14.03.2015

Czym kieruję się przy wyborze sukni historycznej?

Tak jak zapowiedziałam przy wpisie Dlaczego noszę suknie historyczne?, dziś chciałabym opowiedzieć Wam o tym, czym właściwie kieruję się przy wyborze modeli do uszycia i suknie z których epok podobają mi się najbardziej. Opowiem Wam też, jak podchodzę do bardzo często używanego stwierdzenia, że ktoś ma urodę z tej lub z tej epoki. Jeśli jesteście ciekawi, jakie jest moje zdanie na ten temat, serdecznie zapraszam do lektury! 


Francois Boucher Modystka, 1746

Tak jak napisałam w poprzednim poście, na gruncie teoretycznym interesuje mnie przede wszystkim historia mody lat 1770-1804. Nie ma to jednak wiele wspólnego z sukniami, które zachwycają mnie na gruncie estetycznym. Suknie, które mi się podobają, nie zawsze są także tymi, które chciałabym nosić, ponieważ zawsze, kiedy planuję zamówić sobie nową suknię, staram się myśleć nie tylko o tym, czy jest piękna, ale też jak w niej będę wyglądać. Przez ostatnie lata miałam okazję przymierzyć i przyjrzeć się wielu rodzajom sukien (chociaż na tle całej historii mody było ich właściwie niewiele), dzięki czemu wiem, w których czuję się najlepiej i które najlepiej podkreślają walory mojej sylwetki. 

Lina Cavalieri, ok. 1910

Przede wszystkim musimy pamiętać, że w każdym stuleciu byli ludzie różnej postury i o różnym typie urody, nie istnieje więc sytuacja, kiedy ktoś ma niehistoryczną urodę. Pozostaje jednak kwestia tego, co w danej epoce powszechnie uważane było za atrakcyjne, a co za tym idzie - jakie elementy sylwetki podkreślane były przez ówcześnie modny ubiór. Zwróćmy uwagę, że chociaż dzisiaj kobiety też mają różne sylwetki, to jednak to, co jest najmodniejsze, na przykład spodnie-rurki i legginsy, najlepiej wygląda na kobietach mających długie i szczupłe nogi. To samo jest z modą poprzednich epok, która podkreślać miała te walory, które wówczas były najbardziej pożądane. Dla mnie osobiście nie jest to zbyt dobra wiadomość, ponieważ moja sylwetka wyjątkowo dobrze odpowiada kanonowi XXI wieku  - jestem wysoka (172 cm) i szczupła (rozmiar 32/34). Tym samym w wielu poprzednich epokach powszechnie uważana byłabym za wysoce nieatrakcyjną, ponieważ sprawiałabym wrażenie wygłodzonej i chorej. Nie oznacza to jednak, że w ówczesnych sukniach wyglądać będę niehistorycznie, lecz że w większości fasonów z poprzednich stuleci moja sylwetka po prostu nie będzie odpowiadać temu, co było wówczas uważane za atrakcyjne, a przy okazji - że często będę w danych sukniach wyglądać po prostu źle. Dla przykładu - suknie z włoskiego renesansu obiektywnie bardzo mi się podobają. Kiedy jednak zamawiałam model wzorowany na jednej z sukien Lukrecji z Rodziny Borgiów, nie przyszło mi na myśl, że moim kształtom "nieco" brakuje do krągłości Holliday Grainger i suknia, w której ona wyglądała zachwycająco, na mnie będzie wyglądać "odrobinę inaczej". Ale czego innego mogłam się spodziewać, skoro w tamtym czasie atrakcyjna kobieta powinna była być niska i krągła, i to właśnie dla takich kobiet stworzona była ówczesna moda? 


Wystarczyło jednak zmienić epokę, żeby życie stało się piękniejsze. Paul Poiret lansował sylwetkę wysoką i smukłą, więc suknia jego projektu była tzw. "strzałem w dziesiątkę". Uszyta z lekkich materiałów, wąska, o niewielkich bufkach sprawiła, że poczułam się naprawdę wspaniale. A przy okazji uświadomiłam sobie, że piękna suknia to tylko połowa sukcesu. Z ubiorem historycznym jest niestety tak jak z tym współczesnym - żeby dobrze się prezentował, musi pasować do naszej sylwetki. Brzmi to jak "oczywista oczywistość", ale mi na początku jakoś nie przyszła do głowy. Dziś jestem jednak bardziej świadomym historycznym konsumentem i zawsze, zanim zamówię suknię, staram się zastanowić, czy nie lepiej zostać przy zachwyceniu się nią jedynie na zdjęciu. 




Dla jakich epok jestem "na tak"? 

*Lat 1770-1795 

W latach 1770-1795 suknie były bardzo mocno dopasowane, więc pięknie podkreślały wszystkie kobiece atuty. Za najbardziej atrakcyjne uważane były panie o krągłych kształtach i to właśnie z myślą o nich projektowane były ówczesne sznurówki formujące kobiece ciało w kształt odwróconego stożka. Co nie oznacza, że szczuplutkie panie nie cieszyły się powodzeniem - słynna tancerka, panna Guimard, była podobno chuda jak komar, a i tak budziła powszechny zachwyt. Więc chociaż ja z moimi kształtami mogłabym odtwarzać co najwyżej XVIII-wieczne czternastolatki, skłamałabym mówiąc, że w jakikolwiek sposób mnie to odstrasza. Prawda jest bowiem taka, że w sukniach z lat 1770-95 właściwie każda kobieta wygląda dobrze - zarówno bardzo puszysta, jak i ta w rozmiarze 0 (wystarczy przypomnieć sobie Keirę Knightley w Księżnej). Modę tych lat uwielbiam za lekkie, pół-fiszbinowe sznurówki, poduszki delikatnie poszerzające biodra, głębokie dekolty w sukniach na każdą okazję, wąskie rękawy oraz ogólne delikatność i prostotęJakie suknie z tego okresu najbardziej mi się podobają? Szczerze mówiąc - wszystkie. Z lat 70 -tych najchętniej założyłabym poloneskęsuknie czerkieską suknię baletową, z lat 80-tych - suknię turecką, robe en chemiselewitkę i poranne caraco. Z lat 90-tych - koniecznie żakiet-pierrot. 


Panna Guimard w stroju syreny, ok. 1770

*Lat 1795-1815

Okres dyrektoriatu, konsulatu i cesarstwa to przede wszystkim czas podnoszących biust krótkich gorsecików i niebotycznie wysoko podniesionej talii. W dalszym ciągu nie jest to jednak okres stworzony dla mojej sylwetki - głębokie dekolty najlepiej wyglądają na paniach o pełnym biuście, podniesiona talia - na paniach o niskim wzroście. Ale i tak go uwielbiam. Uwielbiam ówczesne suknie za to, że są jednoczęściowe i dość wąskie, uwielbiam głębokie dekoltykrótkie rękawkidługie treny i delikatne, cieniutkie tkaniny, z których były szyte. Podobają mi się zarówno szalone kroje doby dyrektoriatu, minimalizm konsulatu, jak i przepych cesarstwa. Moja jedyna suknia z tego okresu jest co prawda jedynie stylizowana, ale myślę, że gdybym założyła taką uszytą w sposób całkowicie poprawny, także czułabym się w niej doskonale - nie tylko ze względu na jej wygląd, ale i komfort noszenia, ponieważ w żaden sposób nie ograniczałaby moich ruchów. 


J-F-A Tischbein Amalia von Levetzow, 1803

*Lat 1840 

Moje relacje z XIX wiekiem są dość skomplikowane. Z niemal każdej dekady podobają mi się pojedyncze egzemplarze, ale żadna właściwie nie zachwyca mnie w całości. Nie przepadam za gorsetami, w których nie da się oddychać, niepraktycznymi stelażami w rodzaju krynolin i turniur, jak i przesadnie zabudowanymi sukniami dziennymi. Ale jest jedna dekada, którą szczerze uwielbiam - lata 1840-te . Już chyba zawsze kojarzyć mi się będzie przede wszystkim z Damą kameliową. Odtwarzanie postaci Małgorzaty wydaje mi się o tyle uzasadnione, że najprawdopodobniej miałyśmy podobne figury - tak jak ja, była ona wysoka i dość szczupła. Co urzeka mnie w latach 40? Prostota i delikatność krojów, jasne kolory, przewaga sukien jednoczęściowych duże dekolty w wersji wieczorowej. Tym natomiast, co mi w nich nie odpowiada, to ówczesna bielizna, która bardzo ogranicza liczbę możliwych do wykonania ruchów. Nie przepadam także za zbyt szerokimi spódnicami, w których zawsze czuję się bardziej bajkowo niż historycznie. 

Suknia ślubna, 1840-42

*Lat 1910 

Lata 1910 to chyba mój ulubiony okres w modzie. Właściwie nie piszę o nim na blogu, bo moja wiedza ciągle jest dla mnie za mało satysfakcjonująca, jednak ówczesne suknie nieustannie budzą we mnie ogromny zachwyt. Lata 1910-15 to przede wszystkim chyba pierwszy okres w modzie, do którego moja sylwetka pasuje niemal idealnie - ówczesne suknie, jednoczęściowe i dość wąskie, podkreślały przede wszystkim szczupłość i smukłość, były więc idealne dla kobiet o niewielkim biuście i wąskich biodrach. Jednocześnie suknie te, zwłaszcza wieczorowe, były niezwykle piękne - zwiewne, mocno wydekoltowane, nawiązujące do antyku lub orientu, dopełniane fantazyjnymi dodatkami. Po roku 1915 spódnica skraca się i rozszerza, co także daje niesamowity efekt. Z lat 1910 mam póki co tylko jedną suknię i śmiało mogę powiedzieć, że to właśnie ona jest moją ulubioną i to w niej czuję się najlepiej.  


Rysunek George'a Barbiera z 1912 roku

*Lat 1920 

Nigdy w życiu nie miałam na sobie sukni z ery jazzu i nie mam pojęcia, jakbym w niej wyglądała. Ale kiedy oglądam ryciny i zdjęcia z tamtej dekady, po prostu nie mogę oderwać od nich wzroku. Uwielbiam ich szaleństwo, prostotę kroju i mnogość zdobień. Suknie te były idealne dla pań o figurze chłopczycy, więc myślę, że razem z moją sylwetką mogłybyśmy się w nich całkiem nieźle odnaleźć. 


Suknia Chanel z ok. 1925 roku (źr.)

A dla jakich epok jestem "na nie'? 

*XVI wieku 

O ile w czasach bardzo wczesnego włoskiego renesansu mogłabym się jeszcze odnaleźć, o tyle ubiory z XVI wieku zdecydowanie projektowane były dla kobiet dużo niższych i o dużo bardziej korpulentnych kształtach. We włoskich ubiorach z pierwszej połowy XVI wieku musiałabym wyglądać zdecydowanie zabawnie - nie dość, że były niezwykle obszerne, to jeszcze miały podniesioną talię i szerokie, bufiaste rękawy. Później, kiedy talia wróciła na swoje naturalne miejsce, lecz staniki zaczęły przypominać sztywne pancerze, z pewnością wcale nie wyglądałabym lepiej. 


Agnolo Bronzino Eleonora Toledańska z synem Giovannim, 1545

*lat 1600-1670 

Dużo zabawniej wyglądałabym jednak z pewnością w sukniach z większej części XVII wieku, kiedy talia znów powędrowała w górę, a bufki-giganty zaczęły niemal żyć własnym życiem. Gdyby dodać do tego ogromny, wykładany kołnierz, z pewnością mało kto zauważyłby, że pod daną suknią kryje się jeszcze jakaś drobna osóbka. Już nie mówiąc o tym, że Rubens zamiast portretu zaproponowałby mi najwyżej coś do zjedzenia. 


Anthony van Dyck Henrietta Maria, 1632

*lat 1850-60 

Nie lubię krynolin. Chociaż wiele ówczesnych sukien balowych naprawdę mnie zachwyca, to jednak, w ogólnym rozrachunku, naprawdę nie przepadam za tą epoką. Suknię na krynolinie miałam na sobie raz i chociaż była piękna, to jednak czułam się w niej fatalnie. Nie dość, że wyglądałam jakbym aspirowała do roli Kopciuszka, z którym małe dziewczynki robią sobie zdjęcia na ulicy, to jeszcze czułam się w tej sukni kompletnie zagubiona. A sukni dziennej z tego okresu nie założyłabym już za żadne skarby - połączenie ogromnej spódnicy z długimi rękawami i stójką budzi we mnie chęć natychmiastowej ucieczki. 


Suknia dzienna, 1862

Gdybym miała podsumować mój sukienkowy gust, stwierdziłabym, że najbardziej lubię suknie wąskie lub o dopasowanym staniku i niezbyt szerokiej spódnicy, dość dużym dekolcie i wąskich rękawach. Nie lubię natomiast sukien obszernych i o ogromnych bufkach i spódnicach. Koniecznie dajcie znać, jakie cechy mają Wasze ulubione suknie, a co sprawia, że danego modelu nie założyłybyście za żadne skarby! 

Pozdrawiam, 
Gabrielle

24 komentarze:

  1. Bardzo fajny post :) Co do krynolin i turniur to ja mam zupełnie odwrotnie - kocham :) A lata 50, 60 i 70 są moimi ulubionymi epokami :)
    W osiemnastym wieku lubię lata 1770-1795. W późniejszych latach nie podoba mi się ta przesadnie podniesiona talia, ale już późniejsze sukienki regencyjne są jak najbardziej w moim guście :) Dziewiętnasty wiek ogólnie lubię cały, oprócz lat 30. Nie znoszę wieku XVII, XVI ani wcześniejszych, nie przepadam za XXw. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! No popatrz, to rzeczywiście w kwestii XIX wieku nasz gust jest zupełnie inny! Co do XVI i XVII wieku, to ja właśnie często naprawdę chciałabym założyć coś z tego okresu, ale po prostu wiem, że zupełnie bym się w tych sukniach zgubiła :/

      Usuń
  2. Z Twoją sylwetką wyglądałabyś pięknie we wszystkich sukniach :)
    Co do 1795-1815 i lat 40. XIX wieku zgadzamy się obie, natomiast chętnie zbawiłabym w tym rankingu kobiece krynoliny na rzecz strącenia w piekielną otchłań workowatych lat 20. XX wieku 3:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, obawiam się, że nie :D Ja mam do krynolin bardzo mieszane uczucia. Uwielbiam oglądać balowe, ale wiem, że gdybym jakąś założyła, czułabym się okropnie :/

      Usuń
  3. O ile na początku wręcz 'uczepiłam' się osiemnastego wieku, tak z czasem moje gusta się poszerzają. Teraz moje ulubione okresy to: od 1690 do lat 70 XVIII wieku, 1840, renesans z talią na swoim miejscu (czasy Anny Boleyn). Można zauważyć sylwetkę która powtarza się w tych okresach- stożek, talia na swoim miejscu, zaznaczone biodra. Ostatnio przekonałam się do późnego średniowiecza i zaczynam coraz przychylniej patrzeć na 1880 który zawsze kojarzył mi się z surowością i Mcgonagall z Harrego Pottera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, widać, że masz bardzo sprecyzowane oczekiwania wobec sukien! Ja lubię zarówno te, które podkreślają talię, jak i te, które mają ją podniesioną - ale tylko wtedy, kiedy są uszyte z bardzo delikatnych materiałów :) Suknie z lat 1880-tych są cudowne, ale jakoś np siebie w nich sobie nie wyobrażam, chociaż kto wie, może kiedyś :)

      Usuń
  4. No zdecydowanie moją miłością nie są bufki :D Co, biorąc pod uwagę moje szerokie biodra, jest trochę dziwne - teoretycznie powinnam wyglądać bardziej proporcjonalnie, tym czasem czuję że jest wręcz przeciwnie. Ciężko przejść mi przez lekko kiczowate/przesadnie romantyczne detale (lata 20 i 50). Za to lubię wszelkie dziwne stelaże (II turniura <3), intensywne kolory (dlatego nie dla mnie smętne lata 40;)) i błyskotki. Plus najlepiej jeżeli mają talię na swoim miejscu. Nie do końca potrafię to opisać, ale kiedy tak myślę o tym co mi się najbardziej podoba to pierwszą rzeczą jaka przychodzi mni do głowy jest "onieśmielające". Nie jestem pewna czy to ze względu na ilość detali (bo oczywiście większość to suknie balowe/wieczorowe), dające po oczach kolory czy na to jak podświadomie chciałabym być postrzegana (w sumie mam nadzieję że to nie to, raczej niezbyt dobrze by to świadczyło o moim charakterze). Nie wiem, wolę nie wnikać, na dłuższą metę często wystarczy mi że suknia będzie czerwona :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, niechęć do bufek zdecydowanie nas łączy :D Lata 40-te wcale nie są smętne, przecież wtedy też noszono suknie w intensywnych kolorach! :D Uwielbiam Twój sukienkowy gust, jest bardzo podobno podobny do mojego - też mam słabość do sukien wieczorowych i błyskotek, dlatego wszystkie suknie, które szyjesz, niezmiennie mnie zachwycają. No i rzeczywiście, "onieśmielający" efekt osiągasz bez żadnego trudu! :)

      Usuń
  5. mam teraz podobne rozterki przed robieniem lat 1910+. jestem może i strzelista (180cm), ale też i jestem "gruszką" :D o efekcie kolumny mogę tylko pomarzyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież jak założyć odpowiedni gorset, to na pewno będziesz wyglądać wspaniale! Poza tym nawet wtedy były z pewnością kroje odpowiednie dla pań-gruszek :)

      Usuń
  6. Jak dla mnie, to możesz nosić każdą historyczną suknię bez najmniejszej ujmy na urodzie...ale rozumiem, że w jednych czujesz się lepiej a w drugich gorzej. Ja póki co nie mogę się zdecydować który okres w modzie lubię tak naj, najbardziej. Chyba robe a' la anglaise jest suknią, w której czułabym się najlepiej (ech,może dane mi będzie kiedyś coś takiego włożyć)
    Tak poza tym podobają mi się i tiurniury i krynoliny (chociaż te drugie mniej), nie przepadam za
    bufkami i dużą ilością falban, a w ogóle,to w dawnych sukniach najpiękniejsze jest to, że są długie i po prostu kobiece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo się cieszę, że tak myślisz :) Mimo wszystko wolę unikać sukien ze zbyt dużymi bufkami, tak na wszelki wypadek :D Robe a l'anglaise ogólnie jest jedną z najpiękniejszych sukien, jakie kiedykolwiek powstały i myślę, że każda kobieta wygląda w niej wspaniale. Mam nadzieję, że kiedyś będziesz miała okazję spełnić swoje marzenie! :)

      Usuń
  7. Z sukniami historycznymi jest tak samo jak ze współczesnymi ubraniami - wejść w nie można, ale nie zawsze będzie się w nich dobrze wyglądało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak niestety wydaje :/

      Usuń
  8. Nigdy nie miałam na sobie sukni historycznej, ale mam swoje ulubione kroje, inne natomiast mnie nie zachwycają. I tak w XIX w. nie przepadam za dwiema pierwszymi dekadami oraz latami 1860 ( ten kształt krynoliny - uwielbiam za to dekadę wcześniejszy). Resztę stulecia już lubię, ale raczej suknie wieczorowe i balowe ( dzienne podobają mi się mniej więcej od lat 1870). Jeśli chodzi o XVIII wiek, to odstraszają mnie robes volantes i przesadny przepych sukni dworskich, ale za innymi krojami przepadam. Lubię także renesans i siedemnastowieczne suknie ze stojącymi kołnierzami, natomiast zupełnie nie pociąga mnie wiek dwudziesty. Generalnie jestem fanką bufek, falban i koronek ( byle nie w ilościach przekraczających granicę dobrego smaku).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też, gdybym miała wybierać, wybrałabym kształt krynoliny z lat 50-tych :) Ale z kolei uwielbiam zarówno robes volantes, jak i suknie dworskie - są ogromne, ale jakoś nie przytłaczają mnie swoich przepychem tak, jak krynoliny.

      Usuń
    2. Dodam jeszcze, że ja również nie znoszę określenia "niehistoryczna uroda" - to brzmi tak, jakby pewne typy sylwetek, rysów czy kształty twarzy w przeszłości nie istniały :)
      "Uroda z określonej epoki" - można pomyśleć, że w danym okresie wszystkie panie były do siebie podobne... Osobom używającym tego zwrotu na pewno chodzi o to, że ktoś przypomina ideał urody z danej epoki, ale warto byłoby jednak doprecyzować, bo później ktoś dochodzi do wniosku, że do tego wzorca były podobne wszystkie panie (spotkałam się np. ze stwierdzeniem, że w XIX w. każda dama miała idealnie gładką cerę, a w XVII wszystkie bez wyjątku były pulchne).

      Usuń
    3. Cieszę się, że mamy do tej kwestii takie samo podejście :) Ja ogólnie lubię, kiedy wszystkie określenia się doprecyzowane, dlatego np nigdy nie używam w stosunku do mody takich określeń, jak "regencyjna" albo "wiktoriańska". Tak samo, jak bardzo nie lubię ogólników - to tak, jakby stwierdzić, że w XXI wieku wszystkie kobiety są anorektyczkami. Swoją drogą naprawdę żal mi drobnych kobiet, którym przypadło żyć w połowie XVII wieku - noszenie tych ogromnych sukien nie mogło być dla nich zbyt komfortowe ;/

      Usuń
  9. Moda lat 1770-1795 też w moim typie bardzo jest:) Zresztą, suknie z XVIII wieku ogólnie bardzo mi się podobają, bo były urozmaicone, ale jakby to powiedzieć, nie za bardzo przeładowane, tak jak np. w połowie XIX wieku. I krynoliny nie chciałabym nosić, a w panier bym wytrzymała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo, jak Ty! O ile wielkie paniers mnie nie odstraszają, o tyle krynoliny już tak :)

      Usuń
  10. Bardzo podobał mi się ten wpis, to prawda że niestety nie zawsze możemy nosić to co nam się podoba bo zwyczajnie nie pasuje do naszej figury. Ma to też przełożenie oczywiście i na teraźniejszość. Ubiegłego lata jak i wcześniej modne były na przykład koszule i bluzki a la mgiełki, dosyć prześwitujące. Dziewczyny z małym biustem wyglądają w nich ekstra, bardzo bardzo mi się podobają. Ale jak ja przymierzałam takie koszule z moim dużym biustem wyglądam wręcz bardzo wulgarnie :) No i nie ponoszę.
    Ja mam wrażenie, że Ty ze swoją figurą wyglądałabyś dobrze w niemalże każdej sukience, ale jak się wczytałam w tekst to rzeczywiście nie jest to tak kolorowe jak mi się wydawało, bo tak jak napisałaś w różnych epokach był inny kanon urody i też nie widzę Cię w ogóle w wielkich sukniach, bo utonęłabyś w tonie tych materiałów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Rzeczywiście, mały biust chyba w ogóle ma to do siebie, że rzadko kiedy wygląda wulgarnie (nawet, jak jest odsłonięty :D ). Na szczęście za modą tych epok, w których tonęło się w tonie materiałów, nigdy nie przepadałam, więc przynajmniej nie jest mi smutno, że moja sylwetka tak bardzo się z nią rozminęła :D

      Usuń
  11. Może się przydać do słowniczka
    http://www.wilanow-palac.pl/files/70_toiowo-sites-slowniczek.html

    OdpowiedzUsuń
  12. :) No właśnie dobrze do ujęłaś, dla mnie z powodu moich kształtów, najlepsza byłaby moda średniowieczna i renesansowa, natomiast XVII i XX wiek to już tragedia dla takich puszystych kobietek jak ja

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger