych miejsc, w których naprawdę można przenieść się w czasie. W jednej chwili z hałaśliwego i zatłoczonego centrum stolicy znajdujemy się w zielonym zaciszu, gdzie hałasują jedynie ptaki wśród gałęzi czy pływające po wodzie kaczki. Sprawiająca wrażenie unoszącej się na wodzie, rezydencja Stanisława Augusta powstała w wyniku przebudowy XVII-wiecznego pawilonu Łaźni, której w latach 1772-1793 dokonali Dominik Merlini i Jan Chrystian Kamsetzer. Nie ukrywam, że mogłabym godzinami siedzieć na ławce i wpatrywać się w ten niewielki pałac pełen lekkości, harmonii i wdzięku. Natychmiast stają mi przed oczami przechadzające się po jego dziedzińcu kobiety ubrane na modłę filozofii Rousseau, w lewitki albo suknie chemise oraz mężczyźni ubrani we fraki o angielskim rodowodzie, prowadzący razem błyskotliwą konwersację sztuce. 


Chociaż w samym parku byłam nie raz, po raz pierwszy miałam okazję zwiedzić wnętrze pałacu. Tam również można przenieść się w czasie - wszystkie pomieszczenia są umeblowane, a fotele aż proszą się, żeby się w nich wygodnie rozsiąść. Większość mebli utrzymana jest w moim ulubionym stylu Ludwika XVI, będącym połączeniem dekoracyjności rokoka i surowości neoklasycyzmu. Króluje biel, ale niektóre ściany, fotele i kanapy obite są jedwabiami o delikatnych wzorach, utrzymanych w pastelowej kolorystyce (niegdyś z pewnością kolory te były dużo intensywniejsze). Moją uwagę szczególnie przykuły niewielka sala balowa skłaniająca raczej ku rozmyślaniom niż tańcu, zielony salon - idealny na towarzyskie spotkania przy herbacie, oraz sprawiająca wrażenie niezwykle komfortowej sypialnia króla. Wszystkie pomieszczenia są jasne i przestronne, a mimo sporej ilości złoceń nie ma się wrażenia nadmiaru przepychu. 


O tej porze roku sam park nie wygląda już tak sielsko, jak wiosną czy latem, wręcz przeciwnie - spowity jest mgłą posępnej melancholii. W dalszym ciągu jednak tętni życiem - przed pałacem dumnie przechadzają się pawie, podczas samego spaceru kilka razy zostałam 'zaatakowana" przez skoczne wiewiórki. Tuż przy jednym z wejść do parku można natknąć się na "ogród japoński", nawiązujący do XVIII-wiecznej fascynacji orientem i prezentujący się całkiem malowniczo. 


Wycieczkę zakończyłam akcentem współczesnym, mianowicie wystawą Textifood, którą można oglądać w Pałacu Kultury tylko do 30 listopada. Cele, tej wystawy, zorganizowanej przez Instytut Francuski w Polsce, jest pokazanie, że tkaninę można tak naprawdę zrobić ze wszystkiego, nawet produktów żywnościowych. Podzielona została na dwie części - edukacyjną, na której możemy przyjrzeć się tym tkaninom z bliska, dotknąć ich i przeczytać o ich właściwościach. Część druga obejmuje już wykonane z nich ubiory, zaprojektowane przez twórców z całego świata. Prezentowane są tam również trzy kreacje polskich projektantów - wykonane z naturalnych włókien i materiałów pozyskanych z recyklingu, powstały w ramach konkursu Modetyka towarzyszącemu wystawie. 



Przyznam szczerze, że surowce wykorzystane do stworzenia prezentowanych na wystawie tkanin są naprawdę zadziwiające - mleko, skorupy kraba, liście bananowca, słoma ryżowa czy łodygi lotosu. Większość z tych surowców traktowana jest przez przemysł jako odpady, jak np. liście bananowca czy skórki pomarańczy, a tymczasem, jak widać, można z nich wyprodukować naprawdę piękne tkaniny. Ich dużą zaletą także właściwości - są nie tylko biodegradowalne, ale często również hipoalergiczne czy antybakteryjne. Ciekawostką są również dwie kreacje wykonane z piwa i wina. 
Bardzo spodobała mi się idea tej wystawy. Zdecydowanie skłania do rozmyślań na temat tego, co zrobić, by noszone przez nas ubrania były bardziej przyjazne środowisku i naszej własnej skórze. 



Mam nadzieję, że wybaczycie mi słabą jakość zdjęć - miałam do dyspozycji niestety jedynie aparat w telefonie. Przyznam szczerze, że bardzo polecam wycieczkę do Warszawy właśnie w listopadzie - w tym miesiącu Wilanów, Łazienki oraz Zamek Królewski można zwiedzać za darmo, a że turystów jest stosunkowo niewielu, można zwiedzać na spokojnie i bez tłumów. Ja z mojej wycieczki jestem bardzo zadowolona i mam nadzieję, że na tym nie koniec mojego "muzealnego" inspirowania się XVIII wiekiem. 

Pozdrawiam, 
Gabriela 

3 komentarze:

  1. świetny dzień spędziłaś, ja też uwielbiam zwiedzanie pałaców, czuje się ten klimat XVIII wieku, a gdy - podobnie jak Ty to zrobiłaś, uruchomisz wyobraźnię to niemalże przenosi się w czasie. Ja tak zrobiłem w Sali Tronowej na Zamku Królewskim i wyobraziłem sobie Stanisława Augusta siedzacego na tronie a ja na audiencji, naprawdę fantastyczne uczucie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale ciekawa wystawa. Nigdy o czymś takim nie słyszałam. O ile materiał z liści bananowca jeszcze potrafię sobie wyobrazić, to z wina? Albo mleka? Teraz będzie mnie dręczyła wycieczka do Warszawy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajna akcja i ciekawy historyczny post. Przeciwko zdjęciom nic nie mam. Sama bardzo lubię wstawiać. Super się ogląda. Pozdrawiam :)

    www.kasinyswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger