04.10.2014

Zachwycający wrzesień

Jako że wrzesień był moim ostatnim miesiącem wakacji, niemal każdą chwilę starałam się poświęcić na zgłębianie różnych zagadnień kostiumologicznych - od października niestety nie będę już całkowicie panią swojego czasu, więc i nie każda czytana książka i oglądany obraz będzie mógł dotyczyć tego, co mnie interesuje. W związku z nasilonymi studiami nad poprzednimi epokami natknęłam się więc na wiele obrazów, zdjęć i strojów, które wprawiły mnie w stan najwyższego zachwytu. Jeśli jesteście ciekawi, co zachwyciło mnie w tym miesiącu, serdecznie zapraszam do lektury! 


Lina Cavalieri, ok. 1910 (żr.)

Moją miss miesiąca bezspornie została Lina Cavalieri - włoska śpiewaczka operowa i aktorka filmów niemych, która już za życia nazywana była najpiękniejszą kobietą świata. Wcale mnie to nie dziwi. Miała idealnie owalną twarz, gęste brwi i włosy, duże oczy o głębokim wyrazie i pełne usta o pięknym kształcie. Na jej zdjęciach zawsze najbardziej zachwyca mnie ten skierowany do góry wzrok, za pomocą którego zdaje się dystansować od oglądających. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się poświęcić jej jakiś osobny post. 


Lina Cavalieri (źr.)

Moją wicemiss miesiąca została natomiast pewna bezimienna dziewczyna z obrazu George'a Spencera Watsona z 1932 roku. Oprócz tego, że zachwycił mnie sam ten obraz, moją uwagę przykuła mnie sama jego bohaterka: jej szczupła sylwetka, bladość twarzy, zaciśnięte (może nieco kpiące) usta i spojrzenie, magnetyczne i tajemnicze, które wymyka się wszelkim klasyfikacjom. 


George Spencer Watson Kobieta w koszulce na ramiączkach, 1932

Szukając sukien, które mogłyby nosić bohaterki Hrabiego Monte Christo (o których pisałam tu), natrafiłam na dwa bardzo interesujące portrety, które, chociaż pochodzą z 1838 roku, w jakiś sposób wymykają się ogólnemu wizerunkowi tamtej mody. Na pierwszym, przedstawiającym księżniczkę Feodorę Hohenlohe-Langenburg, mogą uwagę przykuła piękna, różowa suknia balowa z marszczonym przodem i bogato zdobionymi bufkami oraz bardzo ciekawa fryzura, mi osobiście kojarząca się raczej z latami 50 XIX wieku. Całość zachwyciła mnie do tego stopnia, że trafiła na listę moich największych sukniowych marzeń. 


William Ross Feodora Hohenlohe-Langenburg, 1838

Kobieta z drugiego portretu ubrana jest natomiast w suknię dzienną - i chociaż zazwyczaj nie gustuję w dziennych sukniach, ta także z miejsca trafiła na listę moich marzeń. Chociaż wąskie rękawy, stanik o obniżonej linii ramion i spódnica z falbanami kojarzą się zazwyczaj z latami 40, to na stronie muzeum wyraźnie napisane jest, że pochodzi on z roku 1838, co po raz kolejny pokazuje, jak wielkim uproszczeniem jest zamykanie mody w sztywnych granicach dekad. 


Karl Brullov Portret młodej kobiety przy pianinie, 1838 (źr.)

We wrześniu wydarzyło się jednak coś, co dla mojego gustu nazwać mogę epoką przełomową. Zagłębiając się w modę z czasów Ludwika XIV i ogólnie z czasu baroku, odkryłam, że noszone wtedy suknie mogły być naprawdę piękne, a ogólna historia zmian w modzie w tamtych czasach - niezwykle interesująca. Z tego też względu możecie być pewni, że w najbliższym czasie pojawi się na blogu kilka postów dotyczących właśnie mody XVII wieku. 


Peter Lely Louise de Keroualle, księżna Portsmouth, 1671-4

Jednak najbliższy już chyba zawsze będzie mi XVIII wiek. Jak zapewne wiecie, bardzo lubię wszelkiego rodzaju stylizacje negliżowe. Dlatego też, chociaż Jean-Baptiste Greuze i jego moralizatorskie malarstwo zupełnie do mnie nie przemawia, zachwycił mnie portret, który namalował madame de Courcelles siedzącej przed toaletką. Jej odsłaniający ramiona strój jest dla mnie swego rodzaju zagadką - składa się z koszuli o bufiastych, opuszczonych rękawach i stanika/kamizelki ozdobionej koronkowym kołnierzem i kokardami. Zestaw ten przypomina trochę ubiór stylizowany na pasterski, w którym tak bardzo lubował się Greuze, ale przecież obraz ten raczej nie wskazuje na żadną maskaradę. Chociaż madame de Courcelles pozuje, było nie było, w bieliźnie, jej poza jest pełna godności i niewymuszonej kokieterii. Wszystko to sprawia, że obok tego obrazu po prostu nie można przejść obojętnie. 


Jean-Baptiste Greuze Madame de Courcelles, 1757-61

Przeglądając suknie francuskie z lat 60 XVIII wieku, natknęłam się na jeden z jej najpiękniejszych zachowanych egzemplarzy, jakie do tej pory widziałam. Suknia ta, chociaż niezwykle bogata, ma w sobie jednak coś z lekkości i finezyjności rokoka. Chociaż zazwyczaj nie gustuję w złotym kolorze, tutaj połączenie białego materiału i złotych dodatków zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Suknia ta jest po prostu perfekcyjna: 


Robe a la francaise, 1760-65 (źr.)

Chociaż moje zainteresowania teoretyczne skłaniają się raczej ku coraz wcześniejszym stuleciom, o tyle te estetyczne, czyli dotyczące sukien, które sama chciałabym nosić, coraz częściej błądzą po pierwszych dekadach XX wieku. Poniższa suknia, pochodząca z lat 1905-7 i powstała w domu mody Jeanne Paquin, podbiła moje serce swoją delikatnością i słodyczą. Najbardziej zachwycił mnie jej ozdobiony kwiatami i lekkim tiulem stanik z niewielkimi bufkami. Nie do końca przemawia do mnie geometryczny wzór grecki na dole sukni, ale wiadomo - nie można mieć wszystkiego, a całość i tak prezentuje się pięknie. 


Suknia wieczorowa, Jeanne Paquin, 1905-7

Suknia wieczorowa, Jeanne Paquin, 1905-7

Jak już napisałam wyżej - mam wielką słabość do wszelkich negliży, a już najbardziej chyba do dawnych koszul nocnych. O ile bowiem dzienne lub wieczorowe mogę zakładać tylko na sesje zdjęciowe lub spotkania tematyczne, o tyle w takiej koszuli mogłabym spać każdej nocy. Co prawda jeszcze nie dorobiłam się swojej własnej historycznej koszuli, ale niedawno zachwycił mnie poniższy model z 1905 roku - koszula ta, ozdobiona koronką i trenem, jest tak bardzo elegancka, że na początku wzięłam ją za suknię balową. 


Koszula nocna, 1905, The MET (źr.)

A skoro już jesteśmy na początku XX wieku, to ostatnio, przeglądając na pintereście profil Absyntowej, natknęłam się na zdjęcie niesamowitego, secesyjnego diademu Niezapominajki z 1905 roku. Nawet słowo cudowny nie jest w stanie wyrazić, moim zdaniem, jego niezmiernej urody: 


Diadem Niezapominajki, 1905 (źr.)

Wrzesień upłynął mi jednak nie tylko na oglądaniu sukien. Mój czas wypełniało przede wszystkim czytanie książek, przede wszystkim tych dotyczących Rewolucji Francuskiej. Udało mi się przy tym trafić na prawdziwe arcydzieło. Rewolucja francuska 1789-1794. Społeczeństwo obywatelskie autorstwa Jana Baszkiewicza i Stefana Mellera to najlepsza jak dotąd książka o rewolucji, którą miałam okazję czytać. Autorzy skupili się w niej przede wszystkim na zagadnieniach społecznych rewolucji, ówczesnym trybie życie i kulturze. Książka ta jest dość gruba, ale napisana niezwykle lekko i przystępnie, a co najważniejsze - jest niezwykle rzetelna i godna zaufania. Jeśli więc będziecie kiedyś szukać dobrego opracowania Rewolucji, serdecznie Wam ją polecam. 


Źródło obrazka.

Jeśli chodzi o blogi, to wrzesień obfitował w tak wiele ciekawych wpisów, że ciężko jest mi tu wymienić je wszystkie. Arcy Joko zorganizowała u siebie bardzo ciekawą akcję Celebruj Chwile - edycja wrześniowa dotyczyła szkoły, a jej podsumowanie możecie znaleźć tutaj. Absyntowa natomiast napisała świetny wpis o dwóch pierwszych wersjach Pięknej i Bestii i pochodzących z różnych epok do tej baśni ilustracjach. U Ani Urbańskiej mogliśmy natomiast przeczytać bardzo ciekawy wpis powstały z okazji 205 rocznicy urodzin Juliusza Słowackiego - poety, którego dziś już mało kto czyta z własnej woli, a który przecież ciągle może wzbudzać prawdziwe emocje. Marylou z kolei zaprezentowała na blogu dwa nowo uszyte przez siebie stroje - koszulę nocną i peniuar z początku XIX wieku. W kontekście tego, o czym pisałam wyżej, chyba nie muszę wspominać, jak bardzo zazdroszczę jej tego uroczego kompletu. Porcelana natomiast uraczyła nas fragmentem swej prywatnej korespondencji, w której w magiczny sposób opisała zlot w Ojcowie oraz pokazała piękne zdjęcia z wnętrza pałacu w Nieborowie. 


Jedna z ilustracji do Pięknej i Bestii autorstwa Hilary Knight (źr.)

I to już wszystko, jeśli chodzi o moje wrześniowe zachwyty. Ze spraw organizacyjnych dodam, że założyłam profil na pintereście - tworzy się co prawda bardzo powoli, ale staram się jednak aktualizować go na bieżąco. Oprócz tego, jak już wspomniałam na początku, wraz z październikiem skończył mi się okres wakacji. Postaram się w dalszym ciągu publikować wpisy dwa razy w tygodniu, mam jednak nadzieję, że okażecie mi wyrozumiałość, jeśli czasem przez cały tydzień pojawi się tylko jeden. A tymczasem koniecznie napiszcie, co myślicie o moich wrześniowych zachwytach, no i oczywiście co Was zachwyciło w tym miesiącu! 

Pozdrawiam, 
Gabrielle 

24 komentarze:

  1. Diadem niezapominajki jest na prawdę piękny. Co do mody barokowej bardzo się cieszę, że w końcu czegoś się o niej dowiem, przyznam szczerze, że już od dłuższego czasu wzdycham do mody z przełomu XVII i XVIII wieku. http://www.wikitree.com/photo.php/thumb/d/d2/Princess_Louisa_1705_Jean_Francois_de_Troy.jpg/300px-Princess_Louisa_1705_Jean_Francois_de_Troy.jpg
    https://picasaweb.google.com/106760349273554812385/October4201402#6066311557386917602
    https://picasaweb.google.com/106760349273554812385/October42014#6066311067587461874

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się, żebyś mogła się o niej czegoś tu dowiedzieć, ale sama chyba jeszcze potrzebuję trochę czasu, żeby uporządkować sobie ostatnio zdobyte informacje - moda XVII wieku to dla mnie kompletna nowość, nigdy nic o niej nie pisałam :) A ten portret Troya uwielbiam, tak samo zresztą jak większość dzieł tego malarza :)

      Usuń
  2. Ale się zgrałyśmy! Robię wpis o Linie Cavalieri! Ale miał zostać opublikowany w tygodniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, to rzeczywiście! W takim razie nie mogę się doczekać Twojego wpisu - sama mam o niej tak niewiele informacji, że post i tak nie wyszedłby mi zbyt interesująco, a teraz to po prostu przekieruję moich czytelników do Ciebie :D

      Usuń
    2. Ja też jeszcze poczekam z tym wpisem - tzn. o samej Linie. Być może będę miała jeszcze coś o niej. Bo niewiele o niej można znaleźć w internecie - wbrew pozorom. Dziś napisałam o Fornasettim, który namalował setki jej portretów i sprawił, że jej twarz ciągle jest znana. :-)

      Usuń
    3. Właśnie zabieram się za lekturę tego postu :) No właśnie zauważyłam, że informacji o nich internet raczej skąpi :/

      Usuń
  3. Wow, jaki ten diadem jest naprawdę przecudny, kojarzy mi się z elfami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, ma w sobie coś z elfickiej stylistyki! :)

      Usuń
  4. Suknia (a dokładniej stroik na głowie) z 1838, siedemnastowieczna księżna Porstmouth i Madame de Courcelles skradły mi serce <3
    Suknia Jeanne Paquin też boska (no może bez gołębiej piersi...), a te greckie klucze moim zdaniem rzucają się aż tak w oczy i tylko podkreślają urodę trenu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że też Ci się spodobały! Księżna Porstmouth jest jednak taka ładna tylko na tym jednym obrazie, specjalnie przejrzałam pozostałe, bo chciałam z niej zrobić moją miss miesiąca :D Myślisz? Bo jak dla mnie one są zbyt geometryczne do secesji :)

      Usuń
  5. Ach, Lina! Cudowna istota! I wspaniały sopran...
    Kobieta z obrazu Spencera zachwyca mnie także, nieczęsto spotyka się w malarstwie tak drobne istotki :)
    różowa suknia faktycznie prześliczna, ta następna już mniej mi się podoba. Za to barokowe uwielbiam, a ta prezentowana przez Ciebie rzeczywiście jest piękna!
    U madame de Courcelles moją uwagę przykuwa jej wyraz twarzy. Nie mogę od niej oderwać wzroku. Coś jest niezwykłego w tym półuśmiechu... W tej wieczorowej z 1905 przeszkadza mi faktycznie trochę ten grecki wzór na dole. Bez tego byłaby perfekcyjna! To jakoś tak odbiera jej nieco lekkości. Za to całkowicie podzielam Twoją miłość do koszul nocnych, a ten konkretny model znajduje się w moim folderze "do uszycia" i jest zdecydowanie w pierwszej piątce rzeczy, które "uszyję jak tylko będę miała czas"! (tylko kiedy to będzie? :( )
    Diadem jest przecudny. Chyba się zakochałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, chociaż im dalej w dekady, tym jest ich więcej :) Cieszę się, że spodobały Ci się te suknie! Naprawdę zamierzasz szyć tę koszulę nocną? Czuję, że będę bardzo zazdrosna :D

      Usuń
    2. O tak, zdecydowanie chcę uszyć tę koszulę i na pewno w końcu to zrobię, boli mnie jedynie fakt, że mam naprawdę mało (o ile w ogóle) czasu... :( Na przykład na dzień jutrzejszy w kalendarzu zapisane mam tylko jedno zadanie: "PRZEŻYĆ". Bo gdybym wypisała wszystkie, chyba dostałabym zawału od samego patrzenia na tę listę... Ale chyba niedzielę mam w miarę wolną, może uda mi się chociaż zacząć :D

      Usuń
    3. To rzeczywiście ciężko u Ciebie z czasem :/ Ale trzymam kciuki, żeby udało Ci się ze wszystkim wyrobić, z szyciem również! ;)

      Usuń
  6. Już sama nie wiem czym najbardziej mnie zainteresowałaś. Tyle wspaniałości... :) No i chyba moja słabość do bladego różu znów daje o sobie znać, bo wprost nie mogę oderwać oczu od sukni księżniczki Feodory. :) Coś niesamowitego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że obie mamy słabość do bladego różu :) Mi niestety nie jest w nim zbyt do twarzy, ale dla sukni Feodory zdecydowanie mogłabym się poświęcić :D

      Usuń
  7. Przecudowne suknie. Dla takich stroi warto zostać aktorką i mieć okazję choć na chwilę ubrać coś podobnego do nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ, żeby nosić takie suknie, wcale nie trzeba być aktorką! Zawsze można sobie uszyć, albo po prostu dać uszyć :)

      Usuń
  8. Ojej ta koszula nocna, którą początkowo pomyliłaś z wieczorową jest naprawdę piękna. Ma taki fason że gdyby tylko odświeżyć materiał rzeczywiście nadawałaby się na wieczorowe wyjście. :)
    Dziękuję bardzo za wspomnienie o mnie! Bardzo mi się miło zrobiło :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta suknia ma naprawdę pięknie wyglądający materiał, to blogspot tak przekłamał to zdjęcie :/ Ach, jak mogłabym nie wspomnieć, Twoja akcja jest naprawdę świetna! :)

      Usuń
  9. Chyba powinnam wykupić u Ciebie miejsce na reklamę :D

    Suknia i koszula są cudowne. Dorzućmy do tego ten diadem i gdzie ta jesień? To chyba zupełnie inna, miniona pora roku, aż zatęskniłam za letnią swobodą.

    Obraz G. Spencera Watsona magnetyczny. I ta koszulka - spadnie czy nie spadnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo Ty ciągle takie ciekawe posty piszesz, że potem tylko mam problem, który wybrać :D Teraz szykuje się post w tonacji jesiennej i mi nawet pasuje ten nieco cięższy klimat :) Właśnie! A jeśli nawet nie spadnie - to może coś i tak ukaże spod spodu? :)

      Usuń
  10. madame de Courcelles - rzeczywiście, obok tego obrazu nie można przejść ot, tak sobie dalej, zainspirowałaś mnie do szukania dalej...

    OdpowiedzUsuń
  11. Poproszę więcej lata 20. Już wiem czemu wybrałaś swoją wicemiss, ta dziewczyna z obrazu bardzo mi Ciebie przypomina:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger