04.02.2015

Dlaczego noszę suknie historyczne?

Dziś przygotowałam dla Was post nieco inny niż zwykle. Tym razem nie będę opowiadać Wam o żadnym okresie w historii mody ani o nowej sukni, która znalazła się w mojej szafie. Chciałabym natomiast powiedzieć Wam, dlaczego właściwie noszę suknie historyczne i co chciałabym dzięki nim osiągnąć. Jeśli jesteście ciekawi, serdecznie zapraszam do lektury! 




Kiedy pierwszy raz, kilka lat temu, postanowiłam zamówić moją pierwszą suknię historyczną, większość pukała się w czoło. Bo po co inwestować w coś tak bezużytecznego, co założę raz, najwyżej dwa razy? I pewnie wiele osób, które wchodzą na mojego bloga po raz pierwszy (albo i drugi i trzeci) zastanawia się nad tym samym. Dla mnie tymczasem noszenie sukien historycznych stało się kwestią tak oczywistą, że właściwie przestałam widzieć w tym cokolwiek niecodziennego. Lecz chociaż powód, dla którego uwielbiam je nosić, jest właściwie niezmienny od lat, to to, czym kieruję się przy ich wyborze i cele, które chcę dzięki nim osiągnąć, są dziś już zupełnie inne niż kiedyś. 


Moja pierwsza suknia niedługo skończy pięć lat.
Zupełnie nie historyczna, z każdym rokiem uwielbiam ją bardziej.

Odkąd pamiętam, zawsze byłam niepoprawną marzycielką, indywidualistką i wielbicielką wszystkiego, co piękne. Jednocześnie nie do końca odnajdywałam się wśród tego, co oferowała mi współczesność - nigdy nie czytałam książek mających mniej niż sto lat i potem nie do końca potrafiłam odnaleźć się wśród XXI-wiecznej mody, przedmiotów, czy nawet sposobu prowadzenia rozmów. Dziś współczesność wydaje mi się bardziej atrakcyjna, niemniej w dalszym ciągu jestem marzycielką i szukam sposobów na ucieczkę od banału i wszystkiego, co masowe. Jedną z takich ucieczek są właśnie suknie historyczne i to, co się z nimi wiąże, a więc możliwość uczestniczenia w sesjach, piknikach czy balach. Już od wielu lat moim mottem są słowa Baudelaire'a, że rozsądni nie śnią snów tak pięknych jak szaleńcy. To prawda. Noszenie sukien historycznych nie jest rozsądne, ale sprawia, że mogę śnić na jawie najpiękniejsze sny. I jest to jeden z tych powodów ich noszenia, które są niezmienne od początku. 


Moja pierwsza suknia - odsłona druga

To, co się zmieniło, to mój stosunek do tego, jak do tych sukien podchodzę. Kiedy pięć lat temu zamówiłam swoją pierwszą suknię, patrzyłam na modę historyczną w sposób całkowicie oderwany od historycznego kontekstu i rozpatrywałam ją tylko i wyłącznie w kategoriach estetycznych. Przy zakupie pierwszej sukni, inspirowanej najmniej historycznym źródłem z możliwych, a więc filmem kostiumowym, kierowały więc mną tylko i wyłącznie chęć założenia wspaniałej, długiej sukni i zrobienie sobie w niej zdjęć. Dziś takie podejście już mi nie odpowiada. Jak  zapewne większość z Was wie, od pewnego czasu modą interesuję się przede wszystkim na gruncie teoretycznym. Staram się obserwować ją w jak najszerszym kontekście, biorąc pod uwagę jak największą ilość czynników, które mogły na nią wpływać, a więc kulturę, sztukę, politykę i obyczaje danego okresu. I to właśnie "badanie" mody od strony teoretycznej daje mi dziś największą radość i satysfakcję. Samo noszenie sukien przestało być celem, dla którego się tym zajmuję, a stało się środkiem, które prowadzi do poznania mody, a tym samych ówczesnych ludzi, niejako od podszewki. 


Moja ulubiona ze wszystkich - suknia wieczorowa z 1910 roku.
Gdyby pod spodem pojawił się gorset, byłaby historycznie poprawna sielanka. 

Suknie historyczne stały się więc dla mnie przede wszystkim świetnym pretekstem do poznawania historii. Jednocześnie widzę w nich wielki potencjał "edukacyjny" - prezentowanie sukni na żywo o wiele bardziej przemawia do wyobraźni niż prezentowanie jej tylko na obrazach i rycinach. Tym samym zmieniło się to, czym kieruję się przy zamawianiu kolejnych modeli - inspiracji szukam już nie w filmach, lecz wśród obrazów, rycin i eksponatów muzealnych. Chciałabym, żeby moje suknie były jak najbardziej poprawne historycznie i żeby ludzie, którzy będą oglądać je na zdjęciach lub na żywo, mogli na ich podstawie budować swoje wyobrażenie o modzie danej epoki. Z tego względu postanowiłam, wbrew temu, co robiłam wcześniej, dbać też o jak największą poprawność (oczywiście w miarę możliwości) fryzury, makijażu i dodatków. Postanowiłam więc tym samym łączyć przyjemne z pożytecznym, a więc możliwość noszenia sukien z walorami "edukacyjnymi". 


Fot. Weronika Mamot.
Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby na suknię z lat 1780 wybrać różową, poliestrową satynę.
Tak, jakbym chciała zawołać: niech żyją XVIII-wieczne stereotypy!

Tym samym jednak oddzieliłam okresy w modzie, którymi interesuję się stricte teoretycznie (przede wszystkim lata 1770-1804), od tych, z których suknie chciałabym nosić. Jednocześnie chciałabym, żeby każda nowa suknia była dla mnie pretekstem do dokładnego poznania historii, a także żeby to, jak ją zaprezentuję na blogu, przekazywało coś więcej niż tylko "ładną suknię". Chociaż bardzo lubię uczestniczyć w takich wydarzeniach jak pikniki i bale, to moim największym marzeniem są sesje zdjęciowe z historią w tle - tak jak to było w przypadku Damy kameliowej, gdzie mogłam nie tylko wcielić się w rolę Małgorzaty Gautier, ale również dokładnie pokazać, co noszono w latach 1840-tych. Oprócz bohaterek literackich marzy mi się także wcielenie w postacie historyczne, a tym samym - wykorzystanie sukien historycznych do snucia różnego rodzaju historii. Nie jestem ani modelką, ani aktorką, ale wydaje mi się, że tego typu "narracyjne" sesje mają dużo większy sens, niż zwykłe zaprezentowanie sukni. I sprawiają mi o wiele większą radość i satysfakcję! 

Fot. Olga Jonarska
Dama Kameliowa - sesja (i suknia) moich marzeń.

Co tu dużo mówić - ja po prostu uwielbiam nosić suknie historyczne. A jeśli przy okazji uda mi dzięki nim się zrobić coś pożytecznego, czyli pokazać, jak ubierano się w danym okresie albo zachęcić kogoś do nauki historii - to będzie to dla mnie już po prostu szczyt szczęścia. A już w jednym z następnych postów opiszę, czym kieruję się przy wyborze sukien i jakie epoki lubię najbardziej. Tymczasem koniecznie dajcie znać, co Wy myślicie o noszeniu sukien historycznych! 

Pozdrawiam, 
Gabrielle 

22 komentarze:

  1. Nawet nie wiesz, jak lubię takie posty czytać i pisać też :D
    "Przy zakupie pierwszej sukni, inspirowanej najmniej historycznym źródłem z możliwych, a więc filmem kostiumowym, kierowały więc mną tylko i wyłącznie chęć założenia wspaniałej, długiej sukni"
    "inspiracji szukam już nie w filmach, lecz wśród obrazów, rycin i eksponatów muzealnych"
    To chyba droga sporej części z nas :)

    Dla mnie suknie są przede wszystkim pomocą w przenoszeniu się w czasie. Lubię też, jak z każdą z nich wiąże się jakaś historia. Wtedy łatwiej osadzić suknię w kontekście historycznym / kulturowym / literackim, a to w tych przebierankach lubię najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też uwielbiam je czytać u innych, więc postanowiłam sama też taki napisać :D Myślę, że tak, bo filmy kostiumowe jednak bardziej rzucają się w oczy i przemawiają do wyobraźni niż na przykład ryciny :) Też lubię, kiedy z daną suknią wiąże się jakaś historia :)

      Usuń
  2. Ach, jak trafiłaś z tym postem! :) Akurat niedawno sprezentowałam sobie pierwszą empirkę. Co prawda nie jest to suknia typowo historyczna (ma suwak z tyłu), ale i tak mi się podoba. :)

    Gabrielle, imponuje mi Twoje podejście do tematu historii mody. Ja sama traktuję ją raczej na luzie i czysto hobbystycznie, ale nie zmienia to faktu, że cenię sobie wysoko Twojego bloga. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam na facebooku! Nie mogę się doczekać, kiedy ją zaprezentujesz na sobie :) Dziękuję! Ja na początku też zupełnie inaczej do niej podchodziłam, ale po jakimś czasie tak mnie to wciągnęło, że już chyba nie ma odwrotu i muszę się temu poświęcić całkowicie :)

      Usuń
  3. Podoba mi się motto "rozsądni nie śnią snów tak pięknych jak szaleńcy".
    Ja noszę dlatego, że Was poznałam. Wcześniej się wstydziłam. Ale w grupie zawsze raźniej :) Na jedną wariatkę ludzie dziwnie patrzą, ale jak takich jest więcej to od razu inaczej jesteśmy postrzegane.
    Uwielbiam nosić takie suknie. Pozwala mi to łudzić się nadzieję, że żyję w XIX wieku (kto wie, może moja maszynka czasu i do XVIII mnie kiedyś przeniesie?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że w grupie zawsze raźniej :) Sama też bym raczej nie wyszła w sukni historycznej, potrzebuję choć jednej osoby obok, choćby we współczesnym ubraniu :) Oby, jestem bardzo ciekawa, jakbyś wyglądała w XVIII-tym! :)

      Usuń
  4. U mnie to trochę tak jak niektórzy pasjonują się współczesną modą, tak i ja pasjonuję się modą, tyle że historyczną i wszystkim co należy do przeszłości, a szczególnie dlaczego coś powstało, jak później kształtowały się losy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mamy bardzo podobne podejście :)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy post! :)
    ,,szukam sposobów na ucieczkę od banału i wszystkiego, co masowe". - Jakbym czytała o sobie! Noszenie strojów historycznych daje tą właśnie niezwykłą możliwość ucieczki od współczesnej bylejakości, masowych towarów itd. Ja patrząc na takie piękne historyczne stroje, czy to na zdjęciach rekonstruktorek czy obrazach z epoki, zastanawiam się, jak to jest, że dzisiaj niewiele rzeczy ma tak wyjątkową wartość estetyczną... Jakoś nie potrafię odnaleźć się we współcześnie lansowanej modzie, chwilowych fenomenach tego czy tamtego... O wiele bardziej podoba mi się moda, która przeminęła jakieś 200 lat temu... :) Oficjalnie przeminęła - bo dzięki osobom takim jak Ty i innym dziewczynom z Krynoliny ona trwa nadal! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Myślę, że wiele z nas, noszących tego typu stroje, traktuje to właśnie jako ucieczkę od banału. Chociaż powiem szczerze, że ja ze współczesną modą już się pogodziłam i potrafię znaleźć w niej elementy, które mi się podobają :)

      Usuń
  6. Czytając Twojego bloga zawsze myślałam, że to teoretyczne zainteresowanie modą było pierwsze, a noszenie sukien historycznych przyszło później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, właśnie było na odwrót! Ale cieszę się, że w końcu jednak zainteresowałam się nią bardziej teoretycznie :D

      Usuń
  7. Mnie historia mody na dobre zainteresowała właśnie dzięki Tobie i innym dziewczynom z Krynoliny. :) Chociaż...marzenie o posiadaniu pięknej historycznej sukni zawsze gdzieś tam we mnie siedziało. Początkowo także byłam zafascynowana tylko literaturą i sztuką dawnych czasów. Zastanawiałam się jak to możliwe, że ludzie nie dostrzegają tego piękna i estetyki wieków minionych lub po prostu nie chcą uczynić z nich części swojego życia... Wpadłam w skrajność, bo wszystko co związane z dawną kulturą poddawałam idealizacji. A przecież każda epoka miała też swoje cienie....
    Wbrew pozorom strój dawniej miał ogromne znaczenie...o wiele większe niż dzisiaj. Dobrze, że Polsce działają ludzie zajmujący się tym tematem tak wnikliwie jak Ty. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dla nas wszystkich ogromny komplement i radość, serio :D Też miałam czas, że wydawało mi się, że kiedyś to było cudownie i idealnie... ale zdecydowanie wolę o tym wszystkim czytać własnie teraz, kiedy wiem, że wcale tak nie było :)

      Usuń
  8. Masz dużo racji w tym, że mi laikowi o wiele łatwiej sobie wyobrazić cokolwiek jak widzę suknie które pokazujesz no te z muzeów a już w ogóle jak są na Tobie właśnie okraszone sesją i opowieścią. Dla mnie to ma jak najbardziej walory edukacyjne. A że Ty w tym pięknie wyglądasz i jeszcze masz radochę no to super. Ciągle Ci zazdroszczę że masz okazje nosić takie piękności :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Joko! Cieszę się, że tak to odbierasz :)

      Usuń
  9. Bardzo ciekawy post! To co piszesz jest mi bardzo bliskie.Cieszę się, że są osoby tak pozytywnie zakręcone w temacie dawnej mody.Czerpię dużo z Twojego bloga i nie czuję się osamotniona z tego powodu,że zachciewa mi się uszyć suknię historyczną.Ty i inne dziewczyny z Krynoliny zainspirowałyście mnie! Pozdrawiam i czekam na kolejne posty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Uszyj sobie koniecznie, to naprawdę wspaniałe uczucie, kiedy się ubierze taką suknię :)

      Usuń
  10. ach wyglądasz jak lady angielska :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz idealną urodę do takich sukien. Mimo że one są takie ciężkie, hojnie ozdobione a Ty dość eteryczna wyśmienicie się uzupełniacie :-*

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też uwielbiam nosić moje suknie historyczne, bardzo dobrze się w nich czuje, chociaż ostatnio :P w moim stanie częściej widać spodnie dresowe i bardzo luźne koszulki. Ale wracając do głównego tematu, ubierając się w stroje historyczne czuję się bliżej ludzi z tamtych lat, tak jakby każda suknia była czymś w rodzaju wehikułu, faktycznie, może były wtedy mordy, kobiety nie były "takie wolne" ale już nie raz się przekonał, że są to stereotypy ludzi myślących tak o tamtych epokach. Skoro średniowiecze nie było wiekiem ciemnym, to nie było też wiekiem ogromnych gwałtów i rabunków, zdarzało się ależ owszem, ale pierwszą i tragiczną, i najbardziej brutalną wojną były I i II wojna światowa, wtedy mieli ludzie w nosie, czy ktoś się schronił w kościele, szpitalu, itd. W średniowieczu panowały inne zasady, nie można było naruszyć kościoła i szpitala, bo automatycznie było się potępionym. No ale znowu gadam do rzeczy. Ubierając się w moje sukienki, się przenoszę do tamtej epoki, marzę i tęsknię za tamtym światem. Światem nieskrępowanym.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger