05.11.2014

Zachwycający październik

Październik to jeden z tych miesięcy, które zachwycają mnie same w sobie - uwielbiam, kiedy słońce przebija przez kolorowe liście, co i rusz strącane z gałęzi powiewem chłodnego wiatru. Mimo zachwytu nad naturą nie mogłam jednak odmówić sobie zachwytów nad historią - co ciekawe, w tym miesiącu najczęściej były to nie tyle suknie, co dodatki - biżuteria, wachlarze, pantofelki. Jeśli jesteście ciekawi, co zachwyciło mnie w październiku, zapraszam do dalszej lektury! 

Księżniczka Helena Victoria, 1861

Lata 1910 coraz bardziej zdobywają moje serce - nie ma chyba takiego aspektu ówczesnej mody, która nie przypadłaby mi do gustu. Może to kwestia niezwykle twarzowych fryzur lub specjalnych technik fotografowania, ale niezmiennie zachwycają mnie także zdjęcia ówczesnych kobiet. Nie jestem pewna, czy zdjęcie poniższej, bezimiennej dziewczyny pochodzi właśnie z lat 1910, niemniej jej delikatna uroda bezsprzecznie mnie zachwyciła i to właśnie ona została moją prywatną miss miesiąca. 


(Źr.)

Tak właściwie jednak moją miss miała zostać księżniczka Helena, córka królowej Victorii, której przepiękną miniaturę zobaczyłam niedawno na blogu Melancholii. Zachwyciły mnie jej regularne rysy twarzy, prosta fryzura i bardzo elegancka, wydekoltowana czarna suknia. Niestety, kiedy pełna nadziei przejrzałam zdjęcia Heleny, okazało się, że nie była zbyt fotogeniczna. Albo zbyt piękna, a malarza jej portretu po prostu poniosła wyobraźnia. Niemniej została moją wicemiss października: 


Księżniczka Helena Victoria, 1861


Znacie już angielskiego malarza Leonarda Campbella Taylora (1874-1969)? Ja w tym miesiącu, za sprawą niesamowitego obrazu Namowa, zetknęłam się z nim po raz pierwszy. Obraz ten, niezwykle oszczędny w szczegółach, pełny jest jak gdyby na wpół ukrytych emocji. Patrząc na niego, zastanawiamy się, czego dotyczy wspomniane w tytule namawianie? Małżeństwa? A może czegoś wręcz przeciwnego? Tę niezwykle sugestywną scenę umieścić możemy chyba w latach 1850, o czym świadczy piękna, aczkolwiek nieco przykrótka suknia młodej dziewczyny. Obraz ten ma niezwykły klimat, który mnie osobiście bardzo pasuje do październikowej aury.


Leonard Campbell Taylor Perswazje

W jednym z wpisów w tym miesiącu pokazywałam Wam XIX-wieczne stroje maskaradowe, które nadałyby się na Halloween. Poszukując tych strasznych kostiumów, natknęłam się na zdjęcie pewnej XIX-wiecznej ślicznotki ubranej w kostium stylizowany na wczesny, włoski renesans. Jest on nie tylko całkiem niezłym odwzorowaniem ówczesnej mody, ale i prawdziwą ucztą dla oczu! 


Zdjęcie z lat 1870 (źr.)



Mój zachwyt nad latami 1840 ciągle trwa. W tym miesiącu moje moje serce zdobyła ta niezwykle urocza suknia balowa, jednocześnie strojna i lekka. Jej biały kolor jest wspaniałym tłem dla błyskotek, którymi została niemal obsypana. W świetle świec na sali balowej musiała się wspaniale mienić!




Suknia balowa, ok. 1840 (źr.)



Wiem, że są wśród moich czytelniczek amatorki sukien przypominających słodkie bezy przekładane kremem - sama zresztą do nich należę. Z pewnością zachwyci je suknia ślubna królowej Rumunii Elżbiety - zdecydowanie jest to jedna z tych sukien, które ocenia się nie pod względem urody, lecz apetyczności. Nie jestem co prawda pewna, czy dałabym radę zjeść coś równie słodkiego, ale nosiłabym ją z przyjemnością! 


Suknia ślubna królowej Elżbiety, 1869 (źr.)


Jak napisałam na samym początku, ostatnio coraz więcej uwagi poświęcam dawnej biżuterii. Jest ona nie tylko piękna, ale i niezwykle ciekawa. Szczególnie zachwyciły mnie poniższe kolczyki z lat 1760, utrzymane w popularnym wówczas stylu chinoiserie, nawiązującym do chińskiej estetyki: 


Kolczyki w stylu chinsoiserie, ok. 1765 (źr.)


Mam wielką słabość do wszelkiego rodzaju diademów i tiar. Dlatego kiedy Olga zamieściła na swojej stronie zdjęcie diademu w formie bukietu polnych kwiatów, wprost nie mogłam oderwać od niego wzroku! 

Diadem, 1835-45 (źr.)

Jeśli tak jak ja lubicie wachlarze, z pewnością zachwycie się także poniższym egzemplarzem z połowy XVIII wieku - mnie ujęły jego niezwykłe misterność i delikatność: 

Wachlarz, połowa XVIII wieku (źr.)

Jeśli chodzi o książki, to moim niekwestionowanym numerem 1 października są Klejnoty w osiemnastowiecznej Polsce autorstwa Ewy Letkiewicz - świetnie napisane i pięknie ilustrowane kompendium wiedzy o biżuterii nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Książka ta zachwyca już samą okładką, którą zdobi zdjęcie wspaniałej, kwiatowej broszy z muzeum w Wilanowie. 

(Źr.)

Jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądały na żywo zaprezentowane przeze mnie kilka dni temu XIX-wieczne kostiumy maskaradowe, koniecznie zajrzyjcie do Giny z bloga Beauty from Ashes, która na początku października zaprezentowała na nim swoją wersją jednego z takich kostiumów - Pszczółki. Jeśli natomiast jesteście ciekawi, jak wyglądało ubieranie bielizny w roku 1855, to zapraszam do obejrzenia postu Porcelany, w którym zaprezentowała ona ten proces krok po kroku.

Gina i jej kostium pszczółki z 1884 roku (źr.)

Tradycyjnie już wspaniałymi postami malarskimi raczyła nas w tym miesiącu Absyntowa - szczególnie spodobał mi się ten, w którym przybliżyła nam sylwetkę Federica Beltrana Massesa, XX-wiecznego malarza specjalizującego się postaciach w niepokojących femmes fatales. Poniżej - Marzenie Orestesa z 1919 roku.

Federico Beltran Masses Marzenie Orestesa, 1919

I to już wszystko, jeśli chodzi o rzeczy, które zachwyciły mnie w październiku. Jestem bardzo ciekawa, jak Wam się spodobały. No i oczywiście co Was najbardziej ujęło w tym miesiącu!

Pozdrawiam,
Gabrielle

23 komentarze:

  1. te kolczyki chinoiserie są niebywałe!
    ja powoli przymierzam się do mody z lat 1840-50, więc zachwycają mnie każde sukienki w klimacie Jane Eyre - np. taka http://www.pinterest.com/pin/383157880770676108/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękna! Chociaż dla mnie lata 40 to chyba nigdy nie będą "w klimacie Jane Austen", tylko Damy Kameliowej :D

      Usuń
  2. Piękna księżna Helena. :) Cóż tak to jest z malarzami arystokracji- często idealizują swoich modelów tak bardzo, iż ciężko rozpoznać osobę przedstawioną na obrazie. Niektórzy jednak, co zawsze mnie zachwyca, poprzez portret malarski potrafią przekazać wiele informacji o charakterze portretowanej postaci, niewidocznych na fotografiach.
    ,,Namowa" Taylora bardzo mi się podoba, uwielbiam takie obrazy ,,z historią".
    Jestem pod wrażeniem historycznych strojów maskaradowych- widać, jak niegdyś ludzie traktowali tę formę zabawy- suknia damy jest perfekcyjna i bardzo starannie wykonana- od razu wiadomo, jaką epoką strój był inspirowany. Ech, gdy pomyślę o dzisiejszych sukniach z wypożyczalni wykonanych niechlujnie, bez przygotowania i ideologii, stanowiącymi połączenie wszystkich epok, to... Choć nie odmawiam fantazji i dzisiejszym strojom karnawałowym. Są też perełki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu przykuła moją uwagą, jak u Ciebie zobaczyłam! Chociaż jak zobaczyłam jej zdjęcia, to nie ukrywam, że naprawdę się zawiodłam. Ale nie każdy może być Aleksandrą Duńską :D To prawda, niektóre historyczne stroje maskaradowe są po prostu niesamowite pod względem jakości wykonania, ale jestem pewna, że i u nich zdarzały się rokokowe suknie na krynolinach :D

      Usuń
  3. Nie mogę oderwać oczu od obrazu i sukni księżniczki Heleny, jest wprost zachwycająca :) Wachlarz jest śliczny, uwielbiam wachlarze :)
    Pozwolę sobie wtrącić, że Helena była córką królowej Wiktorii, nie wnuczką ;) Tak mi się spodobała ta suknia, że aż poszukałam na wikipedii kim była Helena :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spodobały! Ach, racja! Nie wiem, jak to się stało, że napisałam wnuczka :D

      Usuń
  4. Portret Heleny jest śliczny - i ta suknia! Zresztą mówiąc o sukniach obie wrzucone przez ciebie mnie zachwyciły - jako urodzoną srokę i chętną do wygładzania jak ciasteczko z kremem (choć wymieniłabym te zielone zdobienia na coś innego. Nie chcę być zapleśniałym ciasteczkiem (wybacz :D)). Nawet nie wiedziałam że jest taka książka - MUSZĘ ją przeczytać. Diadem oczywiście położył mnie na łopatki (serio, muszę się kiedyś wybrać na poważny kurs jubilerstwa... Ale koszty :/), a ten wachlarz... No brak słów. Zachwycający :D
    A miałam się pytać czy dostaniemy ten post... Strasznie lubię tę serię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, naprawdę? A ja myślałam, że mało kto ją lubi, bo właściwie ciągle piszę to samo :D Masz rację, perspektywa bycia spleśniałym ciasteczkiem nie jest fajna. Królowa Elżbieta mogła się bardziej zastanowić nad kolorystyką :D Ach, koniecznie! I potem byś robiła rekonstrukcje historycznej biżuterii! :)

      Usuń
  5. Obraz Namowa zamieszczałam kiedyś na fanpage' u jako idealną okładkę Jane Eyre. I byłam zdruzgotana faktem, że jest dwudziestowieczny :D
    Diadem widziałam na żywo i przyznam, że jest milion razy ładniejszy, niż na zdjęciu :P
    A kolczyki chinoiserie są niesamowicie współczesne! Myślę, że mogłybyśmy zobaczyć podobne na jakimś pokazie mody :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pewnie go polubiłam, i jeszcze pisałam, że świetny :D A byłam pewna, że kilka dni temu widziałam go po raz pierwszy :D Zazdroszczę, że widziałaś go na żywo! Domyślam się, że musi być jeszcze piękniejszy! :)

      Usuń
    2. Możliwe :D Pamiętam tylko, że Eleonora zapytała, z którego roku i wtedy zaczęłam szukanie i wyszło, że niestety, to już nie XIX wiek :D

      Usuń
  6. Twoja miss jest naprawdę śliczna i jaki ma szlachetny nosek, zawsze zazdroszczę dziewczynom, które mają takie proste zgrabne nosy :)
    Helena, która miała zostać miss wygląda zjawiskowo na tym obrazie, piękne oczy. Ale skoro mówisz, ze wyobraźnia troszkę poniosła malarza to szkoda :D
    Aaa i jak fajnie widzieć odwzorowany strój pszczółki! No szał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zazdroszczę dziewczynom, które mają proste i zgrabne nosy :D Sama możesz zobaczyć, tu są jej zdjęcia: http://www.pinterest.com/mommaherbst/princess-helena/ Nie twierdzę, że była brzydka, po prostu nie tak zjawiskowa, jak na miniaturze :) Cieszę się, że Ci podoba! :)

      Usuń
  7. Miniatura księżniczki Heleny jest jednym z moich ulubionych portretów z tej epoko. No dobra, właściwie to zachwyciła mnie ta czarna, elegancka i prosta suknia :)
    "Namowę" sama umieściłabym w 1915-1916r. Ubiór tej pani dla mnie wygląda jak typowa dla tego okresu suknia ale nietypowo założona na krynolinę. Chociaż po wygooglowaniu malarza widzę, że sporo jego obrazów osadzonych było w latach 50-60 XIX wieku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta czarna suknia jest niesamowita! No właśnie też umieściłabym ją później, gdyby nie było tej krynoliny, no i gdyby rzeczywiście ten malarz tak często nie malował pań właśnie z lat 50-60 :)

      Usuń
  8. Cudowne są te suknie, zwłaszcza ta druga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobają! :)

      Usuń
  9. Suknia ślubna królowej Elżbiety jest cudowna. Chociaż raczej ciężko musiało się w niej chodzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie próbowałam chodzić w sukni z tych lat, ale myślę, że nawet jeśli dla nas byłoby to trudne, to kobiety w tamtych czasach były już w tym wprawione :)

      Usuń
  10. Oj tak uwielbiam ten portret księżnej Heleny, ślicznie wyszła na nim, bardzo podoba mi się sukienka z obrazu Perswazje, i ta sukienka z 1840 roku :3 Cudne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mamy bardzo podobny gust! :)

      Usuń
  11. Ciężko mi cokolwiek skomentować, bo sama nie wiem co zachwyca mnie bardziej... I jestem absolutną fanką XVIII wiecznej biżuterii!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzieło Taylora elektryzuje jakimś niepokojącym ascetyzmem, a ta oszczędność formy podsyca jeszcze nieuzasadniony lęk i rozpłomienione zmysły, Wyobrażam sobie, że rudowłose, pełne wdzięku dziewczę, spuszcza trwożliwie powieki, by sierpem rzęs przysłonić zawstydzenie niewinności i równoczesną chęć poznania.
    Zauroczył mnie diadem, godny być ozdobą słowiańskiej krasawicy - zaskoczyła mnie wspaniała nieregularność ozdoby, zupełnie nieoczekiwania. Połączenie niewymuszonej prostoty ślicznych polnych kwiatów ze złotymi kłosami ma w sobie coś kojącego, rozczulającego, a zarazem nie odbiera diademowi przepychu. Uważam, iż diadem stanowi jubilerski majstersztyk jedności w wielości. Zaprzedałabym duszę dla takiej ozdoby.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger