17.04.2013

Rokoko w Pszczynie

W ostatnim komentarzu Fobmróweczka wspomniała o Pszczynie, gdzie w zeszłe wakacje miałyśmy z Elą cudowną sesję w stylu rokoko! Ela co prawda już zamieściła zdjęcia z niej na swoim blogu, ale mamy ich tyle, że mogłyby zapełnić nawet kilka blogów. 
W zeszłym roku udała nam się niestety tylko jedna taka sesja, ale mam nadzieję, że tym będzie ich więcej. Mnie osobiście marzy się sesja w jakimś pałacu z tego okresu, w oryginalnych wnętrzach... no niestety, za to trzeba by już chyba dużo zapłacić! 
Zanim więc zrobi się aura odpowiednia do nowej sesji, zapraszam do oglądania tej z zeszłego roku. 








Ela miała na sobie piękną zone-front dress, a ja robe à l'anglaise retroussée. Kiedy prosiłam Elę o jej uszycie, byłam przekonana, że suknia z obrazu, który był na nią wzorem, to klasyczna poloneska. Dopiero później okazało się, że jest to suknia angielska, w moim wydaniu upinana jak poloneska (o różnicach między tymi sukniami będzie w jednym z następnych postów).Co w żadnym wypadku nie umniejsza oczywiście faktu jej urody :D 







Dodam jeszcze, że w dzień naszej sesji był przeraźliwy upał. Po tych kilku godzinach nie mam zielonego pojęcia, w jaki sposób kobiety w dawnych czasach wytrzymywały lato w gorsetach i długich sukniach. Ja po tych kilku godzinach byłam ledwo żywa, ale może to tylko kwestia odpowiedniego przyzwyczajenia :)
Pozdrawiam,
Gabrielle


19 komentarzy:

  1. Akurat byłam tam w weekend - przepiękne miejsce... A wy wyglądacie zjawiskowo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      O tak, Pszczyna jest cudowna! Ale koniecznie musisz się wybrać, kiedy już się zazieleni i wszystko zacznie zakwitać- wtedy to już w ogóle jest pięknie! :)

      Usuń
    2. Ja koniecznie chce zwiedzic palac :) a sesji zazdroszcze - niestety, nie mam w poblizu nikogo kto by ze mna odwazyl sie na takie zdjecia ;) ale tu przechodzimy do sedna! Dzewczyny, moze spotkanie a la regencja w pszczynie? :)

      Usuń
    3. Jejku, świetny pomysł! Możemy zrobić piknik w stylu napoleońskim, tam jest dużo takich urokliwych zakątków, gdzie mogłybyśmy się ulokować :)
      Ale powiem Ci, że chociaż mieszkam tuż obok Pszczyny, to jednak nigdy nie byłam w samym pałacyku, bo są strasznie drogie wyjścia :/

      Usuń
    4. Miało być "wejścia", oczywiście :)

      Usuń
    5. Ja oczywiście też jestem jak najbardziej chętna :) A co do cen, to chyba nie jest tak tragicznie, ulgowy nie przekracza 10 zł :) A propos Pszczyny, właśnie dodałam o niej post, który pisałam już od paru dni :D Tam jest trochę zdjęć środka ;)

      Usuń
    6. To rzeczywiście nie tak dużo. Nie wiem, dlaczego pałacyk zawsze kojarzył mi się z tak horrendalnie wysoką ceną.
      A tak swoją drogą to ciekawe, jak zareagowałaby obsługa, gdyby nagle na zwiedzanie przyszła grupa dziewczyn w napoleońskich sukniach :D

      Usuń
    7. Może ceny poszły w dół, chociaż to raczej mało prawdopodobne. A co do sukni to nie powinni mieć nic przeciwko, co innego, gdybyśmy próbowały przetoczyć się przez pałac w krynolinach :D

      Usuń
    8. Możemy próbować po kolei, jak reagują na różne epoki :D I raz przyjdziemy w napoleońskich, raz w krynolinach... Ciekawe, przy której epoce by nas wyrzucili :D

      Usuń
    9. Gabrysia, naprawdę nie byłaś nigdy w środku?!
      Jestem pewna, że wyglądałybyśmy cudownie w krynolinach i tych gustownych, skórzanych kapciach :D

      Usuń
    10. Ale! Mieszkanka rodowita pszczyny mówiła mi, że jeden dzień zwiedzania jak w każdym muzeum jest za darmo! A krynoliny, plus aparaty, plus kapcie plus torby .,.. cudowny widok ;d Może przeniosę wątek pinku w pszczynie na krynolinę,. co wy na to? :)

      Usuń
    11. Elu, ja wiem, że to straszny wstyd, ale jakoś nie było okazji!
      Tak, wizja krynolin i kapci jest cudowna :D
      Świetny pomysł, żeby kontynuować ten wątek na krynolinie! I mam nadzieję, że dużo osób zainteresuje się tym piknikiem, bo to by był naprawdę świetny wypad! :)

      Usuń
    12. byłby to pierwszy kroczek w kierunku tego ,co jest za granicami Polski ;)

      Usuń
    13. Ale bym chciała, żeby u nas były takie rzeczy, jak tam! Bale w stylu rokoko, pikniki w stylu belle epoque... Już się rozmarzyłam :D

      Usuń
  2. Rokoko! Moja ulubiona epoka!:) Kolorki sukien iście rokokowe:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, starałyśmy się! Mmm... moja również! :)

      Usuń
  3. Oj to nie była kwestia przyzwyczajenia. Wielokrotnie spotkałam się w książkach, a przede wszystkim w źródłach dotyczących medycyny, o przypadkach omdleń a nawet śmierci kobiety, kobiety pomagały sobie jak mogły m.in wachlarzami, delikatnymi parasolkami. Prawda jest też taka, że kobiety nie chodziły tak po domu, używały wygodniejszych, mniej krępujących ciało sukienek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem, to w XVIII wieku nawet pod luźnymi sukniami domowymi kobiety nosiły gorsety, więc wrażenie "swobody" było zupełnie pozorne. Ale tak, ja też słyszałam o spustoszeniu, jakie czyniły gorsety w ciałach kobiet, zwłaszcza tych z II połowy XIX wieku, kiedy popularna stała się talia osy. Podobno jednak po wielu latach noszenia gorsetów nie były w stanie poruszać się już bez nich, bo natychmiast miały bóle w kręgosłupie.

      Usuń
  4. jaki obraz był wzorem do sukni, jesli moglabym wiedziec?:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz! Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, proszę, pozostaw je pod bieżącym wpisem (dzięki temu szybciej uda mi się na nie odpowiedzieć), albo wyślij mi wiadomość mailową: mgjot1@gmail.com.

Copyright © 2014 Modna Historia , Blogger