18.06.2014

Najpiękniejsze z muzeów, czy o sukniach muzealnych, dla których najchętniej sama służyłabym za manekin

Zazwyczaj kiedy piszę posty o różnego rodzaju sukniach pojawiających się w poprzednich wiekach, kończę je słowami: uwielbiam je. Nie wszystkie suknie podobają mi się jednak tak samo - dziś chciałabym pokazać Wam jedenaście moich ulubionych muzealnych egzemplarzy, na które uwielbiam nie tylko patrzeć, ale i marzyć o posiadaniu ich replik. Kto wie, może kiedyś... 

Fragment francuskiej sukni wieczorowej z 1810 roku. 

Robe à la française, 1775-9, Francja, KCI

Źródło obrazka.

To jedna z najpiękniejszych sukien francuskich, jakie kiedykolwiek widziałam. Chociaż jest niezwykle bogata, dzięki subtelnym motywom kwiatowym na materiale i delikatnej koronce, którą jest ozdobiona, nie sprawia wrażenia przeładowanej. Suknia ta, dzięki gorsetowi w kształcie stożka i wielkiemu stelażowi, zdaje się tworzyć sylwetkę od nowa, dlatego chyba w żadnej innej nie czułabym się bardziej historycznie. Moje marzenie o niej jest jednak tak ciche, że niemal bezgłośne - nawet nie chcę wiedzieć, ile musiałabym zainwestować, żeby móc mieć suknię chociażby podobną. 

Komplet z pierwszych lat 90 XVIII wieku, Metropolitan Museum of Art

Źródło obrazka.
Uwielbiam XVIII-wieczne żakiety. Ten pierrot ma niesamowity, stalowo-niebieski kolor i zaczynającą być wówczas modną wysoko umieszczoną talię. Do tego pięknie haftowana, biała spódnica noszona na niewielkiej poduszce (zwanej cul de Paris). Cały ten komplet jest tak perfekcyjny, że nawet chusta fichu, której z zasady nie lubię, tutaj zupełnie mi nie przeszkadza. 

Suknia z 1800 roku, Francja, KCI 

Źródło obrazka.
Ta suknia jest dla mnie synonimem perfekcji - niewiele jest sukien, które by tak idealnie trafiały w mój gust. Jest biała, delikatna, ma dość duży, kwadratowy dekolt, wspaniałe hafty, no i wyraźnie uszyta jest tak, że zamiast pogrubiać, pięknie spływa po sylwetce i podkreśla figurę właścicielki. Jest urocza i pełna wdzięku, a jednocześnie niesamowicie kobieca. Myślę, że z wszystkich zaprezentowanych tutaj sukien to właśnie w niej czułabym się najlepiej. 

Suknia wieczorowa z lat 1805-8, Gemeentemuseum Den Haag

Źródło obrazka.
Ta suknia to dla mnie z kolei ucieleśnienie marzenia o ekstrawaganckiej merveilleuse. Chociaż najpewniej nie jest francuska, a kto wie, czy jej pierwotnym przeznaczenie nie była funkcja nocnej koszulki - mi nieodmiennie kojarzy się z postacią eterycznej madame Recamier i suknią wieczorową. Gdyby jakimś cudem znalazła się w moich rękach, założyłabym pod cienką, batystową haleczkę, włosy uczesałabym w grecką fryzurę ozdobioną grzebieniem z pereł - i czułabym się jak prawdziwa merveilleuse. 



Suknia wieczorowa z ok. 1810 roku, Francja, Metropolitan Museum of Art

Źródło obrazka.
W sukni tej niestety nie mogłabym wyglądać dobrze, jednak mimo to jest ona moim wielkim marzeniem. Bardzo podobają mi się jej lekko obniżone, fikuśne bufki i - przede wszystkim - niesamowity kształt dekoltu. 

Suknia dzienna, 1826-29, Wielka Brytania

Źródło obrazka.
Moda lat 20 coraz bardziej mnie zachwyca, chociaż kojarzy mi się tylko i wyłącznie z nastoletnimi pannami z dobrego domu, które całymi dniami przechadzają się po ogrodzie i wzdychają do swoich romantycznych marzeń o romantycznych poetach. Uwielbiam zwiewność tej sukni, pełen wdzięku materiał w kropeczki i te niesamowite rękawy a gigot, które - zamiast, jak to często z nimi bywa, przytłaczać sylwetkę - zdają się raczej dodawać jej lekkości. Nosiłabym ją w komplecie z niewielkim kapeluszem-budką na głowie i bukiecikiem fiołków w dłoni. I mogłabym tak przez cały dzień przechadzać się po ogrodzie i wzdychać do romantycznych marzeń o romantycznych poetach. 

Suknia ślubna z 1835 roku, Metropolitan Museum of Art 

Źródło obrazka.

Suknie z lat 30 to moja wielka słabość, a wszystko to wina Alexandra Dumasa, który akcję mojej ulubionej powieści, Hrabiego Monte Christo, umieścił w roku 1838. Ta suknia, chociaż pochodzi z połowy dekady, już kilka lat temu całkowicie zdobyła moje serce. Uwielbiam jej wielkie, nieco obniżone bufki, mankiety zakończone kokardkami i marszczenia na staniku. 

Suknia balowa z 1860 roku

Źródło obrazka.

To moim zdaniem jedna z najpiękniejszych sukien, jakie kiedykolwiek i gdziekolwiek powstały. Mimo ogromnej spódnicy i ciężkiego materiału wydaje się lekka, a to głównie za sprawą koronki, która zdaje się delikatniejsza od mgły. Ta suknia przyprawia moje serce o gwałtowne bicie i gdybym mogła ją kiedykolwiek założyć, moja radość nie miałaby granic. 

Suknia wieczorowa z 1882 roku projektu Wortha, Francja 

Źródło obrazka.

Oto suknia z gatunku jak dorosnę, zostanę bezą przekładaną kremem. Wstyd się przyznać, ale mam wielką słabość do takiego cukierniczego stylu. Uwielbiam, jak lejąca, cienka tkanina przeplata się tu z ciężką taftą (dokładnie jak w przekładanym kremem torcie), a wszystko to udekorowane zostało jeszcze zielonymi girlandami z kwiatów i liści. Jest perfekcyjna w swej słodyczy, a przy tym elegancka i niesamowicie szykowna. 

Suknia wieczorowa z 1887-9 roku projektu Wortha, Francja 

Źródło obrazka.

Źródło obrazka.
Nie wiem, co bardziej mnie w niej zachwyca, przód czy tył, dlatego prezentuję zdjęcia obydwu. Uwielbiam jej kolory - połączenie złota i wpadającego w róż beżu robi niesamowite wrażenie. Suknia ta jest pełna bogactwa i przepychu, a niezwykle, udrapowana, ociekająca złotem koronka wydaje się na nią zarzucona od niechcenia, co nadaje całości nieco nonszalanckiego charakteru. 

Suknia balowa z 1895 projektu Jeanne Paquin, Francja

Źródło obrazka.
Mam nadzieję, że nikt z Was nigdy nie podejrzewał mnie o dobry gust - przykro byłoby mi go teraz rozczarować. Chociaż modę lat 90 darzę wybitną antypatią, ta suknia z miejsca podbiła moje serce. Mimo że jest kiczowata i wygląda jak żywcem zdarta z którejś z Disneyowskich księżniczek, uwielbiam to połączenie różu i beżu, uwielbiam te fikuśne, sterczące bufki i uwielbiam kwiatowe motywy na obszernej spódnicy. I chociaż czułabym się w niej jak wielki, XIX-wieczny cupcake, to i tak założyłabym ją z nieskrywaną przyjemnością. 

I to już wszystkie suknie, które chciałam Wam dziś zaprezentować. Jestem bardzo ciekawa, jak Wam się podobały! A może same macie jakieś swoje ulubione, muzealne suknie, o których skrycie marzycie? 

Pozdrawiam, 
Gabrielle 

44 komentarze:

  1. Ta ostatnia jest prześliczna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że też Ci się podoba!

      Usuń
  2. Trzy suknie z lat 1800-1810 - TAK! <3 Też bym je nosiła. W dwóch pierwszych zachwyca ich lekkość, a w trzeciej - dekolt *_*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że obie mamy chęć zostania les merveilleusesI A Tobie akurat ten dekolt bardzo by pasował, tak samo jak sama ta suknia! :)

      Usuń
  3. Chcę zostać bezą przekładaną kremem (jeżeli jest prawdą, że jesteś tym co jesz to mam szansę:D). Ta suknia jest niesamowita. A ta różowa z 1860 to jeden z bardzo niewielu powodów dla których byłabym skłonna rozważyć wejście w posiadanie krynoliny (drugim jest "chcę zostać bezą przekładaną kremem":D).
    Strasznie nie lubię tych niskich bufek z lat 30. Te "normalne" jeszcze, ale te bąble poniżej ramienia to jakiś koszmar. Zdecydowanie bardziej (choć nadal umiarkowanie) wolę te z lat 90. A ta ostatnia jest cudna.
    PS. Teraz będzie za mną chodził materiał w groszki na suknię do Ojcowa. Kurcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie tylko ja mam ciągąty do stania się bezą przekładaną kremem :D Co do krynoliny całkowicie się z Tobą zgadzam - ta jest jedną z niewielu sukien, które mnie do niej przekonują :) Ja też myślę, że nie ma nic bardziej nietwarzowego niż te niskie bufki. Ale i tak mam do nich słabość :D Ach, sukienka w groszki byłaby świetna! Mam nadzieję, że się na nią zdecydujesz :)

      Usuń
  4. Kochana, marzenia mają zwyczaj spełniać się bardzo niespodziewanie - czego oczywiście Ci życzę :) Suknie z drugiej oraz ostatniej fotografii zachwyciły mnie najbardziej i muszę przyznać, że również nie miałabym nic przeciwko, by stać się dla nich manekinem... nawet przez długie godziny otwarcia muzeum.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! Mam nadzieję, że i te rzeczywiście się spełnią! Szkoda, że pewnie jesteśmy trochę za wysokie na "żywe manekiny" :D

      Usuń
  5. Suknia "a'la XIX-wieczny cupcake" jest śliczna. Co z tego, że przypomina mi sukienkę ukochanej lalki Barbie, którą dostałam kiedyś pod choinkę. :)) A suknia wieczorowa z 1882 trochę mi się kojarzy z tortem weselnym. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie tylko mnie urzekła! Już nie bałam że to niedobrze, że gustuję w takich sukniach a la Barbie :D Faktycznie, przypomina trochę tort! :)

      Usuń
  6. Witam :) mnie najbardziej podobają się houppelande i cotehardie, ale również nieziemską urodę mają suknie z końca średniowiecza np. włoskie z czasów rodziny Borgi, rewelacyjne są też suknie francuskie z wieku od XVI do XVIII, oraz suknie z epoki wiktoriańskiej. Z sukni zaprezentowanych urzekła mnie suknia z Suknia wieczorowa z ok. 1810 roku, z Metropolitan Museum of Art oraz suknia balowa z 1860

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te dwie kojarzę niestety tylko z nazwy, ale włoskie suknie z XV wieku zdecydowanie nie mają sobie równych! Uwielbiam oglądać je na obrazach, ale najbardziej chyba urzekły mnie właśnie w "Rodzinie Borgiów".

      Usuń
  7. Cudne te suknie, ile ja bym dała, żeby choć przez chwilę móc taką ponosić:)
    Też jestem fanką bezowych, księżniczkowych sukien:) Najpiękniejsze dla mnie są 8, 9 i 10:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już się bałam, że ja jednak jestem fanką bezowych sukien! A tu się okazuje, że cieszą się całkiem niezłym powodzeniem :D

      Usuń
  8. Suknia z 1860 od dawna jest na mojej liście chciejstw, a że krynoliny to "moja" epoka to kto wie? Może kiedyś sobie taką uszyję?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę trzymać kciuki! Bardzo chętnie bym Cię w niej zobaczyła :)

      Usuń
  9. Jako dziecko uwielbiałam oglądać ilustracje w encyklopedii, gdzie mieściły się stroje z różnych epok. W całej mizerii tamtych czasów były zjawiskowe i przecudne. Dziś chyba nic ich nie przebije w moich wspomnieniach. Ale tak patrząc na skunie balowe, wieczorowe i ślubną nie widzę tak wielkiej różnicy pomiędzy nimi. Dziś suknia ślubna to suknia, którą zakłada się na tę szczególną ceremonię, wówczas (ale to pewnie ja się nie znam), ale z powodzeniem mogłaby zastąpić balową czy wieczorową. Pewnie wychodzi moja ignorancja. Gdybym miała marzyć, to marzyłabym, aby mieć taką figurę, która dobrze prezentowałaby się w którejkolwiek z tych sukien. A do sukienek typu beza z kremem miałam słabość od dziecka, dopiero dziś z niej wyrastam powoli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ja przede wszystkim nie widzę różnicy między balową i wieczorową (podobno różnią się tym, że balowa nie ma trenu, ale kto to wie). W XIX wieku niby były "osobne" suknie ślubne, ale z tego, co się orientuję, potem noszone były po prostu jako wieczorowe, pewnie je tylko trochę przerabiano :) A figurę robi się przecież odpowiednim gorsetem, także myślę, że na pewno i Ty mogłabyś się w nich wspaniale prezentować! :)

      Usuń
    2. A były już gorsety? jak tak poproszę link, a jak nie to zgłaszam zapotrzebowanie :)

      Usuń
    3. A interesuje Cię jakaś konkretna epoka? Pamiętam, że dawno temu pisałam o gorsetach, ale tylko tych XVIII-wiecznych :)

      Usuń
    4. Interesują mnie takie, które pozwolą się wbić w którąś z prezentowanych tu kreacji :)

      Usuń
  10. Wszystkie bym z chęcią przygarnęła, nawet tę różową i te empirki, mimo że to nie moja epoka. Muszę Cię jednak rozczarować - czego byś nie założyła to z Twoją figurą żadnych babeczek nie będziesz przypominać (chyba, że magicznie przytyjesz jakieś 20 kilo :P).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, Elu, ładnie to tak gasić ludzi? :D Przecież jakbym założyła taką suknię całą w marszczeniach i falbankach, to optycznie nabrałabym chyba choćby pozoru babeczki :D

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobają! :)

      Usuń
  12. Najpiękniejsza jest ta: Suknia z 1800 roku, Francja, KCI
    prześliczne są też te dwie:
    Suknia wieczorowa z ok. 1810 roku, Francja, Metropolitan Museum of Art
    Suknia dzienna, 1826-29, Wielka Brytania
    czyli, że ja jednak nie mam skłonności do "bezy przekładanej kremem" - wybrałam te najprostsze ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proste suknie zdecydowanie mają w sobie "to coś"! Ja właśnie mam taki dość rozdarty gust, bo z jednej strony uwielbiam proste suknie z początku XIX wieku, z drugiej mam ogromną słabość do wszelkich falbanek i koronek :D

      Usuń
  13. Te wszystkie suknie z przełomu lat 20 i 30 XIX wieku wyglądają trochę jak bezy z kremem z powodu tych rękawów, z chęcią bym została taką bezą :) albo merveilleuse, mam słabość do tych białych haftów ;) Ta suknia z Met z 1810 jest niesamowita, zawsze mnie zastanawia ile czasu zajęło wyhaftowanie tych wszystkich oczek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty chyba zamierzałaś uszyć sobie suknię z lat 30, prawda? To miała być paryska gryzetka? :) No nie mów, te oczka są haftowane? Ja zawsze myślałam, że to zwykła, drukowana tkanina :D

      Usuń
    2. Właśnie walczę z dopasowaniem góry :) http://images.metmuseum.org/CRDImages/ci/original/1976.137.1_d.JPG na tym zdjęciu wygląda jak haftowane metaliczną nicią :)

      Usuń
    3. W takim razie trzymam kciuki, żeby się udało! :) Ojej, rzeczywiście! Szczerze podziwiam tego, kto to zrobił :)

      Usuń
  14. Niesamowite te suknie, chętnie sama wybrałabym się do takiego muzeum :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że też Ci się podobają! :)

      Usuń
  15. Ja szczerze mówiąc nie marzę o muzealnych sukniach, bo najczęściej śmierdzą różnymi specyfikami :P Ale tak na serio, ta suknia francuska z kwiatami na materiale jest rzeczywiście ładna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, faktycznie, o tym nie pomyślałam :D Cieszę się, że ta suknia Ci się podoba! :)

      Usuń
  16. 4 i 5 to moje ideały, pozostałę to prawdziwe dzieła sztuki, piękne, ale jak dla mnie ciut za obfite :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, patrząc na ubraną w tego typu suknię kobietę pewnie mało kto zauważyłby ją pośród tych koronek i falbanek :)

      Usuń
  17. http://4.bp.blogspot.com/-ZjDP0V4cGNg/U6FIst_S6fI/AAAAAAAAJI0/kIEFFfoa_NY/s1600/Suknia+1805-8.jpg - nałożyłabym i dziś, śmigałabym, tylko coś jeszcze pod spód, żeby nie świecić golizną :D Szczerze mówiąc, możliwe, że merveilleuse jest dla mnie stworzona i jakieś popędy ekshibicjonistyczne mogłabym wtedy bezgrzesznie realizować :D

    Suknie z początku wieku wszystkie bez wątpliwości piękne, w latach 30stych dzieje się już coś, co mnie zniechęca ;) Do tej z pierwszego zdjęcia, 1810 trzeba faktycznie mieć chyba specyficzną figurę - drobną, ale z pełnym biustem, inaczej cały urok gdzieś ginie. W ogóle - te dekolty! A podobno XIX wiek taki grzeczny heheh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że ta suknia jest cudowna? Najbardziej w stylu merveilleuses lubię to, że główne rolę odgrywa w nich nosząca je kobieta i jej prawdziwe ciało - kiedy w grę wchodzi gorset i stelaż, sylwetka jest jak gdyby tworzona od nowa, traci się jej naturalne piękno :) Przy sukniach wieczorowych nawet w XIX wieku kobiety szalały z dekoltami - i bardzo dobrze, dekolty dużo dają sukniom :)

      Usuń
  18. Ojej w tym wypadku i z chęcią ja robiłabym za manekin ; D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, cieszę się, że te suknie też Ci się podobają! :)

      Usuń
  19. Suknia wieczorowa z lat 1805-8, Gemeentemuseum Den Haag
    no wiesz, koszulą nocną to ona raczej nie była :-P
    tu masz przykład nocnopodobnych:
    http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/32/d6/4a/32d64a8cea7eb49b3da6ce69bd73fe73.jpg
    http://media-cache-ec0.pinimg.com/736x/4f/48/82/4f48820b2fcc75e6a84efb6405c236a9.jpg
    http://www.pinterest.com/pin/288160076128487841/
    http://www.pinterest.com/pin/288160076128468813/
    różnica w wyglądzie radykalna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tyle linków! Też nie bardzo widziałam ją jako koszuli nocnej, te koronki zdecydowanie wydają się zbyt cenne, żeby w nich spać. Ale kilka razy widziałam taki podpis pod tą suknią, więc wolałam nie ryzykować :)

      Usuń
  20. Wszystkie mają coś w sobie <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger