29.03.2016

XVIII-wieczny styl życia w XXI wieku

Myślę, że XVIII wiek ma w sobie coś pociągającego, a jednocześnie bardzo bliskiego współczesnego człowiekowi  - wszechobecny epikureizm, pragnienie nieustającej rozrywki i zabawy, względną swobodę obyczajową. I chociaż wszystko to w rzeczywistości miało swój drugi, ciemny wymiar, kiedy czytamy o życiu XVIII-wiecznych arystokratów, bardzo często wzdychamy za ówczesnymi pięknem, fantazją i beztroską (nawet, jeśli wszystko to było jedynie pozorem - a najczęściej było), i próbujemy przenieść elementy ówczesnego stylu życia na współczesny grunt. Wbrew pozorom, żeby odtworzyć nieco klimat tamtego stulecia, nie wystarczy mocno zaróżowić policzków i upiec blachę makaroników. Dlatego dziś przygotowałam mini-poradnik dla wszystkich tych, którzy chcieliby poczuć klimat XVIII wieku w codziennym życiu, a nie do końca, jak się za to zabrać. 


Alexander Roslin Kobieta w welonie, 1768


1. Bez salonu ani rusz 

W XVIII-wiecznym Paryżu każda kobieta, która chciała być uznana za światową i wpływową, musiała mieć własny salon. Pod pojęciem "salonu" rozumiano wówczas coś na kształt cyklicznych spotkań, które kobieta urządzała w swoim mieszkaniu, a w których brały udział same elity ówczesnego świata - nie tylko arystokraci, ale również pisarze, artyści i filozofowie. Myślę, że w klimat XVIII wieku idealnie wpasuje się stworzenie własnej "salonowej tradycji" i regularne zapraszanie do siebie grona przyjaciół, by spędzić z nimi czas na dyskusji o malarstwie, literaturze czy filozofii, oraz na wszelkich innych rozrywkach - w XVIII wieku kochano się bawić, wszelkie gry i zabawy były więc niezwykle mile widziane! 

Louis Carrogis Carmontelle Towarzystwo Palais-Royal, ok. 1775


2. Najważniejszą sztuką jest sztuka konwersacji 

Jeśli chcemy poczuć się XVIII-wiecznie, bez pięknego języka niestety się nie obejdzie. W oświeceniu ponad wszystko ceniono umiejętność konwersacji, błyskotliwość i dowcip. Rozmowa była jedną z ulubionych ówczesnych rozrywek (na drugim miejscu było pisanie listów), dlatego też bardzo ważny był jej "rozrywkowy charakter" - nawet na najpoważniejsze tematy należało wypowiadać się dowcipnie i z ironią. Prawdziwy XVIII-wieczny światowiec nie mógł obejść się bez znajomości nowinek literackich i teatralnych, musiał być na bieżąco z nowymi prądami filozoficznymi i mieć wyrobione zdanie na każdy temat. Myślę, że sztuka pięknej rozmowy to coś, co zdecydowanie zanika w dzisiejszych czasach, a co z pewnością nadaje relacjom towarzyskim innego, głębszego wymiaru. Dobrym pomysłem na stworzenie warunków do "oświeconej" konwersacji są różnego rodzaju wieczorki tematyczne, poświęcone np. wybranym książkom czy filmom. 


Louis Carrogis Carmontelle Hrabina de Blot i markiza de Barbantane, przełom lat 60-tych o 70-tych XVIII wieku


3. Po sztuce konwersacji najważniejsza jest sztuka pisania listów

Chyba nie było nigdy bardziej towarzyskiego stulecia niż XVIII wiek. Arystokraci jak nigdy potrzebowali wówczas kontaktu z drugim człowiekiem - kiedy więc nie przyjmowali gości lub sami w gościach nie przebywali, natychmiast zasiadali do biurek i zaczynali tworzyć wspaniałe listy na wszystkie możliwe tematy. Nawet pisarze dla swoich powieści i pism filozoficznych najczęściej wybierali formę listów - wystarczy wspomnieć Listy perskie Monteskiusza czy Niebezpieczne związki (epistolarna forma Cierpień młodego Wertera też nie jest dziełem przypadku). Jeśli więc chcemy poczuć się XVIII-wiecznie, koniecznie musimy zaopatrzyć się w pióro i ozdobną papeterię, i wpaść w nałóg wyrażania swoich myśli i uczuć za pomocą słowa pisanego. Co trudniejsze - używanie emotikonek nie wchodzi w grę. 


Antoine Vestier Madame de Montesson, 1782


4. Filozofia jest kobieca 

... i nauka jest kobieca. Inteligencja jest kobieca, i mądrość, i błyskotliwość również. W XVIII wieku kobiety uwielbiały czytać powieści, ale równie chętnie sięgały po listy i traktaty filozoficzne czy pisma z zakresu botaniki. Warto zwrócić uwagę, że tak naprawdę większość ówczesnej literatury pisanej było z myślą o kobietach, ponieważ to w prowadzonych przez nie salonach literackich większość utworów było prezentowanych jeszcze zanim pojawiły się w druku. XVIII-wieczne damy, chociaż nie studiowały na uniwersytetach, były w rzeczywistości nie gorzej wykształcone od mężczyzn - korespondowały z filozofami, a nawet same czasem chętnie sięgały po pióro. Oczywiście wiele było kobiet, które interesowały jedynie nowe ubrania i nowe zabawy, większość największych dam posiadało jednak zainteresowania o wiele bardziej wszechstronne, a zamiłowanie do mody i zabaw łączyło z zamiłowaniem do nauki i filozofii. 

Maurice Quentin de la Tour Emilie de Chatelet

5. Ubiorem można wyrazić wszystko 

W XVIII-wiecznej Francji moda odgrywała niezwykle ważną rolę w życiu zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Po raz pierwszy za pomocą ubiorów ludzie zaczęli wyrażać siebie - swoje charakter, zainteresowania i poglądy. Nie należało przy tym bezmyślnie podążać za modą, lecz dostosowywać ubiór do swojej figury czy charakteru (o czym mowa m.in. w ówczesnych czasopismach). Ubiór nie służył więc jedynie temu, by pięknie wyglądać czy aby eksponować swoją pozycję społeczną i status materialny (to było wręcz bardzo niemile widziane), lecz przede wszystkim miał ukazywać charakter i poglądy noszącej go osoby. Myślę, że bycie fashion victim jest o wiele mniej XVIII-wiecznej i świadome kreowanie własnego wizerunku i wyrażania za pomocą ubioru własnej osobowości. 


Charles-Germain de Saint-Aubin Kobieta w sukni dworskiej w stylu tureckim, 1785


6. Jedzenie to jedna z najlepszych rozrywek w życiu człowieka

W XVIII wieku kochano jedzenie - i kochali je zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Tak naprawdę to dopiero XIX wiek przyniósł obsesję szczupłej sylwetki (podobno to właśnie wtedy zaczęła się plaga anoreksji) i twierdzenie, że elegancka kobieta nie powinna dużo jeść w towarzystwie. W XVIII wieku było inaczej - kobiety jadły dużo bez względu na to, w czyim towarzystwie się znajdowały, i wcale nie ukrywały, że sprawia im to ogromną przyjemność!  Także i wszelkie krągłości były wówczas bardzo mile widziane, ponieważ uważane były za oznakę zdrowia. Dlatego jeśli chcemy poczuć się jak XVIII-wieczne arystokratki, koniecznie musimy zakochać się w jedzeniu! 


Nicolat Lancret Posiłek w czasie polowania, 1737


7. Poranek bez czekolady jest porankiem straconym 

To chyba najłatwiejszy i najpopularniejszy sposób na to, żeby poczuć się "XVIII-wiecznie" - gorąca czekolada pita przed śniadaniem, najlepiej jeszcze podczas leżenia w łóżku. W rzeczywistości jednak najczęściej Oświeceni nie ograniczali się do picia tylko jednej filiżanki czekolady - biorąc pod uwagę jej prozdrowotne właściwości, wielu z nich popadało w swego rodzaju nałóg i piło ją dosłownie przez cały dzień! Równie XVIII-wieczne jest picie kawy i herbaty - podanych rzecz jasna w pięknych, porcelanowych filiżankach. 

Jean-Etienne Liotard La Belle Chocolatiere, 1743


8. Tańczyć można nawet na siedząco

XVIII wiek bardzo często nazywany jest także "stuleciem tańca". Tańczyli wtedy wszyscy i o każdej porze, a umiejętność tańca stanowiła kolejny niezbędny element arystokratycznego wykształcenia. Nawet mieszczanin, kiedy chciał nadać sobie "szlacheckości", zaczynał właśnie od pobierania lekcji tańca. Ludzie rokoka mieli taniec we krwi, także nawet kiedy spacerowali, biegali czy gestykulowali, robili to z taneczną gracją. Jeśli więc mamy ochotę czerpać inspirację z rokokowego stylu życia, nie obejdziemy się bez lekcji tańca, które także w codziennych sytuacjach nadadzą naszym ruchom lekkości i gracji. 


Jean-Antoine Watteau Taniec przy fontannie, 1724


9. Jeśli romantyzm, to tylko w romantycznym ogrodzie

W 2. połowie XVIII wieku arystokraci popadli w prawdziwą ogrodomanię. Żadna szanująca się arystokratka nie mogła obyć się bez własnego ogrodu - czy to sentymentalnego, czy romantycznego. Popularność zakładania ogrodów wynikała nie tylko z miłości do natury, ale również z miłości własnej - podobnie jak za pomocą ubioru, tak i za pomocą ogrodów wyrażano siebie, swój charakter, gust i upodobania. Jeśli jednak nie dysponujemy przestrzenią, w której moglibyśmy założył swój własny ogród, nic nie szkodzi - tak naprawdę ważne jest, żeby posiadać jakąkolwiek pasję - czy będzie to ogrodnictwo, gra na harfie, pisanie powieści czy malarstwo, jest już właściwie bez znaczenia. Ważne, żeby znaleźć coś, w czym jest się naprawdę dobrym i za pomocą czego można swobodnie "wyrazić siebie". 

Carle Van Loo Madame Pompadour jako ogrodniczka, ok. 1754


10. Zabawa jest lekarstwem na wszystkie smutki, a najbardziej na ten związany z bólem istnienia

Arystokraci w XVIII wieku nie bawili się dlatego, że to lubili. Bawili się, bo nie mieli innego wyboru. Posiadali 100% wolnego czasu - nie tylko nie musieli chodzić do pracy, ale nie musieli także sami przyrządzać sobie posiłków, chodzić po zakupy czy prasować. Ciągle wisiało nad nimi ponure widmo nudy, więc żeby przed nią uciec - bawili się. A jednak życie wypełnione zabawą i przyjemnościami sprawiało, że zabawa przestawała być zabawą, a przyjemności przestawały być przyjemne. Jedno trzeba im jednak przyznać - chyba nikt nie potrafił się bawić tak, jak oni. Maskarady, bale, "żywe obrazy", organizowanie przedstawień teatralnych - wystarczy poczytać ówczesne pamiętniki, by zauważyć, że ich fantazja pod tym względem po prostu nie miała granic. Dlatego zamiast się smucić, lepiej po prostu iść się bawić. Jednocześnie jednak warto pamiętać, żeby zabawę zawsze przeplatać z pracą - w XVIII wieku arystokraci nie mieli takiej możliwości, więc mimo ogromnej fantazji w wymyślaniu najróżniejszych zabaw, szybko traciła ona dla nich wszelki urok. 


Jean-Antoine Watteau, Odjazd na Cyterę, 1717

Myślę, że powyższe punkty dobrze oddają piękną stronę XVIII-wiecznego, arystokratycznego świata. Jednocześnie takie elementy jak zainteresowanie kulturą i nauką, sztuka konwersacji czy poświęcanie czasu naukę tańca czy rysunku są na tyle uniwersalne, że doskonale wpisują się także w ówczesną rzeczywistość. Myślę, że wiele współczesnych osób hołduje temu ideałowi XVIII-wiecznego stylu życia, nawet o tym nie wiedząc. Jestem bardzo ciekawa, jakie Wy elementy dopisalibyście do mojej listy! 

Pozdrawiam, 
Gabrielle 

17 komentarzy:

  1. Punkt siódmy jestem w stanie wcielić w życie od zaraz *_* Swoją drogą też ciekawy jest ten obraz Liotarda: niby zwykła służąca, a na nogach ma takie ładne pantofelki. Wcześniej myślałam, że buty na obcasie to w osiemnastym wieku coś zarezerwowanego dla arystokracji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że wtedy robiono tylko buty na obcasie, ale coś czuję, że moja wiedza w tym temacie pozostawia wiele do życzenia (tak to jest, jak się zajmuje tylko ubiorem szlachty i bogatego mieszczaństwa) :D

      Usuń
    2. Ja chyba kiedyś w jednym z filmów/seriali (nie pamiętam, niestety, jakim) zaobserwowałam na nogach służącej takie jakby skórzane kapcie, przypominające współczesne baletki. Ale jak to z filmami bywa- raczej marne z nich źródło prawidłowych kostiumologicznych faktów ;) Osobiście wydaje mi się, że osoby z niższych klas społecznych z pewnością musiały nosić na nogach coś poza samymi pończochami, nie wyobrażam sobie chodzenia po brudnych, zaśmieconych paryskich ulicach bez żadnego obuwia :'D A z drugiej strony cały dzień stać w kuchni w takich niewygodnych butach na obcasie to też istna katorga! Ale to naprawdę ciekawy temat, zwłaszcza że w internecie rzeczywiście znaleźć można właściwie tylko zdjęcia butów arystokracji :(

      Usuń
    3. Ja kojarzę tylko "chodaki" najniższych warstw społecznych z rewolucyjnych ilustracji, ale wiadomo - służące w bogatych domach nie mogły wyglądać jak robotnice, zresztą podobno wiele kobiet oddawało zużyte stroje swoim służącym. Chociaż nie wiem, czy coś takiego jest możliwe w przypadku butów ^^

      Usuń
  2. Super post, więcej takich! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny wpis, rzeczywiście są i podobieństwa z naszymi czasami, ale chyba wychodzimy blado w tym porównaniu, przede wszystkim piękny sposób wyrażania myśli, tego zdecydowany deficyt, że nie wspomnę o delektowaniu się gorącą czekoladą w łóżku czy paradowanie z pięknie wystrojoną towarzyszką po parkowych alejach, pomarzyć jednak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ależ zarówno picie gorącej czekolady, jak spacery z pięknie wystrojoną towarzyszką są ponadczasowe! :)

      Usuń
  4. Bardzo ciekawa interpretacja XVIII wieku, więcej takich postów poproszę :).
    Moje ulubione punkty to 6 i 7, zresztą 7 chętnie zaczęłabym praktykować, gdyby nie to, że jak większość ludzi XXI wieku, rano zawsze jestem zabiegana i szczerze wątpię, że dałabym radę zrezygnować z 15 minut snu dla gorącej czekolady ;).
    Osobiście ubolewam, że sztuka epistolarna umiera. Pisanie listów to wspaniała (i wbrew pozorom nie najłatwiejsza!) rozrywka, szkoda, że już coraz rzadziej zdarza mi się słyszeć, by ktoś prosił o wysłanie listu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, postaram się, żeby było takich więcej! :) Zgadzam się, pisanie listów jest jednocześnie piękne i trudne, chociaż myślę, że to wszystko również jest kwestią wprawy :)

      Usuń
  5. Sztuka pieknego wysławiania się niestety faktycznie zanika - nawet w gronie aktorów - sama z przyjemnością słucham osób 'uzdolnionych'w ten sposób. Myślę, że pod względem kontaktu z drugim człowiekiem ten wiek był cudowny - ludzie przecież do siebie lgnęli. Można powiedzieć, że teraz też tak jest - owszem, ale większość ludzi robi to po prostu z nudy, jednowymiarowo, od imprezy do imprezy. Ale niestety każdy okres ma swoje wady i zalety :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, słuchanie takich ludzi to prawdziwa przyjemność! Trzeba przyznać, że wtedy też większość ludzi robiła to po prostu z nudy, przynajmniej tak można wywnioskować ze źródeł :/ Pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Mogłabym tak żyć :)Chociaż to prawda, nawet zabawa może nudzić. Zabawa jest pożądana, kiedy jest oderwaniem od pracy i nagrodą za nią. Kiedy jest codziennością, staje się nudnym obowiązkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Jednak praca ma swoje zalety :D

      Usuń
  7. Ach, chyba dostosuję się do tych rad - obżeranie się i picie czekolady na gorąco na śniadanie - brzmi jak marzenie! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. W sumie fajnie byłoby zrobić eksperyment i spróbować żyć według tych zasad chociaż przez tydzień. Ciekawe, jakie byłyby z tego wnioski ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Punkt pierwszy mnie poruszył. Bardzo chętnie uczestniczyłabym w takich spotkaniach, choćby w roli słuchacza, a jednak później zdałam sobie sprawę, że niezbyt jest z kim się spotkać. Może warto zorganizować jakieś cykliczne spotkania na blogu? Coś w stylu spotkań przy filiżance czekolady bądź herbaty i krótkie omówienie jakiegoś tematu, a w komentarzach można by wymieniać zdania.

    Punkty 5 i 8 chciałabym wcielić w życie, aczkolwiek to nie takie proste :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger