02.10.2015

5 powodów, dla których nie chciałabym żyć w XVIII wieku

Osoby, które lubią nosić suknie historyczne, a w dodatku biorą udział w balach i kostiumowych piknikach, często spotykają się z ostrą krytyką z powodu domniemanego nieprzystosowania do współczesnego świata i na pół idealistycznego, na pół ignoranckiego podejścia do historii. Rzeczywiście, czasami sama spotykam się u niektórych ze stwierdzeniami typu: "urodziłam się w złej epoce", "kiedyś było lepiej", "chciałabym żyć w dawnych czasach". A jednak, mimo że moja fascynacja modą, sztuką i kulturą XVIII wieku jest raczej powszechnie znana, gdyby ktoś uznał, że wynika to z mojej niechęci do współczesności albo myślenia, że "wtedy było lepiej", po prostu wybuchnęłabym śmiechem. Dziś chciałabym przedstawić Wam pięć z bardzo długiej listy powodów, dlaczego, bez względu na to, czy miałabym być mieszczanką czy szlachcianką, wcale nie chciałabym żyć w XVIII wieku. 

Jean-Frederic Shall Dama siedząca przy toaletce z pieskiem, ok. 1780


1. Ponieważ kocham wolność 

... a moim jedynym życiowym celem nie jest wyjście za mąż. Niestety - życie kobiety w XVIII wieku (tak jak i chyba we wszystkich poprzednich stuleciach) - skupiało się na znalezieniu męża i wyjściu za mąż. Oczywiście im szybciej, tym lepiej, a najlepiej między piętnastym a osiemnastym rokiem życia. Inna rzecz, że także i życie kobiety zaczynało się wówczas dopiero po wyjściu za mąż - jeśli była zaradna, zyskiwała całkiem niezłe pokłady wolności, mogła zająć się swoim rozwojem i prowadzić bujne życie towarzyskie. Zanim to jednak nastąpiło, jej życie podporządkowane było tylko i wyłącznie myśli o zamążpójściu. Wszechstronną edukację odbierała nie dla siebie, ale po to, by zdobyć kolejne atuty jako kandydatka na żonę. Na bale chodziła nie po to, żeby się pobawić, ale żeby znaleźć męża. Jeśli zachorowała na ospę, rodzina wpadała w rozpacz niekoniecznie z powodu tego, że jej życiu groziło niebezpieczeństwo - raczej dlatego, że jeśli na jej twarzy zostaną ślady, najprawdopodobniej nici z zamążpójścia, więc trzeba będzie ją dożywotnio utrzymywać i najlepiej odesłać do klasztoru. Osobiście nie wyobrażam sobie spędzenia młodości na niekończącym się strachu, że nie mam posagu, a mój mąż może być 30-lat starszy, apodyktyczny i nudny. Uwielbiam we współczesnych świecie to, że (przynajmniej w założeniu), będąc kobietą, moim jedynym życiowym celem wcale nie musi być znalezienie męża. Że mogę mieć swoje ambicje i swoje cele. Że kiedy się uczę - robię to dla siebie i dla własnego rozwoju. Inna rzecz, że nawet dziś nie dla każdego jest to niestety oczywiste i zdaniem niektórych kobieta, która nie znalazła męża do dwudziestego piątego roku życia, powinna wyjść za mąż za kogokolwiek, żeby tylko nie być starą panną. Ale skoro nawet we współczesnym świecie istnieje taki sposób myślenia - co by zmienił fakt, że przeniosłabym się do XVIII wieku? 

Niclas Lafrensen Harmonia natury, 1783

2. Ponieważ chcę być wykształcona

XVIII wiek to wiek nauki i wielkiej popularności kształcących podróży. Ale zarówno nauka, jak i podróże były tak naprawdę zarezerwowane dla mężczyzn. Gdybym była kobietą, nie mogłabym tak jak moi męscy rówieśnicy uczęszczać na uniwersytet, podróżować i czytać wszystkiego, na co mam ochotę. Nawet ówczesne szlachcianki, chociaż często świetnie wykształcone, swoją wiedzę mogły wykorzystywać tylko i wyłącznie podczas konwersacji w salonach. Kobiety pretendujące do faktycznego udziału w nauce spotykały się najczęściej z kpinami i były pogardliwie określane mianem "sawantek". Jako że sama większość czasu spędzam w książkach (bynajmniej nie kobiecych) i mam spore ambicje, jeśli chodzi o kostiumologię, gdybym przeniosła się do XVIII wieku, straciłabym większość możliwości, jakie daje mi współczesny świat. Dziś nie tylko mogę studiować, ale mam także nieograniczony dostęp do informacji. W XVIII wieku ograniczona byłabym prywatną biblioteką - dziś mam internet, a wraz z nim dostęp do książek, rycin i obrazów z niemal całego świata. I jeśli coś mnie ogranicza, na pewno nie jest to płeć.

Jean-Francois de Troy Czytanie Moliera

3. Ponieważ nie lubię się nudzić 

XVIII wiek to nie tylko wiek nauki - to przede wszystkim wiek nudy. Jeśli ktoś sądzi, że gdyby był XVIII-wiecznym arystokratą, to prowadziłby ciekawe życie, jest w ogromnym błędzie. Tak naprawdę im ktoś był wówczas wyżej postawiony, tym bardziej się nudził - mieszczanie ze względu na pracę o nudzie nie mieli nawet czasu pomyśleć, ale jeśli ktoś mieszkał w Wersalu, do roboty nie miał dosłownie nic. Gdybym była XVIII-wieczną szlachcianką, moją największą rozrywką w ciągu dnia byłoby najpewniej kupno nowej wstążki do włosów, a najbardziej wyczerpującym ruchem - moment wkładania rękawów sukni. W ramach zabicia czasu i rozruszania mięśni mogłabym co najwyżej haftować sobie przy kominku. Codziennie otaczałyby mnie te same ściany i te same meble, odziedziczone najprawdopodobniej po pradziadkach mojego męża, a ja sama nie miałabym ani słowa do powiedzenia na temat wystroju własnej sypialni. Nawet gdybym udała się w podróż, to zanim dojechałabym do celu, musiałabym spędzić kilka tygodni w powozie, nieustająco drżąc przed czyhającymi za każdym zakrętem rabusiami. Gdybym była XVIII-wieczną mieszczanką, moje życie wypełniałaby zapewne ciągle praca i nie miałabym ani czasu, ani pieniędzy na rozrywki czy podróże. W XXI wieku uwielbiam to, że tak naprawdę w każdym momencie mogę coś zmienić, że w wielu przypadkach moim jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia. Że mogę zmieniać miejsca, podróżować i ciągle spotykać nowych ludzi. 

Pehr Hillestrom Trzy kobiety w lesie wróżące sobie z dłoni, 1787

4. Ponieważ lubię mieć zawsze umyte włosy 

Chociaż XVIII wiek zdecydowanie nie słynie ze zbytniej popularności higieny, tak naprawdę w żadnym poprzednim stuleciu pod jej względem bym się nie odnalazła. Kąpiel raz na dwa tygodnie, mycie włosów raz na miesiąc, spanie w peruce i pełnym makijażu to zdecydowanie nie są rzeczy, do których mogłabym się przyzwyczaić. Tak samo jak do drżenia przed najmniejszym przeciągiem w obawie przed przeziębieniem - zdecydowanie nigdy świadomie nie zgodziłabym się na życie bez antybiotyków, środków przeciwbólowych i płynów dezynfekujących. W XVIII wieku byłabym też skazana na niedowidzenie, ponieważ jestem krótkowidzem, a wtedy nie istniały jeszcze szkła kontaktowe. Kiedy oglądamy wyidealizowane filmy kostiumowe albo oglądamy obrazy pełne pięknie ubranych kobiet o idealnie gładkich twarzach, wydaje nam się, że ówcześni ludzie pławili się w luksusie, a wokół nich wszystko było piękne. I bardzo często zapominamy, że tak naprawdę dziś nawet nawet ci, którzy obiektywnie nie zarabiają dużo, mogą poszczycić się wyższym standardem życia, niż wyższe sfery w poprzednich stuleciach. Prąd, bieżąca woda czy kanalizacja to w gruncie rzeczy prawdziwy luksus, który - od kiedy zaczęłam interesować się życiem w XVIII wieku - naprawdę nauczyłam się doceniać. 

Ilustracja z 1774 roku

5. Ponieważ wcale nie lubię nosić gorsetów 

Chociaż lubię od czasu do czasu założyć suknię z XVIII czy XIX wieku, tak naprawdę za żaden skarby nie chciałabym nosić ich na co dzień. Kiedy wyobrażam sobie, że codziennie musiałabym spędzić kilka godzin na ubieraniu się i czesaniu, jawi mi się to jak największy koszmar. Poza tym lubię móc wykonywać każdy ruch, na jaki w danej chwili najdzie mnie ochota, co w sznurówce, stelażu na biodrach i pięciu spódnicach niestety nie jest do końca możliwe. Poza tym, gdybym była kobietą w XVIII wieku, musiałabym ciągle myśleć o prawidłowej postawie, lekkim chodzie i pełnych gracji ruchach, co bardzo ładnie brzmi, ale na dłuższą metę chyba dla każdego współczesnego człowieka byłoby niesamowicie męczące. Gdybym żyła w XVIII wieku, byłabym przy tym skazana na XVIII-wieczne stroje. Dziś, kiedy istnieje rekonstrukcja, mogę nosić zarówno stroje z XVIII wieku, jak i te z XVII czy XIX, w zależności od nastroju czy kaprysu. I noszę gorset tylko wtedy, kiedy sama mam na to ochotę. 

Louis-Michel van Loo Markiz de Marigny z żoną, 1769

Są to oczywiście tylko niektóre powody, dla których nie chciałabym żyć w XVIII wieku. Przyznaję, że lista tych, dla których nie chciałabym żyć w wieku XIX, jest kilka razy dłuższa. Chociaż interesuje mnie kultura, sztuka i moda dawnych wieków, im więcej o niej wiem, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że żyję we właściwych czasach i jestem na właściwym miejscu. Na pewno, gdyby przyszło mi żyć w XVIII wieku, byłabym szczęśliwa. Ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby żałować, że urodziłam się właśnie pod koniec wieku XX. Jestem bardzo ciekawa, jaka jest Wasza opinia na ten temat! 

Pozdrawiam, 
Gabrielle 

29 komentarzy:

  1. Fantastyczny post! :) Czytałam z ogromnym zainteresowaniem :) Ja też nie mam w zwyczaju mówić: ,,Szkoda, że urodziłam się w XX wieku, a nie w XVIII czy XIX.” Cieszę się, że jest XXI wiek. Żaden wcześniejszy wiek nie dawał tak ogromnych możliwości samorozwoju, kształcenia, pogłębiania pasji, podróżowania i decydowania o sobie jak nasz współczesny. Szczególnie się to tyczy (niestety) kwestii kobiet w minionych wiekach. Za nic nie oddałabym współczesnej wolności. Gdybym urodziła się w XIX wieku z pewnością byłabym sufrażystką :D I zgadzam się co do każdego Twojego słowa w punkcie pierwszym. Tak było założone przez mężczyzn, że głównym przeznaczeniem kobiety ma być małżeństwo, ale i dla nich samych było ono często jedyną ambicją, wynikającą też z braku możliwości...
    Myślę też, że to, że nie chciałabym żyć w XVIII lub XIX wieku wcale nie umniejsza mojego zainteresowania tymi epokami. Fascynują mnie razem z tym, co w nich lubię i z tym, co mi się w nich nie podoba.
    Nie chciałabym żyć w tamtych czasach, aczkolwiek chętnie przeniosłabym się do XIX wieku na jakiś czas. Z możliwością powrotu w dowolnym momencie oczywiście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo, cieszę się, że wpis Ci się spodobał! No i że mamy podobne zdanie na ten temat :) Ja też nie pogardziłabym przeniesieniem się tam na chwilę - ale chyba tylko po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, jak mi tu dobrze :D

      Usuń
  2. Ja w XVIII wieku zostałabym uznana za starą pannę bez szansy na jakiekolwiek szczęście, zatem także nie chciałabym żyć w tamtych czasach. A ten brak higieny tylko dolewa oliwy do ognia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie, właśnie. Perspektywa życia w przeszłości zawsze wydawała mi się przerażająca - na samą myśl o tym, że jakimś cudem byłoby to możliwe (ostatnio popularny pomysł w kinie i literaturze) ciarki mi chodzą po plecach :D Przeszłość jest taka nęcąca właśnie dlatego, że to już było. Możemy się temu przyglądać jak badacz jakiejś bakterii pod mikroskopem. Nasze zaangażowanie emocjonalne jest raczej natury rozrywkowej (chyba, że się straci palec na Grunwaldzie czy jeszcze gorzej) lub naukowej. Ciekawość i nostalgia. Możliwość wyboru tego, co nas interesuje i pominięcia tego, co by nas bolało. Wybór natężenia pewnych zjawisk, z czym w przeszłości nie moglibyśmy dyskutować (Twój przykład - gorsety - jest świetny). Jest jakaś oczywista przyjemność w tym, że możemy czytać sobie o dawnych stuleciach, pijąc herbatkę z kocykiem na nogach tak, jak się ogląda horrory :D

    Najbardziej chyba zniechęcają mnie sprawy codziennej higieny i dbania o zdrowie, a jak się jeszcze do tego pomyśli o częstych epidemiach i o tym, jak szybkie małżeństwo i brak antykoncepcji wpływały na ilość ciąż, a ciąża i poród były niebezpieczne... Przy tym dzisiejsze podejście, dość częste jednak mimo superkuperemancypacji, zakładające, że kobieta to inkubator, a jej powołaniem, celem życiowym i wielkim sukcesem jest urodzenie (nie wychowanie!) dziecka wydaje się być takim pikusiem ;) Mam wrażenie, że dziś kwestia posiadania męża albo ma właśnie związek z tym dziwnym podejściem, że przeznaczeniem kobiety jest macierzyństwo (wiadomo po co mąż heh) albo ze sprawą poczucia własnej wartości (przez jakiś czas była moda na "singlowanie", ale gdzieś to się rozpłynęło razem z zachwytem korporacjami i biznesłomenowaniem w wyścigu szczurów i nadal osoby w związkach są postrzegane jako obiektywnie szczęśliwsze, gdzieś tak już od licemu/gimnazjum). Mamy jeszcze jakąś swobodę w tym zakresie. Kiedyś to było raczej być albo nie być, sprowadzało się właściwie do najbardziej podstawowych spraw takich, jak dach nad głową, wyżywienie. Życie starej panny na garnuszku np. brata było czymś przerażającym w XVIII wieku nawet w bogatym domu i nawet wtedy, gdy najbliższa rodzina była "miła". Oznaczało jakiś rodzaj wykluczenia społecznego, izolacji, szykany ze strony służby, zupełny brak możliwości decydowania o sobie zarówno w sprawach elementarnych, jak i tak drobnych, nieistotnych jak zakup materiałów do robótek. Gorzka, bezcelowa, męcząca egzystencja bez żadnych widoków na lepsze. Marny materiał na romans, na film, jak wiele innych detali przeszłości - dlatego często "dawne czasy" ukazywane są tylko w takim romantycznym, niemalże idyllicznym wydaniu.
    Absynt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absyncie, do Twojego komentarza to zawsze nic dodać, nic ująć :D Mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty. Swoją drogą równie nieprawdziwe wydaje mi się twierdzenie "kiedyś było lepiej", co właśnie - "dziś już tego wszystkiego nie ma". Niestety, zbyt często można spotkać się z opinią, że męża i dzieci trzeba mieć, i to najlepiej jak najszybciej, bo bez tego kobieta jest bezwartościową dziwaczką, żeby uwierzyć, że pod tym względem nasz świat jakoś diametralnie się zmienił.

      Usuń
  4. Znasz mój pogląd na tę sprawę :D W sumie jedynie ostatani punkt okazał się tylko częściową prawdą (kwestia praktyki, chociaż po trzech kilkunastogodzinnych dniach w sznurówce z bólu nie mogłam ruszać górną połową pleców przez trzy dni - mam źle ułożone ramiączka najwyraźniej), więc osobiście zamieniłabym go pewnie na ten który jest integralną cześcią życia - nie miałabym najmniejszej ochoty żyć bez dostępu do współczesnej medycyny. Można psioczyć na NFZ, można wieszać psy na koncernach farmaceutycznych i kolejkach do lekarzy - ale to dzięki temu postępowi mamy sznasę na całkiem długie, a już z pewnością bardziej komfortowe, życie.
    "Kiedyś było lepiej" - nienawidzę tego stwierdzenia. Pamięć się zaciera, przeszłe problemy zastępowane są przez te bieżące, a te dobre czy zabawne wspomnienia pozostają... I później wysłuchuje się takich bzdur ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło, że się zgadzamy w tej kwestii :D No więc właśnie o to chodzi - i cóż z tego, że wiodłybyśmy leniwe życie na wsi, ubrane w lekkie, zwiewne sukienki (czy coś w tym stylu) skoro byłybyśmy ograniczone niską odpornością i perspektywą śmierci za każde przegrzanie czy przemoczenie.

      Usuń
  5. Zdaje mi się, że i ja mogłabym podpisać się pod tym postem, bo choć uwielbiam czytać o renesansowych Włoszech, to myśl o życiu w mieście gdzie podczas zwykłego spaceru mogłaś zostać obrabowana, zgwałcona i ciężko pobita, budzi we mnie grozę.
    Również stroje i to nie tylko osiemnastowieczne, powodują że ciężko jest głęboko oddychać czy szybko się poruszać.
    A co do małżeństw, czasem bywało i tak, że stanowisko było nieodłącznie powiązane z małżeństwem, np. jeśli urząd się zwolnił a pozostała wdowa, trzeba było wziąć ją za żonę. Pewnie sama wiesz, że można mnożyć takie sytuacje.
    Podsumowując, na co dzień nie chciałabym żyć w przeszłości, a jednak gdyby istniała opcja aby na kilka dni przenieść się w czasie, poznać zwyczaje i życie codzienne , z wielką chęcią bym to zrobiła. Choć nie na stałe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo chętnie przeniosłabym się tam na chwilę - ale zdecydowanie raczej w celach badawczych niż rekreacyjnych :D

      Usuń
  6. Myślę, że wszyscy ci, którzy piszą o tym, że urodzili się w złej epoce, tak naprawdę albo nie zdają sobie sprawy z rzeczy, o których napisałaś, albo... poznali już na tyle dobrze wiek XXI i jego złudne "możliwości", że marzą o zaszyciu się gdzieś daleko, gdzie czas płynie bardzo wolno, nikt nikogo nie goni z zaległymi projektami, nie trzeba pracować po 21 godzin na dobę nawet w weekendy, a wymagań wobec kobiecej urody nie dyktują bezwzględne, wyfotoszopowane ślicznotki z okładek kobiecej prasy. Za to można cały dzień poświęcić na relaksujące przyjemności, w nocy spać, mieć czas na zauważenie życia i świata wokół siebie oraz mieć czas na miłość, nawet, jeśli miałaby być nieszczęśliwa.
    Wszystko zależy od punktu widzenia... i może dlatego zawsze, gdy mam już serdecznie dość XXI wieku z jego szaleńczym tempem przypominam sobie, że w wieku XIX jako robotnica w fabryce miałabym zdecydowanie gorzej, niż teraz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli ktoś myśli, że w tamtym czasach wymagań kobiecej urody nie dyktowały wyretuszowane ślicznotki z okładek, to musi być naprawdę sporym ignorantem :D Ja osobiście już chyba wolę konkurować z modelkami ze zdjęć niż z perfekcyjnie zrobionymi damami z obrazów czy rycin :D No właśnie, przecież warunki pracy były wtedy dużo gorsze, czas pracy dłuższy, o tempo wcale nie wolniejsze...

      Usuń
    2. Piękno z okładki to wymysł popkultury. Dawniej, owszem, dążono do ideału, ale nie w tak opresywny sposób, jak dzisiaj. No i oczywiście wszystko zależy też od klasy - arystokratki miały się pod tym względem gorzej, bo musiały być ładne.

      Usuń
  7. ja bym się bała przede wszystkim tego braku higieny...

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj tam, oj tam. Ja bym mogła wymienić 10 powodów dla których nie chcę żyć w XXI w. Na pierwszym miejscu byłoby, a chociaż pierwsze z brzegu, zagrożenie nuklearne w przypadku konfliktu zbrojnego, potem GMO, potem pazerne koncerny które bez opamiętania niszczą naturalne zasoby planety ziemi, wyzysk robotników o którym pisze Porcelanka nadal istnieje i ma się dobrze, chociaż faktycznie przeniósł się raczej w kraje trzeciego świata... A tak naprawdę to należy się cieszyć, że żyjemy w cywilizowanej Europie, bo większość trudów o którym tu wspominasz, włącznie z brakiem higieny, czy wydawanie młodych dziewcząt na siłę za mąż, nadal funkcjonuje w naszych czasach, tyle że w krajach o innej kulturze, czy po prostu biedniejszych. Każdy wiek ma jakieś utrapienia i w każdym trzeba jakoś żyć. Nie ma wyjścia. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. świetnie, nareszcie wyważony komentarz, podobny do wypowiedzi Alicji B. (poniżej i Porcelany (powyżej), nie można porównywać życia w XVIII wieku z perspektywy życia w XXI wieku z posiadanym obecnie bagażem doświadczeń i wiedzy.
      To tak jakby porównywali się zyjący w wieku XVIII z tymi np z XI.
      Poza tym drogie Panie, zważcie, że mieszkacie w Europie, a tymczasem mieszkańcy Afryki umierają na AIDS i z głodu, młode dziewczyny są "obrzezywane" (brrrr), w Ameryce Południowej porywa się bezdomne dzieci, po to, aby im wyciąć narządy a reszte wyrzucić do rzeki - nie zapominajcie proszę, ze to też XXI wiek

      Usuń
    3. Michaella - zgadzam się. Utrapienia współczesności nie są ani trochę mniejsze od tych, które były kiedyś, dlatego też nigdy nie uznałabym, że my jesteśmy dziś szczęśliwsi czy bezpieczniejsi od ludzi z przeszłości :)
      Ludwiku - moim celem nie było porównanie życia w XVIII i XXI wieku, tylko wyjaśnienie, dlaczego nie spędzam bezsennych nocy na myśleniu, że "powinnam była urodzić się w XVIII wieku" - a to jest różnica. Nie uważam, że życie w XXI wieku jest lepsze czy bezpieczniejsze, a wszędzie panuje powszechny dobrobyt - po prostu akceptuję to, że przyszło mi żyć w tym stuleciu i cieszę się z posiadanych w związku z tym możliwości :)

      Usuń
    4. rozumiem, chciałem tylko nieco wyhamować ten hura-optymizm życiem w XXI stuleciu. Ale można się pobawić w takie spekulacje, gdyby "pominąć" czy zapomnieć to, że znamy teraźniejszość, to była by dobra zabawa - pomijamy wiek XX i XXI i huzia w przeszłość ! :)

      Usuń
    5. Tu chyba nikt się za bardzo XXI wiekiem nie zachwyca, blogi tego świadkiem :D Właśnie o ten zrównoważony pogląd na sprawę chodzi, bo naprawdę wiele osób nie interesujących się historią wyraża dość precyzyjnie swoje obawy o zdrowie psychiczne osób bawiących się w reko czy oglądających namiętnie filmy kostiumowe. Niestety, również wiele młodych osób zwraca uwagę tylko na "estetyczne" walory danej epoki, nie przyjmując do wiadomości pewnych danych, które są niewygodne. Taka odmiana młodzieńczego buntu może :D Starsi i mądrzejsi powinni oświecać w tej kwestii.

      Usuń
  9. Zdecydowanie popieram, choć pierwsze trzy powody można by określić wspólnym mianem- podporządkowania kobiety mężczyźnie (ojcu, mężowi, opiekunowi), choć i tak w XVIII wieku nie było aż tak źle, jak w wiekach wcześniejszych:) Ja jestem w jakiś szczególny sposób zafascynowana renesansem, ale to nie oznacza, iż chciałabym żyć w tych czasach, ale już wsiąść w maszynę czasu i przenieść się na chwilę, aby w bezpiecznej odległości być świadkiem wydarzeń- to czemu nie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie bardzo irytuje mnie to, że kiedy ktoś fascynuje się jakoś bardzo daną epoką, od razu posądza się go o to, że idealizują ją i żałuje, że się wtedy nie urodził. Ale tak jak Ty też zdecydowanie nie pogardziłabym pooglądaniem sobie ówczesnych wydarzeń z perspektywy naocznego świadka :)

      Usuń
  10. Dlaczego ja nie chciałabym się cofać w czasie? A może bym chciała? Czasem o tym marzę, ale to tylko świat mojej wyobraźni, ładny i kolorowy, zaraz potem rozsądek podpowiada że, albo spalili by mnie na stosie, albo wtrącili do domu wariatów :) A najbardziej bolesny obraz to twarze tych wszystkich mężczyzn, pewnych swoich racji, krzyczących na mnie że nie mam racji i jestem nienormalna... Bo jak być normalnym tam, ale z dzisiejszymi przekonaniami? Trzeba by się jednak tam urodzić... Kim bym była? Co robiła? Zapewne życie byłoby na tyle znośne, na ile czuje to dziś. Wtedy nie wiedzieli o tylu sprawach, więc się nimi nie przejmowali, żyli, jak my dziś. Oni tam, my tu. Ciągle to samo a jednak inaczej :) Świetny post- zmusza do refleksji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Alicjo! Ja też uważam, że gdybym urodziła się w tamtym czy innym stuleciu, na pewno byłabym szczęśliwa - po prostu teraz, z mojej perspektywy, nigdy nie zamieniłabym się na życie w XVIII wieku. Chociaż nie ukrywam, że pewne aspekty ówczesnej codzienności chętnie przeniosłabym do swojego życia (poranne picie czekolady <3 )

      Usuń
  11. Ja w ogóle nie chciałabym żyć w żadnej innej epoce. Nawet w tych ukochanych przeze mnie latach dwudziestych :) To się wydaje takie fajne gdy się ogląda filmy albo czyta książki, ale tak naprawdę jeszcze 40 lat temu w Polsce kobieta była praktycznie własnością męża i maszynką do robienia dzieci oraz zajmowania się domem. Więc sorry, ale wolę żyć teraz, a ubiegłe wieki podziwiać z oddali :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowny post, na filmach to rzeczywiście wygląda na takie barwne, łatwe i przyjemne, no może nie na wszystkich, ale jednak. Chyba punkt pierwszy jest dla mnie już wystarczającym powodem, który świetnie przedstawiłaś, ale reszta oczywiście tylko jest jeszcze bardziej dobitna. :) Zdecydowanie nie chciałabym być stworzona po to aby moim głównym celem było wyjście za mąż, zrobienie dzieci i haftowanie. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fantastyczny post! Jestem bardzo ciekawa reszty powodów dla których nie chciałabyś żyć w tamtych czasach?

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawy post, mnie najbardziej przeraża ten brak higieny i medycyny, pod tym względem zdecydowanie mamy szczęście, że żyjemy teraz i w Europie, bo w niektórych miejscach, wciąż jest z tym problem. Reszta, jest chyba kwestią wychowania, jakby całe życie mi wmawiano, że moim najważniejszym celem jest wyjście za mąż i rodzenie dzieci, a nie zdobywanie wykształcenia, to pewnie miałabym takie podejście do życia i nie odczuwałabym tego jako coś złego dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak zwykle bardzo trafne uwagi :) mam takie same odczucia co Ty, chodź narzekamy na służbę zdrowa, to wiem, że gdybym żyła w moich ulubionych czasach na pewno, połowa moich przyjaciółek umarłaby w połogu,i ta kobieca wolność współczesnych czasów, też jest bardzo dobra, ale nasz świat nas też ogranicza, gdybym miała wybór to wolałabym być na utrzymaniu faceta rolnika, gdzieś na wsi, i rodzić mu gromadkę dzieci. Niestety u nas rolnicy nie mają dobrze, są to raczej biedni ludzie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger