26.09.2015

Złote Popołudnie, złote wspomnienia

W zeszłym roku Złote Popołudnie było wspaniale, dlatego też na tegoroczne czekałam z niemal zapartym tchem! A trzeba było trochę poczekać - w zeszłym roku odbywało się ono w połowie sierpnia, w tym dokładnie miesiąc później. Zmieniło się także miejsce - z monumentalnego pałacu Goetzów przeniesione zostało do uroczego pałacu w Śmiłowicach. Jeśli jesteście ciekawi, jakie wrażenia wyniosłam z tegorocznej edycji, serdecznie zapraszam do dalszej lektury! 


Fot. Jakub Jastrzębski

Złote Popołudnie jest cykliczną imprezą organizowaną przez fundację Nomina Rosae - a jak miałam okazję przekonać się w tym roku, jeśli impreza organizowana jest przez Nominę, nie ma możliwości, żeby się na niej dobrze nie bawić! Program po brzegi wypełniony był różnego rodzaju atrakcjami (wraz z przedstawicielkami Krynoliny byłyśmy zresztą jedną z nich), cała zaś impreza podzielona była na dwie części - piknik oraz bal. Obowiązujący dresscode, tak jak w zeszłym roku, stanowiły stroje XIX-wieczne i steampunkowe. Gości było naprawdę mnóstwo, a stroje niezwykle różnorodne. W tym roku królowały krynoliny, ale można było zobaczyć ubiory także z pozostałych dekad - zarówno lekkie i zwiewne suknie z epoki napoleońskiej, surowe w swej prostocie suknie z lat 40-tych XIX wieku czy niezwykle ozdobne tiurniury. 

Fot. Monika Kozień

Fot. Monika Kozień

Fot. Monika Kozień

Być może nie powinnam się do tego głośno przyznawać, ale w tym roku, w przeciwieństwie do zeszłego, nie miałam na sobie niemal nic własnego. Zarówno suknia dzienna, jak i wieczorowa, zostały mi pożyczone przez wspaniałą i niezastąpioną Marię, założycielkę fundacji Nomina Rosae. Nie ukrywam, że noszenie nominowych sukien od zawsze było moim marzeniem, więc byłam naprawdę przeszczęśliwa, że zgodziła mi się je pożyczyć! Suknia dzienna inspirowana była modą lat 70-tych XIX wieku, w której od pewnego czasu jestem szczerze zakochana. Miała śliczny, fioletowy kolor i uroczy kapelusz do kompletu. 


Fot. Monika Kozień

Fot. Monika Kozień

Fot. Monika Kozień

Suknia balowa była dekadę późniejsza, mniej więcej z połowy lat 80-tych XIX wieku. Był to pierwszy raz, kiedy miałam na sobie suknię z tego okresu i powiem szczerze, że czułam się w niej doskonale, a nawet lepiej! Czerwony kolor, w połączeniu z bogatym naszyjnikiem i czarnymi rękawiczkami (za które serdecznie dziękuję Eli), robił naprawdę niesamowite wrażenie, a sama suknia była niezwykle wygodna i wcale nie krępowała ruchów. Co prawda nie udało mi się zapanować nad przydługą halką i opadającymi rękawkami, ale w niczym nie zepsuło to mojego dobrego samopoczucia. Zdecydowanie bardzo trudno było mi się z tą suknią później rozstać! 

Przed balem z Marią Molendą / fot. Ilja Van de Pavert

Na balu z Karoliną (czułyśmy się jak Mina i Lucy z "Draculi") / fot. Ilja Van de Pavert

Na piknikowanie niestety nie miałam zbyt wiele czasu, ponieważ czas upływał mi przede wszystkim na przebieraniu (w tym miejscu chciałabym gorąco podziękować Asi, Karolinie i Patrycji za pomoc w ubieraniu i czesaniu - nie wiem, co bym zrobiła bez Waszej pomocy!) Niewiele nacieszyłam się dzienną suknią, ponieważ dość szybko musiałam ją zamienić na koszulę nocną, w której brałam udział w pokazie mody - dioramie przygotowanej przez Krynolinę i ukazującej różne warianty sukien z lat 50-tych i 60-tych XIX wieku, czyli krynolin (w końcu nazwa zobowiązuje). 


Fot. Ilja Van de Pavert

Fot. Paulina Kowalczyk

Zdecydowanie najlepiej wspominam wieczorny bal - nie dość, że w czerwonej sukni czułam się cudownie, to jeszcze cały wieczór tańczyłam i bawiłam się przy tym doskonale. Razem z Karoliną niszczyłyśmy co prawda po kolei wszystkie sety, ale w niczym nie umniejszało to naszych świetnych humorów. Niestety, czas szybko płynął i ledwo się obejrzałam, a już siedziałam w samochodzie mknącym przez autostradę na trasie Kraków-Katowice. Po Złotym Popołudniu zostały mi jedynie piękne wspomnienia i mniej piękne siniaki po noszonym przez cały dzień gorsecie. 


Chyba dopadło nas balowe zmęczenie / fot. Ilja Van de Pavert

Pokaz Szkoły Tańca Jane Austen / fot. Ilja Van de Pavert

fot. Ilja Van de Pavert

Tegoroczne Złote Popołudnie było naprawdę wspaniałe! Tak naprawdę piękne suknie były  tu jedynie dodatkiem - przede wszystkim był to bowiem wieczór spędzony w towarzystwie wspaniałych ludzi, z którymi rozmowy zawsze są inspirujące i bez których ubieranie się nawet w najpiękniejsze suknie nie miałoby żadnego sensu. 

Pozdrawiam, 
Gabrielle 

20 komentarzy:

  1. Piękna, czerwona suknia. Naszyjnik i rękawiczki dodają charakteru :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak pięknie wyglądałaś! Jak pięknie wszyscy wyglądaliście :) Tak się cieszę, że cała zabawa udała się znakomicie, a jednocześnie trochę mi smutno, że nie uczestniczyłam w niej razem z wami... I muszę przyznać, że tiurniura to zdecydowanie twój fason, wyglądałaś perfekcyjnie zarówno w pierwszej jak i tej drugiej, czerwonej <3 A tak poza tym chciałabym jeszcze dodać, że naprawdę lubię czytać twojego bloga, jest dla mnie bardzo ciekawą encyklopedią wiedzy o osiemnastym wieku, który, przyznam szczerze, dopiero teraz powoli zaczynam ogarniać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo - i za komplementy dotyczące stylizacji, i samego bloga! Ja w tiurniurze czuję się tak doskonale, że moje wyrzuty sumienia w stosunku do mody XVIII wieku po prostu sięgnęły zenitu :D Może uda Ci się w przyszłym roku..?

      Usuń
    2. Bardzo bym chciała! W tym roku po prostu za późno się zorientowałam, mam więc nadzieję, że w przyszłym się uda :)

      Usuń
  3. Fantastyczne suknie, piękne miejsce :) Bardzo Ci do twarzy w czerwieni :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No i nareszcie tańczyłaś! W końcu się przemogłaś i przyznaj, że te tańce są cudowne <3 A w czerwonej turniurze wyglądałaś idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie są :D Bez doborowego towarzystwa nie bawiłabym się w ogóle :D Dziękuję <3

      Usuń
  5. Bardzo miło się patrzy na te zdjęcia, stroje przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  6. w czerwonej sukni zachwycasz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W tej czerwieni wyglądasz obłędnie :) Miło się patrzy na te zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Skradłabym tę fioletową, kto by pomyślał - to chyba ostatnia dekada, o której mogłam pomyśleć "może kiedyś" ;) Piękne wydarzenie, piękne suknie, piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też omijałam lata 70-te szerokim łukiem, dopóki nie przymierzyłam sukien z tamtego okresu - zakochałam się w momencie :D

      Usuń
  9. tak niedaleko a nie wiedziałam o nim! ach jak żałuję! :(

    OdpowiedzUsuń
  10. tak w ogóle gdzie można się dowiedzieć gdzie są organizowane pikniki i kiedy?

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale piękne kreacje, ale piękne wspomnienia, :) A Ty jak zwykle olśniewająco wyglądasz.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger