05.12.2014

Historia Damy Kameliowej (cz. III)

Dziś chciałabym zaprezentować Wam trzecią, ostatnią już część mojej historii Damy Kameliowej, zrealizowanej razem z Olgą (zdjęcia) i Elą (kostiumy). Jeśli nie widzieliście jeszcze dwóch poprzednich, możecie to zrobić tutaj i tutaj
Sielanka Małgorzaty i Armanda nie trwała długo. Pewnego dnia, pod nieobecność Armanda, do Małgorzaty przybył jego ojciec, żeby oznajmić jej, że związek ten zniszczy przyszłość nie tylko Armandowi, ale i jego siostrze - miała ona wyjść za mąż, ale rodzina narzeczonego uznała, że ślub nie odbędzie się, dopóki Armand będzie mieszkał z kurtyzaną. Wiedziona miłością i poczuciem obowiązku Małgorzata przyrzeka panu Duval, że opuści Armanda - i opuszcza, nie wyjawiając powodów. Wraca do Paryża, a swoją rozpacz i żal z powodu utraty ukochanego topi w alkoholu i wyniszczającym trybie życia. Armand, równie zrozpaczony, najpierw znajduje sobie nową kochankę i publicznie upokarza Małgorzatę, następnie zaś opuszcza Paryż. Pod jego nieobecność Małgorzata znów zapada na zdrowiu. Zrozpaczona, stęskniona, pisze list, w którym informuje go o swojej chorobie - ma nadzieję, że wróci, że będzie mogła zobaczyć go jeszcze jeden raz. Coraz bardziej chora, pisze także dziennik, w którym wyjawia mu prawdę o przyczynach ich rozstania - na wypadek, gdyby Armand nie zdążył już do niej przyjechać.



Dzisiaj jest 15 grudnia. Jestem chora od trzech czy czterech dni. Dziś rano pozostałam w łóżku, dzień jest posępny, jestem smutna. Nie ma koło mnie nikogo, myślę o Panu, Armandzie. A Pan, gdzie Pan jest w chwili, gdy piszę te słowa? Daleko od Paryża, bardzo daleko, jak mi powiedziano, i może zapomniał Pan już o Małgorzacie. Tak czy owak, życzę Panu szczęścia, bo Panu jedynie zawdzięczam jedyne radosne chwile mego życia. 



Dzisiaj wstałam na kilka chwil i spoza firanek patrzyłam na życie Paryża, z którym, zdaje się, zerwałam ostatecznie. W przelocie mignęło mi parę znajomych twarzy, wesołych i beztroskich. Żadna nie podniosła oczu ku moim oknom (...) Dawniej, kiedy byłam chora, Pan, który mnie nie znał, który nie usłyszał ode mnie nic prócz impertynencji tego dnia, gdy go zobaczyłam po raz pierwszy, pan przychodził co rano, żeby dowiedzieć się o moje zdrowie. I oto znowu jestem chora. 



Spędziliśmy razem sześć miesięcy. Kochałam Pana tak, jak tylko serce kobiety może kochać, a Pan jest daleko i przeklina mnie, i nie otrzymuję od Pana ani słowa pocieszenia. 



Przeżyłam szereg ciężkich dni. Nie wiedziałam, że cierpienia ciała mogą być aż tak wielkie (...) Czuwano przy mnie przez te wszystkie noce. Nie mogłam już oddychać. Gorączka i kaszel podzieliły między siebie resztki mojej nędznej egzystencji. 


W jadalni pełno cukierków, wszelkiego rodzaju prezentów przesłanych przez przyjaciół. Są wśród nich prawdopodobnie mężczyźni, którzy mają nadzieję, że później stanę się ich kochanką. Gdyby wiedzieli, co ze mnie zrobiła choroba, uciekliby przerażeni. 


Kiedy pomyślę, że może jednak nie umrę, że Pan powróci, że znowu ujrzę wiosnę, że Pan mnie jeszcze kocha i że poczniemy od nowa nasze życie sprzed minionego roku..! Jakaż jestem szalona! Ledwo trzymam w ręku pióro, którym zapisuję niedorzeczne marzenia mego serca. 



Gdybym mogła z przyszłości Pana wyrwać jeszcze jeden tylko rok, nie oparłabym się chęci spędzenia tego roku z Panem i umarłabym, trzymając rękę przyjaciela w mojej ręce. Co prawda, gdybyśmy przeżyli ten rok razem, nie umarłabym tak prędko. 



Cokolwiek się stanie, kochałam Pana, Armandzie, i byłabym już dawno umarła, gdyby nie podtrzymywało mnie wspomnienie tej miłości i mglista nadzieja, że ujrzę jeszcze Pana koło siebie. 


Nadzieja Małgorzaty okazała się jednak złudna. Gdy Armand przyjechał do Paryża, w domu Małgorzaty zastał już tylko licytację jej mebli i należących do niej przedmiotów. I ten dziennik, pisany drążą ręką, którego treść urwana została w połowie zdania. 

Pozdrawiam, 
Gabrielle 

...
Fot. Olga (Caeruleus Berolinensis)
Mod. Ja (La reine de retro)
Makijaż: Ja (La reine de retro)
Bielizna (gorset i koszula): Ela (Kostiumy Ms. Nelly)
W notce wykorzystałam fragmenty Damy Kameliowej Aleksandra Dumasa w tłumaczeniu Stanisława Brucza, wyd. Świat Książki. 

27 komentarzy:

  1. Już ci kiedyś pisałam że i pomysł, i realizacja tej serii jest po prostu genialna. Co nie zmienia faktu że nie lubię tych zdjęć. Są po prostu przerażające ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Są, zgadzam się :D Ale tych najbardziej "ekstremalnych" i tak nie zmieściłam :D

      Usuń
  2. No cóż, nie napiszę Ci, że wyglądasz promiennie i kwitnąco, za to mogę wyrazić podziw dla niebanalnego pomysłu i świetnego wykonania. :) Wiesz, tak swoją drogą - od jakiegoś czasu Dama Kameliowa kojarzy mi się właśnie z Tobą i chyba tak już pozostanie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo, Lukrecjo! To chyba znaczy, że osiągnęłam swój cel :D

      Usuń
  3. Jak zwykle piękne zdjęcia. Jesteś idealną modelką i dobrze wykorzystałyście z Olgą światło. Podoba mi się szczególnie kontrast tego miękkiego z boku w początkowych zdjęciach i trupiobladego w ostatnim. Choć to ujęcie faktycznie jest przerażające :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo, Porcelanko! Ale wiesz, przynajmniej te ostatnie sobie odpuściłam, bo nawet dla mnie są nieco zbyt przerażające :D

      Usuń
  4. Strasznie smutna historia. Lubie takie nieszczęśliwe zakończenia, bo według mnie są bardziej prawdziwe. Zdjęcia wyszły cudownie. Na ostatnim, przez to światło i biel pościeli, wyglądasz bardzo blado, jakbyś naprawdę była chora. Świetny klimat, udało Ci się to mistrzowsko. Chętnie zobaczyłabym jeszcze inne Twoje interpretacje powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Bardzo mi zależało, żeby wyszło jak najbardziej realistycznie, chociaż nie ukrywam, że z tych zbyt realistycznych w końcu zrezygnowałam - uznałam, że są jednak nieco zbyt przerażające :D Też bardzo chętnie powtórzyłabym kiedyś taki projekt! :)

      Usuń
  5. Jesteś idealną Małgorzatą. Tylko na scenę teraz! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co przerażającego klimatu zdjęć, powiem Ci, że w liceum robiłam z koleżanką zdjęcia "traviatowe" i mój makijaż dla umierającej Violetty naprawdę mógł przyprawić o zawał. Miałam pod oczami cienie i trupio blade usta, wyglądałam dosłownie jakby zostały mi ostatnie sekundy życia... Chyba już nie mam tych zdjęć bo zginęły wraz z odejściem świętej pamięci dysku starego laptopa, ale były mocne :D

      Usuń
    2. Dziękuję, Ren! I dziękuję za uspokojenie, że jednak nie wyszło mi aż tak bardzo przerażająco :D Swoją drogą aż mnie zaciekawiło, jak Ty wyglądałaś w stylizacji na Violettę! Aż nie mogę sobie wyobrazić, że to mogło być jeszcze bardziej trupie :D

      Usuń
    3. znalazłam niestety tylko dwa portretowe zdjęcia z tej mojej Violetty (są na moim fb), ale ze stylizacji z I aktu, te trupie niestety zaginęły... może kiedyś powtórzę xD

      Usuń
  6. Well that was so fun to read!! And the pictures made it all the more "real" or like you were really there! Very well done indeed!
    Blessings!
    Gina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you so much, dear Gina! Blessing!

      Usuń
  7. Straszna ta historia, wyobrażam sobie cierpienie tej kobiety i wielki szok jaki przeżyl Armand kiedy zorientował się, że ona zawsze go kochała a on nie zdążył na czas.

    Zdjęcia przepiękne, zresztą to chyba oczywiste :)
    Idealnie oddałaś nimi klimat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Polecam Ci książkę, jest trochę sentymentalna, ale historia ta została tam jednak opisana dużo bardziej szczegółowo i jest w niej dużo więcej tych emocji, które są chyba jej największą wartością :)

      Usuń
  8. Ślicznie tu u ciebie! pozdrawiam i zapraszam do siebie http://handmade-with-love-by-klaudia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. You're a beautiful "sick Lady of the Camellias", dear Lady. Photos so delicate and inspiring ... really you are great !!

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie właśnie ostatnie zdjęcie się bardzo podoba, chyba najlepiej ze wszystkich oddaje przeżycia Małgorzaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Też mi się wydaje, że to ostatnie wyszło najbardziej realistycznie :)

      Usuń
  11. Ale skąd akurat taka fascynacja Damą Kameliową? To chyba jedna ze smutniejszych historii, jakie miałam okazje przeczytać/obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uznałam, że jest powieść ta ma na tyle nieskomplikowaną fabułę, że łatwo będzie przenieść ją na zdjęcia. Poza tym od dawna ciągnęło mnie do Małgorzaty :)

      Usuń
  12. O, ta sesja jest "mocna"! Ale w jak najbardziej pozytywnym sensie. Mnie nie przeraża, ale porusza, a co więcej naprawdę dowodzi, że masz zdolności aktorskie! Albo tak wczułaś się w bohaterkę, że wszyscy wierzą, że stałaś się prawdziwą Małgorzatą. Gabrielo, wg mnie naprawdę mogłabyś zagrać w filmowej adaptacji powieści!:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger