29.07.2013

Romans w stylu belle époque

Sidonie-Gabrielle Colette, jedna z najbardziej znanych francuskich pisarek, słynęła z bardzo kontrowersyjnych i odważnych utworów. Sławę zapewnił jej wydany w 1920 roku "Chéri"- romans o miłości i czasie, który idealnie oddaje dekadenckie nastroje ludzi z "końca wieku". 


Les œuvres de Sidonie-Gabrielle Colette étaient connus par son thématique courageux et controversé. Un de ceux,  "Chéri", est l'histoire de l'amour et de la vieillesse. Et il montre supérieurement les gens de la belle époque. 





Na pierwszy rzut oka fabuła nie należy tu do zbyt skompliwanych: Léa, pięćdziesięcioletnia kurtyzana, od kilku lat ma romans z Chérim, dwudziestopiięcioletnim synem swojej rywalki. I chociaż ich sielanka zdaje się być niczym niezagrożona,  Léa nie może pozbyć się niepokoju: widzi, jak przemija jej uroda, a zbliża się dzień, w którym Chéri ma się ożenić z młodziutką Edmée.

Sa fable n'est pas trop compliquée à première vue.  Léa, la vieille courtisane, est l'amante de  Chéri- le jeune fils de sa rivale. Elle doit faire face aux vieillese et le proche marriage de Chéri.



Mimo że jest to romans, zdecydowanie odradzam go "poszukiwaczom mocnych wrażeń". Utwór ten pełen jest metafor i niedopowiedzeń, a cała historia jak gdyby spowita w poetycką, przesiąkniętą melancholią mgłę. Mimo to powieść czyta się naprawdę lekko. Pojawiające się opisy ludzi, strojów i wnętrz, bardzo malarskie i zmysłowem, pozwalają się nam zanurzyć w klimacie początku XX wieku. 

Ce roman est très délicat. Il est plein de métaphores et sous-entendus. L'histoire est lyrique, on peut dire, qu'il est tressé au brume de la mélancolie. Grâce aux descriptions pittoresques des robes et meubles, on peut sentir l'ambiance de la belle époque.



Jak na dobry melodramat przystało, "Chéri" jest poruszający, ale w żadnym wypadku nie banalny. Colette świetnie oddała psychiki głównych bohaterów: ich lęki, niepokoje i prawdziwą walkę rozumu z uczuciem, która odbywa się w każdym z nich. Kochankowie ci nie są już w stanie ani podjąć stanowczej decyzji, ani zdecydować się na jakiś decydujący krok. Potrafią oni już tylko miotać się w swojej bezradności i poddawać temu, co przynosi los. 

"Chéri", comme chaque bon mélodrame, est mouvant, mais pas banale. Colette a montré parfaitement des sentiments des héros. Les amants ne savaient plus fonctionner, ils ne peuvent que se démener à l' impuissance.



Mimo bardzo skromnej objętości, Colette uczyniła swoją powieść zajmującą i niejednoznaczną. Bohaterowie pełni są sprzeczności, każdy z nich jest jednocześnie katem i ofiarą. Dzięki temu stają się oni "wielowymiarowi", a ich historia- naprawdę przejmująca. Na podstawie "Chériego" powstał takze bardzo klimatyczny film pod tym samym tytułem, w którym możemy dodatkowo podziwiać przepiękne suknie noszone przez Michelle Pfeiffer. 

Ce romans n'est pas longue, mais il est plein de passions. Les héros sont plein de discordance. Chacun est bourreau et victime à la fois. 
On peut regarder aussi le film "Chéri" qui base sur roman de Colette. Il est très climatique et il est plein des belles robes! 



Ogólnie rzecz biorąc, czas spędzony z "Chérim" uważam za bardzo udany. A Wy, czytaliście może tę książkę? 


Moi, j'aime bien "Chéri". Et vous, aimez-vous ce roman? 


Pozdrawiam, 
Gabrielle 

43 komentarze:

  1. Ten ażurowy kapelusz :O Cudo! A do książki mnie zachęciłaś, nie słyszałam o niej, ale brzmi jak coś, co mogłoby mi się spodobać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tak będzie! Jest bardzo krótka, szybko się czyta, a w dodatku jest naprawdę bardzo dobra :)

      Usuń
  2. dzieki, mi już też zaczyna sie to podobać, czy jest ekranizacja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wszystkie zdjęcia w notce są właśnie z ekranizacji pod tym samym tytułem :)

      Usuń
  3. Coś czuję, że ta książka znajdzie się niedługo na mojej półce...:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Twoja półka tego nie pożałuje! :D

      Usuń
  4. Raz podchodziłam do tego filmu i szczerze mówiąc coś mi tutaj nie pasowało. :P Książkę mam zamiar przeczytać, chociażby dlatego, że lubię serię o Klaudynie autorstwa Colette. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? A możesz powiedzieć, co Ci nie pasowało? :(
      O, nie czytałam tej serii, jakoś imię "Klaudyna" mnie odstrasza. Ale skoro mówisz, że jest dobra, to czemu nie :)

      Usuń
  5. Nie znam, co do filmu to fotosy zapowiadają piękne zdjęcia, ale nie wiem czy tym razem połączenie dwóch nazwisk - Pfeiffer i Frears, okazałoby się tak elektryzujące i udane, jak w przypadku "Niebezpiecznych związków":) Tak się zastanawiam, ale na podstawie Twojego opisu odnoszę wrażenie, że chłopak w powieści to chyba trochę takie typowy, zblazowany dekadent? Ale nie, może zdjęcia przywiodły mi na myśl takie skojarzenia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ nie, masz całkowitą rację: Cheri jest właśnie takim totalnie zblazowanym dekadentem, dla którego nawet mówienie jawi się jako ciężkie zajęcie.
      Wiesz co, nie zastanawiałam się nad tym :) Przyznam szczerze, że oba filmy zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie pod każdym względem. Ale kostiumy na przykład chyba wolę z "Cheriego" :D

      Usuń
    2. O, czyli nie spudłowałam;) Może to dlatego, że mam alergię na taki typ, dlatego wyczuwam na kilometr:P Skoro mówisz, że film zrobił na Tobie wrażenie, może się skuszę?:) Niestety ten chłopak okropnie mnie odpycha, szczególnie po tym, kiedy potwierdziłaś moje domysły, ale może Pfeiffer jako Lea pozwoliłaby mi przetrwać pomimo niechęci do tego typka:P

      Usuń
    3. Ależ Ewo, ten chłopiec jest cudowny! Rupert Friend w roli znudzonego dandysa jest po prostu niesamowity! Ale ja chyba mam słabość do tego typu mężczyzn, więc powiem Ci tylko, że gra Pfeiffer też jest naprawdę poruszająca! :)

      Usuń
    4. Ja mam słabość do takich w rodzaju de Valmont, a takiemu jak ten to po pierwsze miałabym ochotę pokazać, gdzie jego miejsce, po drugie w złości mogłabym pewnie zachować się jak kobieta modliszka: zdeptać, czy nawet rozszarpać, haha:P A to radykalne podejście bierze się stąd, że okropnie irytuje mnie męska niedojrzałość, której w moich oczach taki młodociany, bierny i pusty dekadent jest kwintesencją i uosobieniem:P Dlatego będę mieć nadzieję, że ta groźna ekscytacja z czasem Ci minie, haha:D

      Usuń
    5. Ależ typ a la Valmont też jest niedojrzały i niezdolny do prawdziwych uczuć! Facet, który uważa, że może mieć każdą po kolei też aż się prosi, żeby mu pokazać, gdzie jego miejsce! :D

      Usuń
    6. Ależ on jest zdolny do prwadziwych uczuć!;)Właśnie to, co mi się w nim zawsze najbardziej podobało to to, że był naprawdę zakochany (choć nie od razu zdał sobie z tego sprawę, czy raczej nie chciał sobie zdać), a raniąc innych, w końcu zadał największy cios samemu sobie. W ogóle po jakimś czasie doszłam do wniosku, że większość bohaterów z NZ to tak naprawdę postaci tragiczne, jednocześnie kaci i ofiary - łącznie z najczarniejszym charakterem markizą de Merteuil. I to jest naprawdę straszne, fascynujące i przeszywające zarazem w tej prawdziwie psychologicznej powieści, bardzo ludzkie. No dobra, bo zaraz rozwiniemy jakąś przydługą dyskusję, ja niestety przyznaję, że mam ogromną słabość do psychoanalitycznych rozkim, i właśnie dlatego mam też "fioła" na punkcie tej książki jak chyba żadnej innej:P

      Usuń
    7. Tak, zauważyłam tę słabość, ale uwierz mi, że niedawno bardzo mi ona pomogła! :) Hm... właściwie masz rację, jeśli chodzi o Valmonta. I o nich wszystkich, którzy byli tak naprawdę ofiarami... tylko czego? Libertyńskiego sposobu myślenia? Przecież sami go stworzyli!
      Jejku, też uwielbiam NZ. Nawet nie wiem, czy nie bardziej film od książki, chociaż oba te dzieła są równie przejmujące! :)

      Usuń
    8. Może brzmi to paradoksalnie, ale sądzę, że strzeliłaś w 10-tkę tym stwierdzeniem, wspaniała obserwacja!;) Po jakimś czasie okazało się, że zmysłowe uciechy nie mogą trwać wiecznie, a kiedy najwytrwalsi entuzjaści takich przyjemności się "zużyli", nie zostało nic poza goryczą, rozczarowaniem, chęcią zemsty, drążeniem dna.. Merteuil też jest tragiczna, wie, że nigdy nie dorówna prezydentowej, kobiecie czystej i niezepsutej - Valmont za to sam daje się zapędzić w kozi róg, bo jako notoryczny uwodziciel musi ciągle udowadniać, że nie wyszedł z wprawy i jest równie bezwzględny, jak dawniej. W imię tych strasznych zasad niszczy swoją miłość, jej obiekt i samego siebie. Czy nie jest to przerażające i tragiczne? Wszystko tylko dlatego, że zakochanie, które było chyba jego najjaśniejszą stroną, w świecie libertyńskich "wartości" (naprawdę antywartości) stanowiło oznakę słabości i śmieszności..

      Usuń
    9. Pięknie to wszystko napisałaś, zgadzam się z każdym Twoim słowem :) Mimo że Valmont jednak okazał się zdolny do miłości, to jednak zapisał się w literaturze jako symbol zgubnego libertynizmu. Pamiętam, przeczytałam gdzieś, że w romantyzmie bardzo popularne było hasło: "Werter przeciw Valmontowi". To chyba bardzo sugestywnie oddaje zmianę w myśleniu wielu ludzi, nie uważasz? :)

      Usuń
    10. Oczywiście, że tak, niestety ta kontra oddaje też trochę taką ironię dziejów - przeskok z kultu rozumu i fizycznych rozkoszy bez zobowiązań za oświecenia do romantyzmu - idealizmu i weltschmerzu. To ciekawe, nie słyszałam tego hasła, ale w sumie zestawia ze sobą postaci emblematyczne dla tych dwóch epok, krańcowo różne, z których każda wpada w inną pułapkę. Werter zakochał się przecież nie w prawdziwej kobiecie, ale wymyślonym przez siebie ideale..;)

      Usuń
    11. I było nie było, obaj skończyli równie tragicznie. Jak gdyby literatura chciała nam powiedzieć, że jakąkolwiek drogę obierzemy, i tak doprowadzi nas ona do zguby.

      Usuń
  6. Czytałam, ale chyba w niewłaściwym czasie, bo książka do mnie nie przemówiła, choć wiem, że cieszy się dużą sympatią czytelników. Recenzja http://ggpodroze.bloog.pl/id,330003206,title,Cheri-Sidonie-Gabriele-Colette-czyli-romans-na-wakacje,index.html?smoybbtticaid=611081
    Chyba nie potrafiłam docenić niuansików i niedopowiedzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, możliwe! :) Jestem bardzo ciekawa Twojej recenzji i już biorę się za czytanie :)

      Usuń
  7. Kiedyś chciałam iść z koleżanką na film na podstawie Cheri, ale nie było go w kinach i tak to się skończyło... Ale ale! Widzę, że zaczęłaś czytać książki pisane przez kobiety :D Chyba, że dla Colette robisz akurat wyjątek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, Colette jest tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę :D Wypożczyłam sobie po niej jedną z powieści Sary Waters i po jednej stronie doszłam do wniosku, że koniec z literaturą kobiecą na ten rok :D

      Usuń
    2. Nieeee :( Nie każda rzecz napisana przez kobiety jest zła. Współcześnie - owszem, bywają złe rzeczy (i to dużo), ale w XIX wieku nie zawsze tak było. Spróbuj przeczytać Jane Eyre - to moja ukochana książka i na prawdę warto po nią sięgnąć. Była wydana pod pseudonimem, dociekano, kto jest autorem i stwierdzono nawet, że niemożliwe, żeby kobieta napisała taką powieść :)

      Usuń
    3. Skoro tak mówisz, to obiecuję przeczytać! Jeszcze czekają na mnie "Wichrowe wzgórza", z tego, co pamiętam, Tobie bardzo się podobały prawda? :)

      Usuń
    4. Wichrowe czytałam już dawno temu, podobały mi się :) Są bardzo mroczne, według dziewiętnastowiecznych wręcz ekscentryczne. Dobrze oddają naturę zła, ich bohaterowie są ponad prawem moralnym, co mnie szczerze mówiąc przerażało, ale też fascynowało. Siostry Bronte flirtują sobie trochę z gotycyzmem, ale całość jest dobrze wyważona i nie wpada w śmieszność :)

      Usuń
    5. Brzmi bardzo intrygująco, zdecydowanie nie jak klasyczne romansidło! A w dodatku powieść ta nie ma zbyt dużej objętości, co też jest bardzo dużym plusem :D

      Usuń
    6. Tak, ma chyba coś ok. 300 stron. Jane Eyre ma chyba z 600, ale do mnie bardziej przemawia, mam mnóstwo wspólnych cech z główną bohaterką i dlatego łatwo było mi się w nią wczuć. Charlotte w dodatku doskonale oddaje stany emocjonalne i duchowe swoich bohaterów, większość wątków dzieje się na płaszczyźnie relacji międzyludzkich :)

      A Wichrowe to oczywiście też romans, ale tylko na powierzchni, w głębi kryje się wiele więcej sensów. Emily była zamkniętą w sobie, spędzającą czas na wrzosowiskach lub w kuchni, całkiem niepozorną istotą, podczas gdy jej dusza niepostrzeżenie zagłębiała się w ciemność - i to właśnie widać w jej jedynej powieści. Są jeszcze wiersze, ale nie wiem, czy w ogóle je wydano. Jeśli już, to na pewno nie w Polsce :(

      Usuń
    7. Podzielam zdanie Porcelany w kwestii Wichrowych wzgórz i choć w sprawie Cheri mamy odmienne opinie to wydaje mi się, że WW mogłyby ci się spodobać.

      Usuń
    8. Wiecie co, WW brzmią fascynująco! Już nie mogę się doczekać ich lektury! :)

      Usuń
    9. Hej, gdzie Wy macie romans w WW? Toż oni wszyscy są ogarnięci jakąś niezdrową obsesją, tam nikt tak naprawdę nie kocha kogoś innego, co najwyżej siebie :P

      Usuń
    10. Bardzo być może, ale słowa romans, przynajmniej według XIX wiecznych standardów, można używać zamiennie z ze słowem powieść :)

      Usuń
  8. Ależ cudowny kapelusz!*_*
    Co do książki (i ekranizacji) to niezbyt mnie do nich ciągnęło. Zachęciłaś mnie :)
    pozdrawiam M.M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam Cię do nich zachęcić! O tak, ten kapelusz jest po prostu niesamowity! :)

      Usuń
  9. uwielbiam modę sprzed lat- czym starsza, tym lepsza :) A Ty tak pięknie nam ją przybliżasz:)
    Książkę czytałam- lekka lektura na leniwe popołudnie:) Teraz muszę się postarać o obejrzenie filmu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, cieszę się, że tak uważasz! :)
      Naprawdę bardzo go polecam, chyba przede wszystkim ze względu na ten wspaniały klimat belle epoque, no i zapierające dech suknie! :)

      Usuń
  10. Nie wiem czy skuszę się na przeczytanie tej książki, ale film koniecznie muszę zobaczyć - dla wspaniałej Michelle i tych strojów! Uwielbiam kostiumowe filmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, stroje są tu po prostu niesamowite! Najbardziej podoba mi się chyba biała suknia z pierwszego zdjęcia... po prostu marzenie! :D Kiedy już obejrzysz, koniecznie napisz, jak Ci się podobał! :)

      Usuń
  11. Film oglądałam jakiś czas temu. Wizualnie piękny, bardzo mi się podobał. Jestem ciekawa, czy podobnie byłoby z książką.
    Tak na marginesie, czytałam rozmowę wyżej i jestem ciekawa czy "Wichrowe Wzgórza" Ci się spodobają. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że tak, opisy w książce bardzo działają na wyobraźnię, zwłaszcza te dotyczące wystroju wnętrz :)

      Usuń
  12. Książki nie czytałam, ale lubię filmy kostiumowe, tego chyba nie widziałam, nic straconego, może nawet za chwilkę sobie włączę!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz koniecznie, jak Ci się podobał! :)

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger