15.08.2014

Levite - suknia, która uczyniła świat luźnym i wygodnym

W latach 80 XVIII wieku możemy zauważyć nurt dążący do jak największego uproszczenia strojów, co najbardziej uwidoczniło się chyba w powstaniu sukni-koszulki, chemise. Było to jednak tylko jedne z wielu bardzo wygodnych rozwiązań, na które mogła pozwolić sobie modna kobieta w tamtym czasie. W roku 1778, także za sprawą Marii Antoniny, do mody weszła również levite - suknia-płaszczyk, luźna w kroju i o niebanalnym wyglądzie. 

Alexander Roslin Emilie de Coutances, ok. 1780

Krój lewitki inspirowany był ubiorem nawiązującym do strojów członków plemienia Lewiego, ukazanych w operze Atalia Racine'a. Do jej rozpropagowania przyczyniła się jednak przede wszystkim Maria Antonina, która suknię tę nosiła podczas swojej pierwszej ciąży w 1778 roku. Jej wybór nie powinien dziwić - lewitka była bowiem luźna i wygodna, wręcz idealna dla kobiety ciężarnej.  Z założenia była to bowiem nie tyle suknia, ile płaszczyk, otwarty na całej długości i przewiązywany w talii szerokim pasem. Jej rękawy były długie, a uwagę przykuwał wywijany kołnierz sięgający pasa i charakterystyczna kolorystyka - suknia i pas z kołnierzem miały zazwyczaj inne, kontrastujące ze sobą kolory. Tak lewitka prezentuje się na rycinie z 1779 roku. Uwagę zwraca fakt, że suknia ta pozbawione jest właściwie stelaża czy jakiegokolwiek wypychacza.

Źródło obrazka.
Lewitkę o równie płaszczowym kroju i braku stelaża, przy jednoczesnym zamknięciu z przodu, prezentuje poniższa rycina z 1780 roku: 


Źródło obrazka.

Inna rycina z tego samego, 1780 roku, pokazuję lewitkę w wersji płaszczowej, otwartej z przodu, ale osadzonej na dość dużym panier:


Źródło obrazka.

Poniższa rycina przedstawia lewitkę o kroju jeszcze luźniejszym, co dodatkowo spotęgowane jest obecnością pasa nie na niej, a pod nią - w dalszym ciągu znajduje się ona na stelażu: 


Źródło obrazka.



Innym wariantem lewitki była ta o bardziej dopasowanym kroju, osiągniętym za pomocą oddzielnie krojonej spódnicy. Uwagę zwraca otwarty stanik i brak szarfy. Jak widać więc, suknia o płaszczowym kroju nie musiała mieć pasa, żeby być nazywana lewitką, ale był on z tą suknią jednoznacznie kojarzony. Często bowiem na innych rycinach, przedstawiających suknie angielskie lub chemise, możemy zauważyć adnotację, że ma ona pas w stylu lewitki. 




Źródło obrazka.
Jeśli jednak w lewitce pojawiała się szarfa, wcale nie musiała być przewiązywana w pasie - mogła równie dobrze być noszona na ukos:


Źródło obrazka.
Jedna z rycin z 1780 roku pokazuje suknię nazwaną nouvelle levite, której dopasowany przód z oddzielnie krojonymi stanikiem i spódnicą przywodzi raczej na myśl suknię angielską. Być może jej stanik być jednak nieco luźniejszy niż to miało miejsce w sukni angielskiej, być może był nieco inaczej krojony - niestety, nie jestem w stanie tego stwierdzić:


Zwłaszcza, że poniższa suknia, pochodząca z tego samego roku, w dalszym ciągu podpisana jest jako angielska, tylko przewiązana pasem w stylu lewitki. Zwróćmy jednak uwagę na różnice w wyglądzie korpusów obu kobiet - o ile ta w angielskiej ma talię uformowaną za pomocą sznurówki w klasyczny stożek, o tyle korpus kobiety w lewitce jest niemal bezkształtny.

Źródło obrazka.
Na uwagę zasługuje również tył tych dopasowanych lewitek. O ile jedna rycina pokazuje kobietę w sukni o staniku z tyłemy krojonym jak klasyczna suknia angielska, podpisaną jako prosta lewitka:

Źródło obrazka.
O tyle druga, z tego samego roku, pokazująca suknię o tyle niemal identycznym, podpisana została jako lewitka krojona w sposób angielski.


Źródło obrazka.

Tego typu nieścisłości, nieuniknione, kiedy chodzi o modę, bardzo utrudniają jednoznaczne zdefiniowanie lewitki, a także bezbłędne rozpoznanie jej na portretach. To, co dla jednych było lewitką, dla innych mogło być suknią angielską z pasem w stylu lewitki, i na odwrót. To, co w większości lewitek na rycinach pozostaje niezmienne, to długość - niemal zawsze sięgają ziemi, długie rękawy i charakterystyczny, wykładany kołnierz. Jeśli chodzi o kołnierz, to pamiętajmy jednak, że w latach 80 stał się on tak modny, że towarzyszył niemal każdej sukni, znajdziemy go wiec i przy sukniach angielskich, i polskich, i tych en chemise, o redingotach nie wspominając. Poniższa rycina na przykład pokazuje kobietę w polonesce, ale gdybyśmy zobaczyli tylko jej górę, moglibyśmy uznać ją za lewitkę:

Źródło obrazka.
Z tego też względu jestem bardzo ostrożna przy określaniu jakiejś sukni z portretu jako lewitki.  Najczęściej kieruję się samym wyglądem kobiecej sylwetki w danej sukni - lewitki czyniły ją nieco bezkształtną. Jestem więc niemal całkowicie pewna, że to one znajdują się na wielu portretach Roslina, który malował kobiety z otoczenia królowej. O tym, że poniższa suknia jest lewitką, wskazują kontrastowo użyte kolory, charakterystyczny kołnierz zwieńczony kokardą oraz spinany guzikami przód, podobny do tego:

Alexander Roslin Portret francuskiej damy, ok. 1780

Lewitki bardzo lubiła madame de Lamballe. To właśnie ona najprawdopodobniej pozowała do poniższego portretu Roslina. Chociaż kołnierz tej sukni nie jest typowy dla lewitki, stanik sukni jest jednak dużo luźniejszy, niż to bywa w sukniach w typie angielskim i posiada charakterystyczne zapięcie, suknia ta posiada dodatkowo długie rękawy i szarfę.


Alexander Roslin Księżniczka de Lamballe, ok. 1780
Na poniższym obrazie, pochodzącym z lat 90, również możemy zobaczyć księżniczkę de Lamballe ubraną w lewitkę. Jest ona otwarta z przodu, przepasana talią nieco powyżej talii.

Alexander Kucharski Księżniczka de Lamballe, ok. 1790

Lewitkę o dość dopasowanym kroju nosi Jozefina Lotaryńska na portrecie autorstwa Elisabeth Vigee-Lebrun  z 1785 roku:

Elisabeth Vigee-Lebrun Józefina Lotaryńska, 1785
Bardzo ciekawą lewitkę możemy zobaczyć na portrecie młodej kobiety autorstwa Adelaide Labille-Guiard. Uwagę przykuwa góra jej sukni, która bardzo brzydko marszczy się na sylwetce. Jej biust nie jest spłaszczony i podniesiony, jak to bywa w przypadku sukien pod którymi nosi się sznurówkę w kształcie stożka, ale znajduje się nisko i bardzo wyraźnie się odznacza. Zupełnie, jakby tak naprawdę wcale jej nie miała.

Adelaide Labille-Guiard Portret młodej kobiety, ok. 1780
Lewitką prawie na pewno jest także suknia tej uroczej matki z obrazu Manegeota. Suknia ta, za przykładem Marii Antoniny, była bowiem bardzo lubiana przez kobiety w ciąży i matki karmiące. Ten fakt, że w lewitce łatwo było karmić piersią, także może sugerować, że nie każda kobieta nosiła pod nią sznurówkę.

Francois-Guillaume Menageot Kobieta karmiąca dziecko, 1783-86
Niestety, nie widziałam nigdy żadnej zachowanej lewitki, także filmy kostiumowe zdają się jej unikać. Wyjątkiem jest ten piękny płaszczyk Marii Antoniny z jednej z ostatnich scen filmów Coppoli, który, chociaż bez paska, na pewno jest lewitką:

Źródło obrazka.
Osobiście uważam lewitkę za jedną z najbardziej problematycznych sukien II połowy XVIII wieku, ponieważ płaszczowy charakter - swój znak charakterystyczny - zatraca na co drugiej rycinie i niebezpiecznie zbliża się do sukni angielskiej. Mimo to jednak jest ona jedną z moich ulubionych sukien z tamtego okresu. Jestem bardzo ciekawa, co Wy o niej myślicie!

Pozdrawiam,
Gabrielle 

22 komentarze:

  1. Podziwiam twoja orientację w tak subtelnej materii, jak rozróżnianie tak podobnych do siebie (w moich oczach) rodzajów sukien. ;-)

    Patrząc na te obrazy miałam jedną myśl: jakie te kobiety musiały mieć silne mięśnie szyi i karku! Całymi godzinami taszczyły na głowach tyle rzeczy, które nawet jeśli były względnie lekkie, musiały się trzymać w określony sposób...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Dla mnie one często też są bardzo podobne, zwłaszcza, jeśli mam odróżnić dopasowaną lewitkę od sukni angielskiej :) To prawda! Chociaż suknie ulegały uproszczeniu, to z fryzurami i kapeluszami działo się coś zupełnie przeciwnego. Przyznam szczerze, że jest to dla mnie duża zagadka, dlaczego tak się działo :)

      Usuń
  2. Nazwa tej sukni skojarzyła mi się z ,,lewitacją", cóż, przynajmniej ma to uzasadnienie w "lekkości" stroju. :)
    Bardzo lubię kontrasty, jednak krój sukni...chyba wolę te bardziej przypasowane lewitki. :)
    Niezwykle podoba mi się obraz Alexandra Kucharskiego przedstawiający Księżniczkę de Lamballe, ma niesamowity klimat! Intrygujący jest też kolor samej sukni. Ten odcień zieleni chyba nieczęsto jest spotykany na obrazach z tej epoki.... Zieloną suknię nosi też dama z pierwszego portretu... Cóż, może dlatego ta pani skojarzyła mi się z... jaszczurką. :D W pozytywnym znaczeniu, co prawda. Ma takie inteligentne, trochę przebiegłe spojrzenie. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, ma coś z przebiegłej jaszczurki! Już wiem, dlaczego tak trudno oderwać od niej wzrok :) Z tego co się orientuję, to zieleń, także ta szmaragdowa, była bardzo popularna w II połowie XVIII wieku. Suknie w tym kolorze są rzeczywiście piękne i mają w sobie coś intrygującego :)

      Usuń
  3. Pierwsze co mi wpadło w oczy: panie na obrazach Roslina, które dodałaś mają dokładnie tak samo ułożone loki :O Nakrycia głowy są inne, ale fryzury identyczne!
    Po drugie: to rzeczywiście bardzo problematyczna suknia! Szczególnie jeśli chodzi o krój, u Gutkowskiej-Rychlewskiej jest na nią wykrój i wykrój tyłu stanika jest niemal taki sam jak anglezki, ale jednak nieco się różni, trudno mi to wytłumaczyć, ale może zrozumiesz (:D), kroi się ją jak caraco, w całości, (nie doszywając dołu). Nie twierdzę, że to było obowiązkowe u wszystkich, ale warte rozważenia :)
    Co do zielonego: pod koniec 18 wieku wynaleziono ten zielony barwnik, uzyskiwany z arsenu- myślę, że to nie było bez znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do kroju: przyglądając się bliżej wszystkim sukniom na rycinach, widzę wyraźnie, że nie są odcinane! Tylko przy tej krojonej na sposób anglezy to widać. To może być to! :D

      Usuń
    2. Zjadam słowa w pośpiechu: w większości nie są odcinane. :)

      Usuń
    3. To prawda, te portrety w ogóle są niesamowicie podobne, a wszystkie tak samo piękne. Pewnie tutaj działało coś w stylu: "ona ma taki ładny portret, muszę mieć podobny!" :) Niestety, nie rozumiem :D To znaczy, że u Rychlewskiej jest wykrój na tę bardziej płaszczową? To znaczy te ryciny są dość problematyczne, bo tam, gdzie powinno być odcięcie, zazwyczaj jest szarfa. I człowiek musi się domyślać, jak to było uszyte :D

      Usuń
  4. Jak już Ci mówiłam, że to jedna z moich ulubionych sukien i planuję ją uszyć :) Ale chyba wg wykroju Gutkowskiej, czyli nieodcinaną w talii ale raczej dopasowaną a nie tak luźną jak na niektórych rycinach.
    Myślę też, że ta anglaise, którą Ci uszyłam na portrecie albo jest lewitką albo stylizowano ją jak lewitkę ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę się doczekać, aż ją uszyjesz! :) Powiem Ci, że do tej sukni panny Guimard ciągle mam mieszane uczucia. Myślę, że to jednak angielska z elementami lewitki, bo jest zbyt dopasowana i też trochę zbyt krótka. Wszystko zależy, jak ona sama ją nazywała, o ile w ogóle nazywała :)

      Usuń
  5. Lamballe! Lewitka idealnie do niej pasuje! To cudownie, że właśnie ona tak często nosiła te suknie :)
    Jak już pisałam kiedyś u siebie, podobno u nas, w Polsce w Puławach są zachowane dwie lewitki. Szkoda, że nikt ich nie pokazuje. Byłam tam na początku sierpnia i nie widziałam ich. Również w sieci nie ma żadnych zdjęć. Szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ich bardzo ciekawa! Swoją drogą zastanawiam się, co oni właściwie rozumieją przez te lewitki, skoro w tym katalogu nazywają w ten sposób open robe :D

      Usuń
  6. Masz olbrzymią wiedzę. Ja bym nie odróżniła jednej od drugiej, dla mnie wszystkie są jednakowe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ale tym razem to tylko kwestia dokładnego przyjrzenia się, naprawdę :)

      Usuń
  7. Gabrielle, czuję się oświecona :) Świetny post, od dłuższego czasu zastanawiałam się jak rozróżnić lewitkę i suknię angielską i teraz czuję, że moja wiedza na ten temat znacznie się powiększyła :) Ciekawe bardzo są te kontrastujące kolory chociaż na niektórych rycinach są, według mnie, trochę za ostre, najbardziej mi się podobają kolory na obrazie Francois-Guillaume Menageot'a. Zastanawia mnie czy ci drukarze trochę nie szachrowali i czy w tamtych czasach możliwe było zafarbowanie sukni na taki granatowo-zielonkawy kolor jak ten z czwartej ryciny, kojarzy mi się trochę z materiałami farbowanymi aniliną. Szczerze mówiąc jak patrzę na suknię w jaskrawym kolorze zawsze mnie ciekawi czym była farbowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, jaki to dla mnie duży komplement! Te ryciny są dostępne w tak wielu wersjach kolorystycznych, że bardzo możliwe, że w przypadku tych akurat kogoś poniosła wyobraźnia. Ja niestety jestem zupełnie niezorientowana jeśli chodzi o barwniki dostępne w danym wieku, będę się musiała kiedyś z tego doszkolić :)

      Usuń
  8. Na podstawie rycin zauważyłam, że niektóre są takie bardziej dopasowane a inne luzniejsze. Ale fakt, że w porównaniu do strojów z lat 70 wydają się trochę swobodniejsze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten krój trochę ewoluował i można go znaleźć w różnych wersjach, luźniejszej albo bardziej dopasowanej, chociaż tak jak piszesz, nawet dopasowanym lewitkom daleko do dopasowania takiej na przykład robe a l'anglaise :)

      Usuń
  9. Nauczyłam się nowego słowa - lewitkę - gdyby nie Twój wpis - nie miałabyć zielonego pojęcia. ba! oscylowałabym niebezpiecznie w rejonach lewicy :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Dzięki za ten post, bo pozwala uporządkować moją niezborną i nieuporządkowaną wiedzę nt lewitki;) Przyjmowałam zawsze, że jej najważniejszymi znakami rozpoznawczymi jest pas, ale przede wszystkim wykładany (czy wywijany) kołnierz sukni wierzchniej - płaszczyka. Do tej pory wydawało mi się, że jeśli kołnierz jest oddzielnie doszyty, a nie wywinięty, to już na pewno nie jest lewitka.. a jednak, nie koniecznie. I to samo w dodatku, gdy suknia jest dwuczęściowa, ma stanik i spódnicę jak robe a l'anglaise - może być lewitką, może być angielką. Ale moda XVIII wieku chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, odkąd przeglądam więcej rycin zadziwia mnie coraz bardziej. Choćby panie w modnych sukniach, które dzięki głębokim dekoltom eksponowały biust.. w całej okazałości (i bynajmniej nie były to karmiące matki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo mnie to cieszy! Niestety, mnie samej wciąż jest bardzo daleko do eksperta od lewitek - wiem tyle, ile udało mi się wywnioskować na podstawie rycin, obrazów i krótkich wzmianek w książkach, ale to chyba ciągle jest za mało jak na tak niejezdoznaczną suknię. Zwłaszcza, że opracowania bardziej często przeczą sobie nawzajem. Na tę chwilę wydaje mo się, że oprócz wywijanego kołnierza najważniejszy był jednak ten płaszczykowaty, luźny krój. A te suknie odsłaniające biust właśnie staram się rozpracować, także niedługo na pewno pojawi się o nich oddzielny post! :)

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger