22.04.2013

Warszawskie lata 20-te

Dzisiaj dalszy ciąg moich starych zdjęć, okraszonych dodatkowo ciekawą historią rodzinną.

Bronisława Sikorska

Dotyczyć ona będzie dwóch sióstr, Bolesławy i Bronisławy Sikorskich, które w latach 20 (i nie tylko) mieszkały w Warszawie.  

Po lewej stoi Bronka, Sławka po prawej
Po lewej Bronka, Sławka po prawej.
Sławka urodziła się w 1902 roku, zmarła około 1959. Z charakteru dumna i wyniosła, w przeciwieństwie do Bronki, wyznawała starą rodzinną legendę o jakobym wywodzeniu się ich z rodu Wiśniowieckich. Pomimo mieszczańskiego statusu społecznego i niewielkiego majątku, nie rozstawała się z białymi rękawiczkami i uważała się za szlachciankę.

Sławka Sikorska.
Bronka urodziła się około roku 1903. Obdarzona była urodą, którą nazywa się anielską: zgrabna, o wielkich oczach i długich, jasnych włosach, które ścięła wraz z nadejściem mody na krótkie fryzurki. Niestety, w bardzo młodym wieku zachorowała na gruźlicę, która wtedy była jeszcze śmiertelna. Kiedy pewnego razu poszukiwała pracy w sztabie wojskowym, na korytarzu zobaczył ją generał Jan Andrzej Sadowski. Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i niemal natychmiast się z nią ożenił. Nie obchodziło go, że jego młodziutka żona jest śmiertelnie chora. Poprzysiągł sobie, że uczyni wszystko, żeby pomóc jej wyzdrowieć. Jako że był obdarzony dużym majątkiem, był w stanie sfinansować jej leczenie za granicą. Nie wiadomo już dokładnie, w jakich przebywała ośrodkach, ponieważ wszystkie zdjęcia z sanatoriów, jakie mamy, pochodzą z jednego, który znajdował w Arco, we Włoszech.

Bronka 

Bronka
Na pikniku.
Od lewej: Sławka, Bronka i pewien niezidentyfikowany pan. 

Na pikniku.
Po lewej stronie siedzą Bronka z mężem.

Pikniku ciąg dalszy. 


Po prawej Bronka, pani z lewej nieznana.
(ale popatrzcie, jakie ma cudowne butki!)


Zdjęcie z pobytu w sanatorium. Bronka pierwsza z lewej.


Niestety, leczenie na niewiele się zdało. Bronka umarła 11 listopada 1927 roku, w wieku zaledwie 23 lat. Dzięki gruźliczej śmierci i nieskazitelnej urodzie, obrosła ona jednak w naszej rodzinie w legendę, w której jawi się jako piękny i wyidealizowany anioł.


Bronka jeszcze za nim ścięła włosy.  

Inaczej potoczyło się życie Sławki. Wyszła ona za mąż za Stanisława Sakłaka, magistra prawa, który był w niej zakochany do szaleństwa. Wydał nawet dwa tomiki poezji, na których widnieje dedykacja: Ponieważ dla Ciebie i przez Ciebie powstały te wiersze, Tobie więc je dedykuję Najjaśniejszy Promyku mej duszy. 


Sławka w latach 30. 
A to fragment jednego z jego wierszy, zatytułowanego Miłość: 

Czasem jest miłość kwiatem wiśni, 
który się wiosną słońcu przyśnił
wczas rano, 
gdy oczy mówią blasków mową,
to najpiękniejsze z wszystkich słowo-
-"Kochana". 

Niestety, nie długo dane im było się sobą cieszyć. Sakłak był jedną z sowieckich ofiar, które zostały rozstrzelane w Katyniu. 

Co ciekawe, żadna z obu sióstr nie miała dzieci, co miało wiązać się z faktem ciążącej nad ich rodziną klątwy. Legenda głosi, że wywodziła się ona ze szlachty, która w okrutny sposób traktowała chłopów. Jeden z nich, w akcie zemsty, przeklął ich i ród miał wyginąć. Tak też się stało, gałąź zakończyła się wraz z siostrami Sikorskimi. 

To tyle o siostrach Sikorskich. Na koniec zdjęcie z przeglądem sukienek z epoki: 

Bronka stoi druga od lewej, Sławka prezentuje się jako piąta. 

Pozdrawiam, 
Gabrielle

21 komentarzy:

  1. Ach, ależ ci zazdroszczę tych rodzinnych historii i zdjęć! My mamy tylko kilka legend, między innymi o żonie mojego prawuja, która umarła i... była potem widywana w Londynie, okazało się, że była rosyjskim szpiegiem i sfingowała własną śmierć :O W ogóle, a propos Bronki, uważam, że to straszne i bezsensowne, umrzeć na chorobę, która kilka dekad później była już uleczalna :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to wszystko dzięki mojej prababci, która uwielbiała opowiadać różne rodzinne historie :) Ale powiem Ci, że legenda o żonie Twoja prawuja jest równie zajmująca!
      Masz rację, dziwnie się też robi na myśl, że wszystkie choroby, na które teraz umierają ludzie, będą kiedyś uleczalne.

      Usuń
  2. Bronka umarła będąc w moim wieku! I jest to tym straszniejsze, że brat mojej babci też zmarł mając 23 lata - w wypadku w kopalni. Jeden z pracowników spadł i nie dawał znaku życia, więc brat babci postanowił sprawdzić, co z nim i też spadł. Dopiero następny pracownik zjechał na dół, ale znalazł już tylko dwa martwe ciała. Co dziwniejsze, cała historia działa się niedługo przed Bożym Narodzeniem i pogrzeb brata babci był w... Wigilię. Narzeczona płakała bardzo, a świąt oczywiście w rodzinie tego roku nie było.
    Dobrze, że dzisiaj są i leki na gruźlicę i lepsze przepisy bhp, dzięki czemu ludzie nie umierają już tak łatwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że każda rodzina ma takie właśnie tragiczne historie, zwłaszcza jeśli wspominać na przykład czasy wojny.
      Na mnie to też zawsze robiło duże wrażenie, że Bronka była taka młoda. Ale przynajmniej zdążyła przeżyć swoją wielką miłość :)

      Usuń
    2. O tyle dobrze :)
      Właśnie to jest to, że w Polsce nie ma chyba rodziny nieskażonej wojną i PRL-em, każdy przez to nosi w sobie jakieś mniejsze lub większe wspomnienie dawnych tragedii, choć z drugiej strony często też podziwiam siłę, jaką np. miała moja prababcia, która przeżyła łagry - świadomość tej siły pewnie jest w jakimś sensie budująca także i dla nas, żyjących w czasach pokoju :)

      Usuń
    3. Ale kiedyś ludzie byli mimo wszystko dużo silniejsi niż my. Moja mama zawsze mówi, że za jej czasów to człowiek sam sobie musiał radzić z problemami, a dzisiaj od razu biegnie się do psychologa. I chyba coś w tym jest, mimo wszystko.


      Usuń
  3. hmm, w mojej rodzinie parę takich historii było :) Pierwsza - mojej praprababki kuzyn był bogaczem - wyjechał do USA pod koniec XIX wieku, i tam zbił majątek. Pościągał tam rodzeństwo mojego pradziadka - z 9 dzieci wyjechało za ocean 5. Potem wrócił do Polski, tuż przed I wojną światową kupił w Warszawie kamienicę i sklep. Wziął ślub, ale nie skończyło się to dla niego dobrze - okazało się, że żona była niemieckim szpiclem. Doprowadziła męża do ruiny, zostawiła go, i cioteczny pra pra dziadek umierał sam, w przytułku dla biedoty.
    Druga historia jest związana z prababcią - właściwie żoną jednego z tych 9 dzieci. Mieszkali na naszej ojcowiźnie (Mam udowodnione pochodzenie z szlachty, z zawołaniem, herbem i wpisem w zamku wlacznie ;DDD ale jak to tata mówi: taka szlachta, że słomę do butów wciskali, żeby na boso nie chodzić ;)), gdzie prowadzili sklep. Pradziadek zostawił żonę z dwójką dzieci (starsza ciotka miała chyba około 12,13 lat). Prababcia zmarła na 2 lub 3 dni przed końcem II wojny światowej, chorowała na suchoty. JEj dzieci musiały sobie same radzić.
    Z samym pradziadkiem też są ciekawe anegdoty - niezależnie od pogody, pory roku i dnia, zawsze chodził w futrze i kapeluszu :)
    Do zdjęcia zawsze pozował z laską ;)
    Zaś z drugiej strony - od mamy - wiem, że jeden z prapradziadków był niemieckim rządcą - takim, o jakich czyta się w romansidłach ;) Zakochał się na zabój w polskiej robotnicy, którą zatrudnił, już jej nie wypuścił. Po roku wrócili do Polski z nieślubną córką (moją prababcią, która podobno miała ojcu za złe, że nie nadał jej swojego nazwiska), wzięli ślub, i mieli więcej dzieci. Ja poznałam jeszcze jedną siostrę prababci - ciotkę, która gdy byłam dzieckiem opowiadała mi o swoich wspomnieniach. Było tam bodajże 3 siostry, i chyba brat, w każdym razie, wszystkie dzieci mówiły płynnie po polsku i niemiecku. Babcia podobno przemycała w czasie I wojny światowej tytoń w liściach w halkach spódnicy ;) Jak ją kiedyś celnik złapał to się zastanawiał ,czemu tak szybko chudnie i tyje ;) Ta sama ciotka opowiadała mi również, jak nasłuchała się kiedyś od jednego Niemca, jak to mu się "podoba" jako kobieta, bo myślał, że nie zna niemieckiego, jak mu odpowiedziała, ot mu poszło w piety ;)
    Wiem również, że ta sama prababcia i jej siostra znajdowały w II WŚ po dwóch stronach barykady - prababcia w Polsce, czuła się polską, jej siostra Niemką, straciła obu synów służących w Luftwaffe.
    Uff, legendy rodzinne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, też mam herb! Szlachecka piąteczka :D A te historie są strasznie ciekawe. U nas krąży jeszcze taka opowieść, że siostra babci miała jakiś sekret. Wszyscy myśleli, że jest dziwna, łącznie z moją mamą, a ona po prostu ukrywała cos dużego. Niestety zmarla zabierając tajemnicę do grobu :/

      Usuń
    2. Fobmróweczka: masz bardzo ciekawe legendy rodzinne! Myślę, że gdyby tak przepytać ludzi, to w każdej rodzinie znajdą się jakieś ciekawe historie. Szkoda tylko, że o wielu z nich po latach się zapomina.
      Eleonora: takie sytuacje są najgorsze, jak ktoś zabiera ze sobą takie rzeczy do grobu! moja babcia na przykład pisała z dziadkiem cudowne listy i przed swoją śmiercią wszystkie spaliła :( Został tylko jeden, ale za to jaki! :D

      Usuń
    3. O nie! Straszna szkoda! Nie lubię, kiedy ktoś każe palić cos przed śmiercią, np. pamiętniki :/ A moja prababcia pisała wiersze, które odkrylismy sprzatając stare mieszkanie. Są tez przepiękne wiersze o mojej mamie, z czasów kiedy miała kilka lat ;) Ja zamierzam pielęgnować rodzinne zapisy i pamiątki własnie dla moich dzieci i wnuków! Żeby mi potem nie wypominaly :)

      Usuń
    4. Jejku, te wiersze to musi być naprawdę wspaniała pamiątka!
      Tak, dla nas to też nieodżałowana strata, te listy musiały być naprawdę piękne, bo moi pradziadkowie naprawdę bardzo się kochali :)

      Usuń
    5. Hm, listy są fajne :) Mój dziadek jak był w wojsku, dziennie pisał listy do żony, taty mojego i córki. Kiedys babcia to powyciągała i przeglądaliśmy ;) Między listami zaplątały się też dokumenty z II wojny światowej - legitymacje, przepustki warszawskie i listy od rodziny ze wsi.
      Z ciekawostek - mam w domu pierwszy tom pierwszego wydania encykopedii polskiej (właściwie to encyklopedyji;)) Może keidyś porobię zdjęcia ;)
      Co do tajemnic branych do grobu ... Dzięki bogu, babcia swojej nie wzieła (jeszcze żyje;)), ale i tak, narobiła niezłego bigosu w rodzinie - mój tata od swojej żony dowiedział się, że jego dziadek nie jest jego dziadkiem - babka była tak wsciekła na ojca (nie uznał jej), że nie dość, że nie utrzymywała z tamtą rodziną kontaków, to i nie poinformowała własnych dzieci o tym, że jej ojczym to ojczym ...

      Usuń
    6. Jejku, koniecznie musisz zrobić jej zdjęcia! Taka świetna pamiątka!
      To moja babcia ma po swoim ojcu chrzestnym zabytkowy, porcelanowy talerz z lat 30 XIX wieku :D Cudowny jest i tylko mi szkoda, że nie pozwala z niego korzystać :D
      Jejku, dużo masz tych historii rodzinnych! Fajnie, bo widać, że pielęgnuje się u Ciebie historię :)

      Usuń
    7. Eh, powiedzmy ;p dopiero ja wpadłam na pomysł, żeby to pozbierać, bo niby wiem, ale de facto jak padają imiona, nie iwem o kogo chodzi ;) A z starych rzeczy, mam jeszcze w domu kufel do piwa z przykrywką z XVIII wieku i maszyne do szycia z lat 80 XIX wieku ;) teraz jeszcze moje pianino (czeka na dostrojenie drugiej połowy klawiatury ...), encyklopedia, parę zdjęć, i jakieś tam mało warte pierścionki od babci - tyle, że sprzed wojny ;)

      Usuń
    8. Jejku, to to już jest ładny zbiorek :)
      Ale też tak mam, że jak ktoś zaczyna opowiadać jakąś rodzinną historię, to muszę dziesięć minut składać w pamięci, zanim sobie uświadomię, o kogo chodzi. Strasznie dużo tych członków rodziny :D

      Usuń
    9. o tak, szczególnie gdy płodne pary były ;)

      Usuń
    10. Haha, dokładnie! Ale u mnie w rodzinie to raczej nigdy nie było jakiejś lawiny dzieci, no, chyba że na wsi :)

      Usuń
    11. Hm, u mnie ze strony mamy było 9 rodzeństwa, przeżyło do 16 roku życia 6 ;p z drugiej storny pradziadek miał tyle braci i sióstr, ale już ich dzieci miały po 1,2, max 3 ;p

      Usuń
    12. No to rzeczywiście nie dziwię się, że gubisz się w tym, kto kim był :D

      Usuń
  4. Świetna historia! U mnie w rodzinie też jest przekazywana historia o prababce Swietłanie, która była czarownicą, podczas II wojny światowej, we wszystkich wsiach kieleckich wybuchła epidemia czerwonki, wymierały całe wsie, oprócz jednej, w tej której była i leczyła moja praprabacia, ponoć ukrywała też Hubala (Henryka Dobrzańskiego) czym bardzo naraziła się Ruskom. Gdy zmieniał się okupant, i szły wojska rosyjskie, moja pra babcia (a jej córka) była w ciąży z pierwszym dzieckiem. Zaczęła rodzić na polu kapusty, dziecko porzuciła, bo nie zdążyła je zabrać, bo wojska szły i strzelały. Wróciła po nie dzień później i mały żył. Tak właśnie urodził się mój dziadziuś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeczywiście niesamowita historia! Myślę, że mogłaby na jej kanwie powstać naprawdę niezła powieść! :)

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger