16.01.2015

Jak wyglądałaby moja garderoba, gdybym żyła w epoce dyrektoriatu (1794-1799)

Dziś, zgodnie z zapowiedzią, chciałabym opowiedzieć Wam o ulubionych krojach i dodatkach największych fashion victims epoki dyrektoriatu. Nie będzie już pompatycznego malarstwa i wzniosłej ideologii, którą dokładnie opisałam tutaj, lecz biel i negliż zaprawione odrobiną antycznego szaleństwa. Żeby nieco uprzyjemnić lekturę, postanowiłam sama wcielić się w rolę jednej z ówczesnych dam i opowiedzieć Wam o tym, co powinno byłoby znajdować się w mojej bardzo modnej garderobie. Jeśli więc jesteście ciekawi jej zawartości, serdecznie zapraszam do lektury! 


Francois Gerard Pani Barbier-Walbonne, 1796

Gdybym żyła w epoce dyrektoriatu, byłabym jedną z szalonych merveilleuses. Należałabym nie do arystokracji, lecz burżuazji, a więc bogatego mieszczaństwa, które w tamtym czasie całkowicie przejęło ster mody i kultury. Poranki spędzałabym na lansowaniu się po Tuileriach, a popołudnia - na rozmowach i zabawach w słynnym salonie madame Tallien. Byłabym kobietą nowoczesną, więc całkowicie odrzuciłabym elementy mody ancien regime'u, takie jak sznurówki, żakiety z talią umieszczoną na swoim naturalnym miejscu, dwuczęściowe suknie i peruki, a szafę wypełniła cienkimi sukienkami z talią umieszczoną pod biustem, obszernymi szalami i kapeluszami w kształcie budek. 

Merveilleuses spacerująca po Polach Elizejskich, 1798 (źr.)

W latach 1794-1800 poranny negliż niewiele również się właściwie od sukien wkładanych na spacery. W modzie były suknie jednoczęściowe, bez oddzielnie krojonego stanika, ściągane pod biustem za pomocą sznurka lub wstążki. Te poranne zaopatrzone były najczęściej w pokaźnych rozmiarów dekolty i długie rękawy zakrywające dłoń. Hitem stały się koronkowe czepki z woalką zasłaniającą twarz - tak urokliwe w swej szpetocie, że z pewnością dopełniałabym nimi każdą swoją poranną stylizację. W ramach negliżu mogłabym zdecydować się na przykład na prostą, białą suknię z kopertowym przodem oraz  bawełniany czepek ozdobiony piękną woalką z koronki (na pewno świetnie ukryłaby cienie pod oczami po spędzonej na intensywnym balu nocy): 


Rycina z 1798 roku (źr.)

A gdyby zrobiło się chłodniej, mogłabym zarzucić na siebie dodatkowo obszerny, kolorowy szal ozdobiony antycznym motywem meandra. Szale w ogóle były wtedy niezwykle popularne i bardzo często stanowiły jedyne okrycie ubranej jedynie w cienką, muślinową sukienkę damy:


Rycina z 1798 roku (źr.)

Suknie spacerowe, tak jak poranne, szyte były wówczas przede wszystkim z bawełny. Najbardziej ceniono tkaniny cienkie, które zdecydowanie więcej odkrywały niż zasłaniały. W swojej najbardziej skrajnej formie codzienny strój składał się z pół-przezroczystej, białej sukienki na ramiączkach, pod którą noszono jedynie sięgającą kolan koszulę spodnią i - ewentualnie - przepaskę delikatnie unoszącą biust. Stylizacji dopełniały rzymskie sandałki noszone na bosych stopach:


Louis-Leopold Boilly Bez konwenansów, 1797 (fragment)

Do mnie przemawiałyby jednak także bardziej romantyczne stroje, jak ta urocza, biała sukienka z niewielkimi bufeczkami i żółtą spódnicą spodnią:


Rycina z 1798 roku (źr.)

Jako że we Francji pogoda raczej nie rozpieszcza, modne damy chętnie zaopatrywały się wówczas w różnego rodzaju okrycia. Z mody angielskiej przeszedł do mody francuskiej między innymi spencer, a więc krótki, najczęściej kolorowy żakiecik:

Rycina z 1800 roku (źr.)

Gdy jednak damie w dalszym ciągu było chłodno, mogła założyć długą do ziemi, wykończoną futerkiem pelisę. Poniższa, pochodząca z 1798 roku, z pewnością znalazłaby się w mojej szafie: 


Rycina z 1798 roki (źr.)

Suknie wieczorowe w epoce dyrektoriatu niewiele właściwie różniły się od dziennych. Były tak samo wydekoltowane i zaopatrzone w krótkie rękawki, częściej posiadały jednak treny, a bardzo modnym kolorem stała się wśród nich czerń. W mojej szafie bez wątpienia nie mogłoby zabraknąć takiej dostojnej, czarnej kreacji: 

Rycina z 1799 roku (źr.)

Innym ciekawym strojem wieczorowym była tzw. suknia pół-turecka. Składała się ona z białej sukni spodniej i zakładanej na nią kolorowej i otwartej pod biustem sukni wierzchniej, bardzo często zaopatrzonej w tren:

Rycina z 1799 roku (źr.)

Suknie balowe z kolei zazwyczaj pozbawione były trenu, a ich bardzo modne uzupełnienie stanowiły tuniki naśladujące greckie apoptygmy, czyli wywinięte na wierzch górne części tkaniny, bardzo często układające się w tzw. jaskółczy ogon, który swoim krojem naśladowały właśnie tuniki epoki dyrektoriatu. Taka fantazyjna tunika z pewnością wspaniale układała się podczas tanecznych obrotów:


Rycina z 1799 roku (źr.)

Wśród fryzur w latach 1794-5 królowały rozpuszczone, sięgające ramion loki, które bardzo często zdobiły kapelusze w kształcie budek. Przyznam szczerze, że jestem wielką fanką tego typu uczesania i chyba nosiłabym je długo po tym, kiedy wyszłoby ono z mody: 

Fragment ryciny z 1795 roku (źr.)

Jeśli chodzi o wielkość owych budek, to ówczesne elegantki nie znały w niej żadnej miary, co natychmiast zresztą znalazło odbicie na ówczesnych karykaturach:

Karykatura z okresu dyrektoriatu (źr.)

Wkrótce prawdziwym hitem stała się także wylansowana przez Davida fryzura a la Titus - z krótko obciętych włosów. Obcinanie włosów przez kobiety w epoce dyrektoriatu miało swego rodzaju wymiar symboliczny - stanowiło utożsamienie się z ofiarami rewolucji, którym zawsze ścinano włosy przed zgilotynowaniem, oraz było nawiązaniem do greckich tradycji żałobnych, które ściananie włosów nakazywały członkom najbliższej rodziny zmarłego. Poniżej - fryzura a la Titus na rycinie z 1798 roku: 

Rycina z 1798 roku (źr.)

Paniom, które postanowiły swoje włosy jednak zachować (a ja z pewnością bym do nich należała), moda końca wieku oferowała także ogromną ilość różnego rodzaju uczesań w stylu greckim, rzymskim i etruskim. Były one najczęściej luźno upięte i sprawiające wrażenie artystycznego nieładu: 


Fragment ryciny z 1798 roku (źr.)

Niezbędnym dodatkiem każdej elegantki stały się tzw. reticules - niewielkie torebki na drobiazgi. Aż do czasu dyrektoriatu przechowywano je w kieszeniach umieszczanych pod spódnicą spodnią, jednak wejście w modę sukien jednoczęściowych uniemożliwiło ten proceder. Reticules przybierały nieraz naprawdę fantazyjne kształty, takie jak ananas albo rzymska urna: 


Reticule, ok. 1800, KCI (źr.)

Istotnym przemianom w epoce dyrektoriatu uległo także obuwie. W zapomnienie odeszły bogato haftowane pantofelki na obcasach, modne stały się natomiast, oprócz rzymskich sandałków, kolorowe, płaskie buciki o wydłużonych noskach, przypominające nieco współczesne balerinki. 


Pantofelki, ok. 1800 (źr.)

Muszę przyznać, że moda okresu dyrektoriatu jest dość specyficzna i w porównaniu z sukniami noszonymi w czasie konsulatu i cesarstwa, mało atrakcyjna wizualnie. Takie elementy stroju, jak czepki z koronkową woalką czy rzymskie sandałki bardzo szybko odeszły zresztą w zapomnienie. Wydaje mi się jednak, że moda tego okresu stanowi naprawdę świetną, historyczną ciekawostkę. Jestem bardzo ciekawa, jakie jest Wasze zdanie na jej temat! 

Pozdrawiam, 
Gabrielle 

35 komentarzy:

  1. Pani Barbier-Walbonne jest świetna, w muślinach i rękawiczkach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo lubię lekkość tych sukni i ich linię - maleńki stanik i cudowne plisy w tyle sprawiają, że mogłabym nosić te suknie cały czas <3 Nieco późniejsze też są ok, tak do lat 20. ale mimo wszystko nie mają już tej zwiewności i delikatności, którą tak lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mimo wszystko chyba wolę jednak okres konsulatu - suknie też były zwiewne, a jednocześnie jakieś takie bardziej eleganckie i bardziej sprecyzowane :)

      Usuń
  3. Jestem dziś trochę zmęczona i kiedy zobaczyłam panią w krótkich blond, zaczesanych do góry włosach i przeczytałam: "Davida" zaczęłam szukać,gdzie zgubiłaś nazwisko "Bowie":)
    A przy okazji żarcik: - Dlaczego warto pytać Davida? - Bo wie.
    Pozdrowionka i dzię ki za kolejny ciekawy wpis:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spodobał! Haha, rzeczywiście, ta fryzurka ma w sobie coś z Davida Bowie :D

      Usuń
  4. Uwielbiam obszerne, nawet grube szale, ale nie zdecydowałabym się na noszenie ich jako jedynego okrycia... zdecydowanie nie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I z pewnością byłoby lepiej dla ówczesnych pań, gdyby w tamtych czasach też z tego zrezygnowały - wtedy z pewnością wiele z nich ominęłaby tzw. choroba muślinowa, na którą umarła zresztą sama Józefina.

      Usuń
  5. Mam nadzieję, że uda Ci się kiedyś skompletować wszystkie te suknie, bo bardzo mi się podobają (szalone woalki są super) :D Jestem pewna, że wyglądałabyś w nich ślicznie!
    PS. Czemu te panie mają tak nieurodziwe twarze? Może oprócz fragmentu ryciny z 1795, wszystkie wyglądają strasznie... tłusto? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Przyznam szczerze, że gdybym miała komponować garderobę z tamtych czasów, raczej poszłabym w stronę konsulatu, chociaż szalonej woalki na pewno bym sobie nie odpuściła :D Nie mam pojęcia! Ale zwróć uwagę, że pani Verninac też wyglądała podobnie :/

      Usuń
  6. Mogłabym być merveilleuses - takie budki zwłaszcza gdy ma sie tzw "bad hair day" okazałyby się zbawienne hehe ;)
    Pani Louis-Leopold Boilly to odważna kreacja nieprawdaż ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, rzeczywiście, zresztą w dyrektoriacie miałabyś do wyboru cały wachlarz kapeluszy i turbanów, także zdecydowanie byłoby w czym wybierać :D

      Usuń
  7. Czepiec z woalką jest boski- zamówiłabym taki na służbowe narady, aby do woli móc stroić miny, bez obawy popadnięcia w niełaskę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, o takim zastosowaniu nie pomyślałam, ale z pewnością byłby idealny! :)

      Usuń
  8. Przyznam, że osobliwe nakrycie głowy, zasłaniające niemal całą twarz kobiety z lutnią, przykuło moją uwagę i nie mogło się odczepić przez dłuższy czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pierwszy raz je zobaczyłam, to również nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Jest naprawdę intrygujące :)

      Usuń
  9. Suknie wyglądają pięknie. Czepki są dość dziwne, ale poranne worki pod oczami na pewno świetnie zakrywały :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, tym bardziej, że wtedy makijaż był źle postrzegany, więc tuszowanie worów kosmetykami raczej nie wchodziło w grę :D

      Usuń
  10. Louis-Leopold Boilly Bez konwenansów, 1797 - w tym bym mogła chodzić :) Świetny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  11. "tak urokliwe w swej szpetocie, że z pewnością dopełniałabym nimi każdą swoją poranną stylizację" <3 :są strasznie śmieszne, haha :D ta czarna suknia wygląda wspaniale z antycznym wzorem u dołu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo podoba mi się połączenie czerni i złotego wzoru :) Właśnie, są przezabawne i niesamowicie intrygujące, aż zastanawia mnie, dlaczego właściwie są tak mało znane.

      Usuń
  12. Strasznie podobają mi się te stroje. Mimo że skromne, jest na co popatrzeć. Tylko te kapelusze wydają mi się strasznie śmieszne. I trochę za ciężki w porównaniu do lekkich i cienkich sukienek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni chyba potrzebowali takiej równowagi - w latach 1770, kiedy suknie stały się skromniejsze, pojawiły się niebotycznie wysokie fryzury. W dyrektoriacie, dla równowagi do lekkich sukien, panie nosiły natomiast ciężkie kapelusze i turbany. Wydaje mi się, że tak to można tłumaczyć :)

      Usuń
  13. suknie - tak, budki - nie. Choć ja tam kocham sznurówki i bym się nie pozbyła :D chyba zacznę nosić na co dzień xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam sznurówki :D I w dodatku nie uważasz, że są naprawdę bardzo wygodne?

      Usuń
    2. dokładnie, wygodne i uwielbiam to, co robią z figurą. (powinnam się leczyć :P)

      Usuń
  14. Bardzo podoba mi się taki sposób okrycia jaki jest szal, ale też super wygląda taka pelisa z futerkiem. Cóż karykatura z budkami niezła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba jednak wybrałabym pelisę z futerkiem, szale jakoś tak nigdy mi się specjalnie nie podobały :)

      Usuń
  15. Ta torebeczka w kształcie ananasa jest rewelacyjna, szkoda że nie umiem szydełkować, sprawiłabym sobie taką :) a :) Gabielle :P będąc teraz w ciąży mam fazę na niemowlęce ubranka :) zrobiłaś byś jakiś pościk :P nie o dziecięcych ubrankach ale właśnie o niemowlęcych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja nie mam zielonego pojęcia, jak wyglądały osiemnastowieczne ubranka niemowlęce i obawiam się, że wtedy zupełnie nie zwracano na nie uwagi :/ Za to Asia napisała kiedyś bardzo ciekawy wpis o XIX-wiecznej modzie dziecięcej, chociaż to też już raczej w kontekście nieco starszych dzieci: http://kostiumeria.blogspot.com/2014/08/krotka-historia-mody-regencja-stroje.html

      Usuń
  16. Mimo całej różnorodności przychodzi mi do głowy jedno - zapalenie płuc :D
    Nakrycia głowy są zdecydowanym kontrapunktem, mam wrażenie, że elegantki nie mogły się oprzeć urokowi dekad poprzedzających, gdy nakrycia głowy były tak, hym, czasem rzucające się w oczy. I tak to poszło już w XIX stulecie :D Ciekawe co by było, gdyby panie postawiły za zupełną, "antyczną" prostotę ;)
    Reticules zawsze mnie wzruszają. Myślę, że to taki drobiazg, dzięki któremu można było łatwo wyrazić swój nastrój, nie tylko osobowość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zapalenie płuc to była chyba najpopularniejsza choroba tamtych czasów :/ Właśnie, mimo wszystko one wcale nie postawiły na całkowitą prostotę. Tym bardziej, że równolegle z antykiem, zaczęły się pasjonować średniowieczem, i te wszystkie fantazyjne nakrycia głowy są chyba inspirowane właśnie tym drugim :)

      Usuń
  17. Ten artykuł przypomniał mi jak na sztuce, w gimnazjum, rysowaliśmy stroje damskie i męskie wg epok :-).

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger