11.04.2015

Co odsłaniała XVIII-wieczna moda

Odkąd zaczęłam zajmować się XVIII wiekiem, zupełnie inaczej zaczęłam postrzegać współczesną modę. Przede wszystkim stwierdzenia, że "dzisiejsza moda jest taka wulgarna" albo "kiedyś taki duży dekolt byłby nie do pomyślenia", wywołują u mnie szczery atak śmiechu. Dziś chciałabym opowiedzieć Wam o jednym z tych powodów, dla których uważam, że moda XXI wieku nie tylko nie jest wulgarna, ale wręcz zachowawcza. Jeśli jesteście ciekawi, serdecznie zapraszam do dalszej lektury! 

Anna Dorothea Therbusch Młoda kobieta w negliżu, 1769

Moda XVIII wieku była, co raczej powszechnie wiadomo, niezwykle kokieteryjna i odważna. To właśnie wtedy po raz pierwszy pojawiło się myślenie, że strój ma służyć nie podkreślaniu statusu społecznego kobiety, ale powabów jej ciała. W tym stuleciu libertynów, kiedy jedyną grą powszechniejszą od hazardu była gra w uwodzenie, strój stanowił jeden z najważniejszych środków mających zapewnić kobiecie powodzenie. Jednocześnie ówczesna moda tworzyła się nie w zachowawczych środowiskach mieszczańskich, ale w pałacach i teatrach - skoro zaś ton nadawały jej słynące z frywolnego trybu życia arystokratki i aktorki, była ona równie frywolna, co one. W latach 70-tych XVIII wieku uległy skróceniu spódnice - w modnych wówczas "poloneskach" należało pokazywać nie tylko stopy, ale i łydki. W latach 80-tych modne panie poszły jeszcze dalej i postawiły na niezwykle głębokie dekolty. 


Jean-Frederic Schall Młoda dziewczyna w ogrodzie, trzymająca girlandę z kwiatów

Pierwszy znany mi obraz, na którym sportretowana dama pozuje w sukni odsłaniającej piersi, pochodzi z 1776 roku i nie jest, jak mogłoby się wydawać, francuski, ale niemiecki. Przedstawia on Wilhelminę Encke, przyszłą kochankę Fryderyka Wilhelma II Pruskiego. Pozuje ona w niezobowiązującym zestawie składającym się z żakietu i spódnicy, którego różowy kolor delikatnie "zlewa się" z odsłoniętym biustem modelki, przez co, na pierwszy rzut oka, ciężko jest go właściwie zauważyć. 


Anna Dorothea Therbusch Wilhelmine Encke, 1776 


We Francji tego typu dekolty zaczęły być prezentowane na łamach Galerie des modes od od 1778 roku i najczęściej towarzyszyły sukniom porannym, przede wszystkim poloneskom, ale także jej "wariacji na temat", a więc sukni w stylu "Joanny d'Arc": 

Galerie des modes, 1778 (źr.)

Galerie des modes, 1778 (źr.)

Galerie des modes, 1778 (źr.)

Poniżej - poranny żakiecik z 1782 roku. Co istotne, zarówno w opisie tej ryciny, jak i poprzednich, nie wspomniano ani słowem o "bardzo dużym dekolcie", co świadczy, że był on przez ówczesnych traktowany jako coś tak oczywistego i normalnego, że nawet nie trzeba było o tym wspominać.

Galerie des modes, 1782 (źr.)

Tego typu dekolty wymagały oczywiście noszenia pod spodem specyficznych sznurówek, które musiały być równie mocno wydekoltowane, tak że zaczynały się właściwie dopiero pod biustem. W przeciwieństwie do tych z poprzednich dziesięcioleci nie spłaszczały go już, a jedynie delikatnie unosiły do góry. Poniżej - sznurówki z 1781 i 1788 roku:

Rycina z 1781 roku (źr.)

Rysunek z 1788 roku (źr.)

W tym miejscu wypada się zastanowić, kto nosił tego typu dekolty i jakie budziły one odczucia u ówczesnych ludzi. Tak wydekoltowane suknie prezentowane były - jako coś zupełnie normalnego - w Galerie des modes, a więc czasopiśmie, który stanowił "modową" inspirację zarówno dla arystokratek, jak i dla kobiet wywodzących się z burżuazji. Pod koniec XVIII wieku doszło do swego rodzaju "demokratyzacji mody" i jak powtarzają ówcześni pisarze, bardzo trudno było na pierwszy rzut oka rozróżnić szlachciankę od mieszczanki - każda kobieta chciała wówczas wyglądać bowiem tak samo modnie. Myślę, że tego typu dekolty, chociaż noszone przede wszystkim przez francuskie arystokratki, aktorki i tancerki, mogły być noszone również przez mieszczanki, ale póki co nie znalazłam żadnej wzmianki, która by to potwierdzała. O modzie na dość duże dekolty wspomina w swoich pamiętnikach natomiast niemiecka arystokratka Henriette-Louise d'Oberkirch, która przebywała w Paryżu pod koniec lat 1780-tych:
Sporo mówiło się o nowej modzie i o zaiste nieprzyzwoitym zwyczaju noszenia dużych dekoltów:
-A mnie całkiem się to podoba - powiedział książę Orleański. - Tylko nagość ubiera człowieka. 
Uwagę zwracają tutaj następujące fakty: po pierwsze stwierdzenie pani d'Oberkirch, że noszenie dużych dekoltów było wówczas w zwyczaju, a więc że była to moda powszechna (przynajmniej wśród wyższych sfer). Ona, mieszkanka niemieckiej Alzacji, a więc prowincji, była nią zgorszona, książę Orleański natomiast - Francuz - nadzwyczaj z niej zadowolony. O tym, że wśród francuskiej arystokracji tego typu dekolty nie budziły zgorszenia, może świadczyć dość mocno roznegliżowany portret księżniczki de Lamballe - jednej z najbardziej cnotliwych kobiet na dworze Marii Antoniny:

Joseph-Siffrein Duplessis Księżniczka de Lamballe, ok. 1780

Najprawdopodobniej więc do odsłoniętych piersi podchodzono wówczas tak samo, jak dziś do odsłoniętych nóg. Były one uważane za niezwykle atrakcyjne i kokieteryjne, ale jednocześnie nie budziły zgorszenia i większego poruszenia, przynajmniej wśród zblazowanych Paryżan.

Rycina, 1780 (źr.)

Ostatnia znana mi tak mocno wydekoltowana suknia pochodzi z 1800 roku, a więc z czasów konsulatu. W XIX-wiecznym społeczeństwie mieszczańskim tego typu negliż był już bowiem nie do pomyślenia - w sukniach dziennych dekolty, nawet niewielkie, zniknęły niemal całkowicie, a suknie wieczorowe, chociaż dalej mocno wydekoltowane, nigdy nie odsłaniały już piersi w całości.

Rycina z 1800 roku, (źr.)

Myślę, że ten element XVIII-wiecznej mody, raczej mało znany, doskonale pokazuje, że "cnotliwa chusta fichu" nie zawsze była wówczas w użyciu, a ówczesne panie szczyciły się dużo większą odwagą w odsłanianiu ciała, niż ma to miejsce dzisiaj. Warto o tym pamiętać, kiedy ktoś po raz kolejny będzie gromił "tę okropnie wulgarną, współczesną modę".

Pozdrawiam,
Gabrielle

Zamieszczony we wpisie cytat pochodzi z Pamiętników Henriette Louise d'Oberkirch, wyd. Czytelnik 1981, s. 146

19 komentarzy:

  1. Świetny tekst! Myślę, że nie tylko moda, ale i obyczaje były o wiele mniej restrykcyjne i purytańskie, niż to, jak je dzisiaj postrzegamy. Ale i w XIX wieku zdarzała się golizna. W Annie Kareninie Tołstoj bulwersuje się strojami operowymi, odsłaniającymi ramiona, dekolt i plecy. Pisze wprost, że kobiety w tych sukniach są prawie nagie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Prawie nagie"? Z dziewiętnastowiecznego punktu widzenia może i tak, ale pomyślmy: ile pleców da się odsłonić w sukni mającej pod spodem koszulę i gorset? Bo nie wydaje mi się, żeby bohaterki Tołstoja rezygnowały z bielizny...
      Co do posta, to co nieco czytałam o tych wielkich dekoltach, ale nigdy nie przypuszczałam, że były aż tak popularne! Do tej pory twierdziłam, że za modą lat 1780 przepadam bez zastrzeżeń, ale dzisiaj uznałam, że jednak pewne zastrzeżenia mam i nie włożyłabym z radością każdej sukni z tej dekady. Bardzo zainteresowała mnie suknia księżniczki de Lamballe - Coppola i Canonero chyba nigdy nie widziały tego portretu, skoro w MA z 2006 postanowiły podkreślić skromność bohaterki poprzez raczej niewielkie dekolty w jej sukniach... Interesuje mnie także ta suknia w stylu Joanny d'Arc - nigdy o niej nie słyszałam, skąd się mogła wziąć taka nazwa?

      Usuń
    2. Porcelanka: dziękuję! Oczywiście, że w XIX wieku zdarzała się golizna, tylko jednak ta ówczesna nas dziś w ogóle nie szokuje, no bo co to są ramiona, dekolt i plecy :D
      Karina: moim zdaniem ten portret był im bardzo dobrze znany, wydaje mi się, że to właśnie on zainspirował ich do stworzenia tej sukni: http://1.bp.blogspot.com/-IyV_WZix5b4/Ug9qOMcXaGI/AAAAAAAADuM/u8NYNYoM5mI/s1600/Siffred+(1).jpg Ten fllm odwołuje się jednak bardzo mocno do współczesnych skojarzeń i duże dekolty u cnotliwej Lamballe od razu sprawiłyby, że nie zostałaby przez większość widzów uznana własnie za cnotliwą. Suknia w stylu Joanny d'Arc, albo "w stylu Austrazji", to sami autorzy rycin nie mieli pojęcia, skąd ta nazwa się wzięła :D

      Usuń
    3. Rzeczywiście, bardzo ta suknia jest podobna! Faktycznie mogła być inspiracją. A o współczesnych skojarzeniach w filmie trochę się naczytałam i, no cóż, jak dla mnie są jednak "zbyt współczesne". Słynne trampki chociażby... Albo Jeanne du Barry - jeśli wierzyć portretom, to była piękna, a w filmie... Wątpię, że gdyby naprawdę była taka, jak u Coppoli, to król zwróciłby na nią uwagę...

      Usuń
  2. Z głębokimi dekoltami kojarzyła mi się zawsze Maria Antonina, ale uważałam ją raczej za wyjątek. A tu się okazuję, że biusty na wierzchu były normą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem, to Maria Antonina nosiła raczej skromne dekolty, przynajmniej na portretach :)

      Usuń
  3. Jakoś niedawno trafiłam na tę młodą elegantkę: http://3.bp.blogspot.com/-FgxbaZI-M2s/VSjY2Fmn_2I/AAAAAAAAM0Y/Kcutis4csiM/s1600/tumblr_mmjq35ipbo1qfijmro1_1280.jpg Coś mnie w tym obrazie ujmuje, nie wiem do końca co, ale możliwe, że zderzenie tego dziś dość zadziwiającego trendu z niewinnością (przynajmniej pozorną) dziewczęcia ;)

    Cóż. Pamiętam rozmowę z jednym z wykładowców na...zajęciach z folklorystyki na temat właśnie "purytańskości" naszych pozornie ociekających seksem czasów. Powiem szczerze, że nie widzę zastrzeżeń do noszenia takich sukni :) Kobiece piersi do piękny detal cielesności. Nawet powiem więcej - szkoda, że dziś byłoby to już manifestem, dość jednoznacznym szokowaniem, bo niektóre panie mają się czym pochwalić.

    Z jednym się chyba bym polemizowała - cokolwiek ówcześni twierdzili na temat tego, że taki obrazek obnażonego biustu nie działał jakoś specjalnie erotycznie, niejeden antropolog by się nie zgodził. Panowie heteroseksualni są biologicznie zaprogramowani na odbieranie pewnych bodźców wzrokowych nie tylko estetycznie i raczej tego nie przeskoczą pod kątem samej biologii ;) Inna sprawa, że podnieta, która wchodzi w nawyk nie smyra już tak radośnie libido, to pewne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że ja też nie :D Z tym, że taki dekolt chyba sprawdziłby się jedynie u kobiet z małym albo średniej wielkości biustem, w przeciwnym razie mogłoby to dać efekt dość nieestetyczny. To znaczy nie, ja nie miałam na myśli tego, że te dekolty nie działały erotycznie, ale że po prostu nie były uważane za, hm, pornograficzne. Wiesz, co mam na myśli - dzisiaj duży dekolt i odsłonięte nogi też pewnie działają bardzo pobudzająco, ale nikt nie uważa, że ich pokazywanie powinno być zabronione przed 22 :D

      Usuń
    2. A ostatnio tłumaczyłam mamie, że ,,kiedyś" wcale nie było tak grzecznie jak mogłoby się wydawać, dam jej ten post do poczytania :D Bardzo mi się podoba rycina nr. 5 pani niby ma fichu ale jakoś magicznie omija ono same piersi, super ;D

      Usuń
  4. Bardzo ciekawy wpis :) Przyznam szczerzę, że jestem w szoku tych baaardzo głębokich dekoltów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mnie na początku też trochę zdziwiły, ale w XVIII wieku naprawdę mieli dość luźne podejście do życia :D

      Usuń
  5. Takiego dekoltu bym nie założyła, choćby chodzili w nim wszyscy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wtedy też było jednak wiele kobiet, które miały takie zdanie, bo jednak na większości portretów dekolty są trochę mniejsze :)

      Usuń
  6. Bardzo ciekawy temat. To zdanie mną wstrząsnęło- "do odsłoniętych piersi podchodzono wówczas tak samo, jak dziś do odsłoniętych nóg". Przypomina mi się renesansowa biografia w której pisano o rozluźnieniu się obyczajów po śmierci króla (była to biografia Katarzyny z Medyceuszy, po tym jak wyjechała do obcego kraju aby wyjść za mąż). Wspomniano tam, że na ucztach zdarzało się, iż kobiety pokazywały ramiona i piersi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ale przecież odsłanianie nóg też przez dłuugi czas uważane było za kompletnie niemoralne. Nawet w XVIII wieku nie odsłaniano kolan :D Myślę, że wszystko jest kwestią przyzwyczajenia, a "niemoralność" tkwi tylko w naszych głowach :)

      Usuń
    2. Trochę jak z pięknem, rzeczy wydają nam się takie tylko przez pryzmat naszego spojrzenia :))

      Usuń
  7. Wow, nie miałam o tym pojęcia. Bardzo ciekawy post. Niesamowite jak to wszystko, co "wypada" się zmienia, dziś można chodzić w mega krótkich spodenkach, czy spódniczkach, ale piersi trzeba zakryć, a wtedy zupełnie odwrotnie. Choć przyznam, że dla moje figury to może i lepiej, bo walory mam raczej skromne i by zginęły wśród tych wszystkich falbanek nawet w najgłębszym dekolcie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny artykuł, nawet nie wiedziałam że była taka "cycata" moda :3

    OdpowiedzUsuń
  9. No nieźle. Niektóre pani z obrazów powyżej to już mega wydekoltowane. Tamtejszym panom musiało być naprawdę gorąco momentami ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger